Mniej Statoila w gazociągu Skanled

Anna Bytniewska
opublikowano: 2008-09-08 00:00

Norwegowie raczkiem

PGNiG widzi okazję do wzmocnienia

pozycji

Norwegowie raczkiem

wycofali się z finansowania

fazy projektowej

gazociągu. Co będzie,

jeśli zrezygnują

też z przesyłu gazu?

Plany dywersyfikacji dostaw gazu do Polski nabierają nowego wymiaru. Kluczowy projekt importu paliwa z Norwegii nowymi gazociągami Skanled i Baltic Pipe stracił najsilniejsze ogniwo, jakim był norweski potentat Statoil. Koncern wycofał się z udziału w finansowaniu fazy projektowej inwestycji.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) nie traci jednak rezonu. Wręcz przeciwnie: uważa, że może to być świetna okazja, by powiększyć swój udział w mocach przesyłowych Skanledu.

Nie ma tego złego

PGNiG chce docelowo przesyłać nim 3 mld m sześc. paliwa rocznie (dla porównania: Polska zużywa około 14 mld m sześc.).

— Obecnie zarezerwowane przez nas moce w gazociągu Skanled to 1,5 mld m sześc. w skali roku. Zamierzamy jeszcze przejąć od jednej ze szwedzkich firm udział w przesyle równy 0,2 mld m sześc. — mówi Radosław Dudziński, wiceprezes PGNiG.

Do celu polskiej firmie brakuje więc 1,3 mld m sześc.

— Gdyby kolejnym krokiem Statoila było wycofanie się z udziału w mocach przesyłowych Skanledu, wynoszącego 365 mln m sześc. rocznie, moglibyśmy je przejąć — mówi Radosław Dudziński.

Co ciekawe, nie wiązałoby się to z żadnymi kosztami.

Wycofanie się Norwegów z udziału w projekcie nie niepokoi przedstawicieli PGNiG.

— Przypuszczam, że Statoil może chcieć uniknąć sytuacji, w której w ramach projektu Skanled konkurowałby z innymi jego uczestnikami. A doszłoby do tego, gdyby sprzedawał bezpośrednio swój gaz przesyłany gazociągiem na rynkach, gdzie skupione od niego paliwo sprzedawaliby jego partnerzy ze Skanledu — mówi Radosław Dudziński.

I podkreśla, że to tylko hipoteza. Odpowiedzi Statoila na pytanie o powód wycofania się z projektu nie udało nam się uzyskać.

Tylko spokojnie

PGNiG już sporo zainwestował w norweski projekt. Chcąc być wiarygodnym w oczach partnerów pamiętających niezrealizowane projekty rurociągów, do Polski, kupiło od firmy ExxonMobil za 360 mln USD pokłady ropy naftowej i gazu na szelfie norweskim. Błękitne paliwo ze złóż Skarv i Snadd (około 1 mld m sześc. rocznie) mogłoby przesyłać właśnie gazociągiem Skanled — plus gaz kupiony od Statoila. Trafiałby on do Dani, a następnie duńskim systemem do mającego powstać podmorskiego gazociągu Baltic Pipe, którym do Polski płynęłoby 1,5-3 mld m sześc. paliwa rocznie.

Skanled ma ruszyć w 2013 r. Decyzja o jego budowie zapadnie dopiero w 2009 r. Czy brak Statoila nie zagrozi projektowi?

— Teraz do największych uczestników projektu należą PGNiG i niemiecki E.On Ruhrgas. Obie firmy są bardzo zdeterminowane, by doprowadzić do powstania Skanledu. Wycofanie się Statoila nie jest kłopotem w przypadku finansowania inwestycji. Są też chętni do objęcia zarezerwowanych dlań mocy — twierdzi proszący o anonimowość zachodni uczestnik konsorcjum Skanled.

Według pierwotnych założeń, PGNiG na fazę projektową budowy gazociągu Skanled miało wydać 10 mln zł, czyli 15 proc. całości kosztów konsorcjum na tym etapie. Po wycofaniu się Statoila, udział ten wzrośnie do 18 proc., a więc niewiele. Na całą budowę gazociągu polska firma miała wydać ponad 500 mln zł, ale w związku ze zwiększeniem przepustowości magistrali z 20 mln do 24 mln m sześc. dziennie koszty o 15-18 proc.