W ubiegłym roku na parkiecie pojawiło się 81 spółek. Liczba nie przełożyła się na jakość. Aż 51 ubiegłorocznych debiutantów jest obecnie notowana poniżej ceny emisyjnej. Rekordziści zabrali inwestorom 80 proc. portfela. W tym roku na warszawskiej giełdzie pojawiło się zaledwie 16 nowych twarzy, które wcześniej zajrzały do kieszeni inwestorów. Powyżej ceny emisyjnej jest dziś dokładnie połowa nowicjuszy. To zdecydowanie lepszy wynik niż rok temu. W większości przypadków zarobek nie jest duży, choć i tak całkiem przyzwoity, jeśli wziąć pod uwagę dużą zmienność koniunktury na rynku. Co ciekawe, inwestorzy dość szybko i racjonalnie podzielili tegorocznych debiutantów na dwa obozy: zwycięzców i — przynajmniej na razie — przegranych.
Kryteria, jakimi kierowali się gracze , dowodzą, że ocena nie jest przypadkowa. Przede wszystkim — liczyła się atrakcyjność wyceny spółki w ofercie publicznej. Akcje Trakcji Polskiej sprzedały się ze wskaźnikiem cena do zysku 18,2 dla wyniku z 2007 r. i 12,6 dla prognoz na ten rok. Dla Unibepu podobne wskaźniki sięgały 20,7 oraz 12,7. W obu przypadkach oznaczało to dyskonto wobec średniej dla branż, w których działają firmy. Na drugim biegunie znalazły się np. Power Media, które startowały na giełdę z wyśrubowanym C/Z przekraczającym 90.
Przy takich wskaźnikach możliwości wzrostu są mocno ograniczone. Zwłaszcza jeśli firma nie wypracowuje wyników, którymi mogłaby zaskarbić sobie przychylność inwestorów. Tak jest w przypadku m.in. wspomnianych Power Mediów (zaledwie 355 tys. zł zysku w ub.r., spadek o 74 proc. rok do roku), Zrembu-Chojnice czy Zakładów Mięsnych Herman. Te ostatnie nie wykonały na dodatek ubiegłorocznych planów i z powodu niższych od spodziewanych wpływów z IPO musiały drastycznie obniżyć tegoroczną prognozę. Straty akcjonariuszy wymienionych spółek powiększyły słabe wyniki finansowe I kw. One kazały też w szybkim tempie pozbywać się walorów Seleny FM. Jej akcje od debiutu notowane były po cenie zbliżonej do emisyjnej (33 zł). Niespodziewana strata w pierwszych trzech miesiącach roku (spowodowana dużymi ujemnymi różnicami kursowymi) sprowadziła wycenę o kilkanaście procent w dół. O odbudowanie zaufania będzie tym trudniej, że wycena z oferty publicznej opierała się w dużym stopniu na ambitnych prognozach na ten rok (42,9 mln zł, +26 proc. r/r). Po pierwszym kwartale można mieć uzasadnione wątpliwości, czy jest ona realna.
Takich zmartwień nie przysporzyły wspomniane już Trakcja Polska i Unibep, a także Cyfrowy Polsat, które w komplecie pochwaliły się bardzo dobrymi osiągnięciami. Wyjątkiem w tej grupie jest Optopol. Jego akcje co prawda zdrożały od IPO, ale spółka rozczarowała spadkiem przychodów i zysków I kw. Za tą firmą przemawia jednak dość atrakcyjna i przyszłościowa branża, w której działa. Podobnie jest z tegoroczną gwiazdą, czyli Trakcją. Koncentruje się ona na łatwiejszym, bardziej zyskownym i mniej konkurencyjnym obszarze działalności, jakim jest budowa i remonty infrastruktury kolejowej. Dużym wzięciem cieszą się też papiery holenderskiej spółki górniczej New World Resources (NWR). Sprzyjają jej zapewne duże zyski, jakie w tej chwili przynosi wydobycie i sprzedaż węgla. Przykład NWR potwierdza też obserwację, że dodatnie stopy zwrotu dały walory spółek, które już w ofercie publicznej chętnie kupowali inwestorzy instytucjonalni. Podobnie było z Trakcją, Cyfrowym Polsatem czy Optopolem. Z kolei akcje Zrembu, Skyline, Power Mediów czy Hermana kupowała właściwie tylko giełdowa drobnica. Czas pokazał, że brak wsparcia funduszy już w momencie IPO brzmiał niemal jak wyrok dla notowań nowicjuszy po debiucie.
Jeśli według czterech opisanych powyżej kryteriów — atrakcyjnej wyceny, dobrych wyników, perspektyw i skali zainteresowania instytucji — rynek będzie przesiewał kolejnych kandydatów na GPW, inwestorzy powinni mieć ułatwione zadanie przy wyborze emitentów, którym warto zaufać na dłużej.
Więcej na ten temat w piątkowym Pulsie Biznesu.
Kamil Zatoński, [email protected]