MNI chce pieniędzy od Chińczyków

Telekomunikacyjno-medialna grupa wytacza działa przeciw chińskiemu funduszowi CEE. Wzywa do ugody — chce 69,2 mln zł z odsetkami.

Transakcja się nie udała, więc zapłaćcie. Do warszawskiego sądu rejonowego trafiły wezwania ugodowe, skierowane do inwestującego chiński kapitał funduszu CEE Equity Partners, dwóch jego dyrektorów inwestycyjnych i jednego współpracownika. Ich autorem jest zarządzana przez Andrzeja Piechockiego spółka MNI. Domaga się od nich „zapłaty wierzytelności” — 69,2 mln zł wraz z odsetkami. Za co?

Zobacz więcej

Andrzej Piechocki, prezes i jednoczesnie znaczacy akcjonariusz MNI Marek Wiśniewski

— Szczegóły są w pozwie. Oczekujemy długotrwałego procesu sądowego na merytoryczne argumenty, mając nadzieję, że sąd uzna nasze racje — mówi Andrzej Piechocki, prezes i jednocześnie znaczący akcjonariusz MNI (ma 15,78 proc. akcji). W sporze chodzi o pieniądze — i o transakcję, do której nie doszło. O tym, że „fundusz o aktywach o łącznej wartości ponad 400 mln USD” chce za 100 mln zł przejąć jego aktywa telekomunikacyjne, MNI po raz pierwszy informowało 17 marca 2014 r.

Miesiąc później strony podpisały term-sheet, czyli dokument ustalający warunki i zasady procesu sprzedaży. W opublikowanym dwa miesiącetemu raporcie rocznym MNI nie ukrywało już, że spółka negocjowała właśnie z CEE — i że z rezultatów nie jest zadowolona. „Do ewidentnych porażek należy uznać brak zamknięcia transakcji z funduszem CEE na kwotę ponad 100 mln zł, co naraziło grupę MNI na zarzut braku wiarygodności.

Sprawa ta z punktu widzenia spółki nie jest zamknięta i będzie jeszcze miała sądowy ciąg dalszy” — głosi raport roczny MNI. Wezwania ugodowe skierowane są do CEE Equity Partners Ltd. (zarejestrowanego na Cyprze), dwóch dyrektorów inwestycyjnych funduszu (Rafała Andrzejewskiego i Janusza Skrzypkowskiego), a także do Wojciecha Kamienieckiego, który — jak wyjaśnia Andrzej Piechocki — był jedną ze stron listu intencyjnego. Przedstawiciele funduszu nie chcą rozmawiać o sporze z MNI.

— Nie komentujemy — mówi Rafał Andrzejewski z CEE. CEE działalność w Polsce rozpoczęło w ubiegłym roku, zarządzając funduszami kontrolowanymi przez China Exim Bank i wyszukując dla Chińczyków cele inwestycyjne. Pierwszą inwestycją był zakup za 240 mln zł 16 proc. akcji kontrolowanej przez Jana Kulczyka spółki Polish Energy Partners (dziś Polenergia).

Następnie do spółki z izraelskim Enlightem fundusz zainwestowałw farmy wiatrowe w Polsce, a potem przejął większościowy pakiet węgierskiej uczelni BKF University of Applied Sciences. Na początku tego roku CEE ogłosiło inwestycję w Electronic Control System, spółkę inżynieryjną, pracującą dla operatorów telekomunikacyjnych m.in. przy budowie masztów.

MNI, mimo sporu z CEE, nie zamierza rezygnować ze sprzedaży aktywów telekomunikacyjnych. Ostatnio grupa wyszła z akcjonariatu Hyperiona, również notowanej na GPW spółki, której głównym biznesem jest obecnie budowa współfinansowanej przez UE Małopolskiej Sieci Szerokopasmowej. W jednym z raportów bieżących MNI szacowało, że wyjście z segmentu telekomunikacyjnego, zapewniającego mu obecnie prawie połowę przychodów, powinno przynieść około 160 mln zł.

— Strategią MNI jest sprzedaż wszystkich aktywów telekomunikacyjnych, spłata kredytów bankowych i innych zobowiązań — informuje prezes MNI. Spółka deklaruje, że prowadzimy rozmowy z wieloma podmiotami na temat sprzedaży elementów sieci pozostałych po Hyperionie — około 40 lokalizacji. — Na pewno część tych działań zakończy się w tym roku — mówi Andrzej Piechocki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / MNI chce pieniędzy od Chińczyków