Już za dwa lata towarzystwo może zacząć zarabiać. Wzmocni bancassurance, trochę odpuści motopolisy.
Za tydzień właściciele niemieckiego Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych (TUW) Concordia zatwierdzą kolejne dokapitalizowanie. Udziałowcy, którzy wpompowali w spółkę kilkadziesiąt milionów, dołożą 3,5 mln zł.
— W tym roku towarzystwo w sumie zostanie dofinansowane 5 mln zł. Plan na przyszły rok jest podobny. Cały czas poprawia się rentowność i w 2007 r. zastrzyk gotówki od akcjonariuszy już raczej nie będzie potrzebny. Planujemy w 2007 r. wyjść na plus, co najwyżej mieć maleńki minus (na koniec września 2005 r. strata wyniosła 5,5 mln zł) — mówi Piotr Narloch, prezes TUW Concordia.
Dodatkowy kapitał pozwoli na dalszy rozwój sprzedaży, a jest nad czym pracować.
— Na koniec roku planujemy zebrać z ubezpieczeń majątkowych około 60 mln zł składki (na koniec września przypis wyniósł 39 mln zł — przyp. red.). Ostatni kwartał zwykle okazywał się dla nas dobry. Nie sądzę, aby teraz było inaczej — zapewnia prezes.
W 2006 r. tempo rozwoju ma być zbliżone do tegorocznego. Dynamika powinna zatem wynieść około 25 proc. Firma nie chce zmieniać strategii sprzedaży: będzie stawiać na ubezpieczenia rolnicze i ochronę prawną. Wzmocni nieco bancassurance.
— Współpraca z bankami rozwija się coraz prężniej. Naszymi partnerami są głównie banki spółdzielcze. Prowadzimy jednak rozmowy z kilkoma bankami komercyjnymi. Efekty tej współpracy widać zarówno w ubezpieczeniach majątkowych, jak i życiowych, choć te drugie dopiero raczkują — tłumaczy Piotr Narloch.
Pod lupę pójdą natomiast ubezpieczenia komunikacyjne.
— Szkodowość tych polis rośnie ostatnio w tempie rewolucyjnym, pojawia się coraz więcej roszczeń osobowych. Zamierzamy je ograniczyć do 20 proc. portfela. Obecnie stanowią 24 proc. — mówi prezes.