Narodowy operator żąda od MNI aż połowy zysku za 2010 r. Fundusz zapewnia, że nie będzie tworzył rezerw.
W piątek Telekomunikacja Polska (TP) poinformowała, że pozwała Długie Rozmowy (DR), hurtowego operatora z grupy MNI, o 36,7 mln zł. Wczoraj giełdowy fundusz odpowiedział, że to DR pierwsze (już w grudniu 2010 r.) pozwały TP. Zapowiedział też wniosek do Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) o kontrolę w narodowym operatorze.
Władze MNI zapewniają przy tym, że nie będą tworzyć rezerw na kwotę żądaną przez giganta.
— Jesteśmy przekonani, że DR nie jest dłużnikiem TP. I że racja jest po naszej stronie — tłumaczy Andrzej Piechocki, prezes i największy akcjonariusz MNI.
Gra o dużą stawkę
Zdaniem analityków, ostateczna decyzja w tej sprawie będzie zapewne uzależniona od opinii audytora, który właśnie bada sprawozdanie finansowe MNI za 2010 r. Ewentualna rezerwa na 36,7 mln zł byłaby trudna do przełknięcia: zmniejszyłaby zysk funduszu za 2010 r. (69,6 mln zł) o, bagatela, ponad 50 proc.
Spór TP z DR dotyczy rozliczeń międzyoperatorskich. Od października 2009 r. DR nie płaci za ruch na sieciach TP, potrącając jej należności z karami umownymi za opóźnianie przyłączeń klientów hurtowych. Spółka MNI powołuje się przy tym na m.in. wydaną przez UKE tzw. kartę równoważności, regulującą m.in. kwestię kar dla TP za nieterminowe przyłączanie do swojej sieci klientów innych operatorów.
TP kwestionuje prawo DR do tych potrąceń. Tylko w 2010 r. sięgnęły 32 mln zł, a w sprawozdaniach MNI figurowały jako "pozostałe przychody operacyjne". Z informacji "PB" wynika, że analitycy przez cały 2010 r. zwracali zarządowi MNI uwagę, że ta tak istotna pozycja powinna być jasno i precyzyjnie wyjaśniona akcjonariuszom. W rezultacie we wrześniu 2010 r. giełdowy fundusz w raporcie bieżącym tłumaczył ją jako "efekt rozliczeń międzyoperatorskich z kontrahentem biznesowym".
— Nie chcieliśmy podawać do publicznej wiadomości, że chodzi o TP, bo przecież jesteśmy związani umową, która jest poufna — tłumaczy Andrzej Piechocki.
Zdanie analityka
Dodaje, że MNI nie miał też obowiązku informowania, że to DR jako pierwszy pozwał TP. A przedstawiciele narodowego operatora ten grudniowy ruch spółki MNI uważają za… swój atut.
— Najpierw MNI potrącił sobie ponad 30 mln zł, a potem o tę samą kwotę nas pozwał. Przecież to działanie w oczywisty sposób sprzeczne — ocenia Wojciech Jabczyński, rzecznik TP.
W jego ocenie kary umowne naliczone przez DR są "całkowicie bezpodstawne". Innego zdania jest Grzegorz Pułkotycki z DM BZ WBK, który ryzyko przegrania sprawy przez MNI ocenia jako "niewielkie".
— Nawet przy spełnieniu się najgorszego dla MNI scenariusza konsekwencją dla funduszu będzie utrata bilansowej wartości DR, czyli 16 mln zł — mówi Grzegorz Pułkotycki.