Młodzi nie wszędzie dostają w kość

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-10-05 00:00

Bezrobocie wśród młodych Wielkopolan wzrosło o połowę. Spadek z wysokiego konia musi boleć.

Wielkopolska przeżywa epidemię bezrobotnych absolwentów, a w Świętokrzyskiem spokój

Bezrobocie wśród młodych Wielkopolan wzrosło o połowę. Spadek z wysokiego konia musi boleć.

Kryzys najmocniej uderza w ludzi młodych — właśnie w tej grupie bezrobocie rośnie najszybciej. Liczba osób poniżej 25. roku życia zarejestrowanych w urzędach pracy wzrosła przez rok prawie o jedną trzecią. To palący problem społeczny i gospodarczy. Ale zjawisko nie wygląda tak samo w całej Polsce. W jednych regionach bezrobocie wśród młodych rośnie w zastraszającym tempie, w innych prawie nic się nie dzieje.

Bezrobocie eksportowane

Zdecydowanie najgorsza sytuacja jest w Wielkopolsce. Liczba bezrobotnych poniżej 25. roku życia wzrosła tu przez rok o połowę — z 20 do 30 tys. W tym wieku jest już co czwarty bezrobotny Wielkopolanin. Mimo że to właśnie województwo wielkopolskie jest tym, które od lat szczyci się najniższym poziomem bezrobocia w całym kraju.

— Mamy rekordowo niskie bezrobocie dla całej populacji, ale też rośnie ono najszybciej. Sytuacja na rynku pracy jest coraz gorsza, więc naszym młodym ludziom trudniej zacząć karierę zawodową niż absolwentom w innych regionach. Na bezrobociu jest coraz więcej specjalistów z wieloletnim stażem, więc firmy tym mniej chętnie zatrudniają ludzi bez doświadczenia — tłumaczy Bernadeta Ignasiak z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu.

Wielkopolska przeżywa epidemię zwolnień grupowych.

— Przez ostatni rok ten problem bardzo przybrał na sile. Tylu deklaracji zwolnień grupowych, wysyłanych do nas przez pracodawców, jeszcze nie widzieliśmy. Zatrudnienie redukują głównie firmy nastawione na eksport, z sektora mechanicznego, zwłaszcza motoryzacyjnego, oraz meblarskiego. Właśnie te gałęzie w ostatnich latach pchały Wielkopolskę do przodu i zmniejszały bezrobocie. Teraz to główne obszary odpowiadające za jego wzrost — mówi Bernadeta Ignasiak.

Problem to o tyle dotkliwy, że firmy znacznie mniej chętnie zaczęły podchodzić do tworzenia nowych miejsc pracy.

— Liczba ofert pracy w ciągu kilku miesięcy spadła o połowę. Na szczęście teraz powoli się to odbudowuje — mówi Bernadeta Ignasiak.

Równo pod górkę

Tymczasem problem młodych bezrobotnych narasta bardzo powoli w biedniejszych regionach. W województwach kujawsko-pomorskim i świętokrzyskim tempo powiększania się tej grupy jest prawie pięciokrotnie mniejsze niż w Wielkopolsce. Przez rok przybyło odpowiednio 11 proc. i 13 proc.

— To skutek struktury tamtejszych gospodarek, z dużym udziałem rolnictwa i przetwórstwa żywności. Tutaj skutki kryzysu są znacznie mniej dotkliwe niż w np. w przemyśle motoryzacyjnym. Dlatego tutejszy rynek pracy jest dosyć stabilny, choć trudny — wyjaśnia Monika Jasińska z firmy doradztwa personalnego Manpower.

W dodatku w regionach rolniczych większe znaczenie niż w uprzemysłowionych mają czynniki sezonowe.

— Akurat w ostatnich miesiącach bezrobocie w województwach świętokrzyskim i kujawsko-pomorskim w ryzach utrzymywały prace sezonowe, a właśnie przy nich młodzi ludzie często znajdują zatrudnienie. Może się okazać, że kiedy przyjdzie zima i zajęcia te wygasną, młodych bezrobotnych wyraźnie przybędzie — ostrzega Monika Jasińska.

Problemem obecnym zarówno w Poznaniu, jak i Kielcach czy Toruniu jest natomiast niedopasowanie systemu edukacji do potrzeb rynku pracy.

— Pracodawcy cały czas nie mogą doczekać się wykwalifikowanych specjalistów. To niedopasowanie wychodzi nam we wszystkich analizach od wielu lat. Nastawienie szkół i uczelni powoli zmienia się na korzyść, ale przebiega to dość powolnie — mówi Bernadeta Ignasiak.

Jacek

Kowalczyk