Drobni udziałowcy Oławy protestują przeciwko wycenie akcji spółki w wezwaniu. Argumenty są. Gorzej z ich przeforsowaniem.
Na początku października Zakłady Chemiczne Boryszew, główny udziałowiec Huty Oława (51,34 proc.), wezwały do sprzedaży pozostałych walorów oławskich zakładów. Oferowane w wezwaniu 30 zł za akcję drobni akcjonariusze uważają za cenę, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistą wartością spółki. Ale to żadna sensacja, bo mali akcjonariusze bardzo często próbują walczyć o lepsze warunki w wezwaniu. Problem w tym, że wzywający zastosował pewien straszak. Za miesiąc akcjonariusze Huty Oława, producenta tlenków cynku i ołowiu, zadecydują na WZA o wycofaniu spółki z GPW. To może być sposób na wyciśnięcie akcji od opornych udziałowców.
Kreowanie wyceny?
Wycofania spółki z obrotu chce Boryszew. Zapisy na akcje przyjmowane są od dziś do 18 listopada. Łatwo pójdzie z walorami należącymi do Elany (24,99 proc.), bo wszystkie trzy zainteresowane spółki są kontrolowane przez tego samego inwestora, Romana Karkosika, który chce konsolidacji podmiotów.
Problem w tym, że drobni akcjonariusze uważają, że 30 zł za walor zaoferowane przez wzywającego, zdecydowanie nie odpowiada wycenie fundamentów spółki. Dlaczego? Już tylko pakiet 24,8 proc. akcji Boryszewa należący do Oławy jest wart blisko 120 mln zł. Tymczasem wartość rynkowa huty wynosi blisko 75 mln zł. W dodatku kurs Boryszewa od początku roku wzrósł o ponad 450 proc., a Oławy o „zaledwie” 150 proc.
— Wartość fundamentalna Oławy znacząco odbiega od wyceny rynkowej — kwituje Jarosław Augustynowicz ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
To mogłoby oznaczać, że cena akcji huty jest zbyt niska, podobnie jak za drogie mogą być papiery Boryszewa. Cena zaoferowana w wezwaniu, której podstawą jest przeciętny kurs Oławy z ostatnich trzech miesięcy, jest jednak wyliczona prawidłowo.
— Wszystko jest zgodnie z prawem. Nie sposób udowodnić celowego zaniżania kursu. Nie ma więc powodów proceduralnych, by zablokować uchwały WZA — rozkłada ręce Jarosław Augustynowicz.
Psuć, by kupić
Na polskim rynku papierów wartościowych zdarzały się już przypadki sztucznego zaniżania kursu spółek. Ich większościowi właściciele „psuli” wyniki finansowe, wymuszając przecenę akcji, by je następnie skupić i wyjść z giełdy. W przypadku Oławy wzywający przedstawili mniejszościowym udziałowcom swego rodzaju ultimatum — albo odstąpicie nam akcje po 30 zł, albo będzie wam je trudniej sprzedać po wycofaniu spółki z publicznego obrotu.
Wyniki są dobre
Zarząd Huty Oława w ubiegłą środę przedstawił opinię na temat ogłoszonego wezwania. Władze spółki uznają konsolidację za konieczność ze względu na przewidywane znaczące nakłady inwestycyjne, mające zwiększyć zdolności produkcyjne huty. Bez wsparcia Boryszewa — uważa zarząd — Oława nie poprawi swojej sytuacji finansowej. Tymczasem skonsolidowane wyniki huty są coraz lepsze. W I półroczu zrealizowała już blisko 60 proc. ubiegłorocznych przychodów i 75 proc. zysku netto.
Nadziei brak
Co z tego, skoro drobni udziałowcy Oławy nie mogą już raczej liczyć na uzyskanie godziwej, ich zdaniem, ceny za posiadane walory.
— Można mieć ewentualnie zastrzeżenia do etyki zachowania wzywającego, ale z punktu widzenia prawa wszystko jest w porządku. Trzeba jednak zastanowić się nad słusznością zapisów w kodeksie spółek handlowych dotyczących ustalania ceny wezwania. Lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie tego rynkowi — ocenia Konrad Konarski, prawnik z kancelarii Baker McKenzie.
— Tak skonstruowane jest prawo. Przeskoczyć się go nie da. Niestety, odbija się to na drobnych inwestorach — podsumowuje Jarosław Augustynowicz.