Kraje rozwijające się powinny mieć większy wpływ na fundusz — mówią jego dyrektorzy.
Nie wszystkim się to podoba.
Dyrektorzy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), którego zadaniem jest stabilizowanie sytuacji gospodarczej na świecie, przystępują do restrukturyzacji instytucji. Dwuletni program reform zakłada zmiany w układzie sił w MFW. Większą moc decyzyjną zyskają kraje rozwijające się, głównie: Chiny, Korea Południowa, Turcja oraz Meksyk, których znaczenie w światowej gospodarce w ostatnich latach wzrosło.
— Jestem przekonany, że wszystkie państwa członkowskie są przekonane o nieadekwatnym do realiów gospodarczych układzie głosów w naszej organizacji — mówi Rodrigo Rato, dyrektor zarządzający MFW.
Mimo rosnącego znaczenia w gospodarce światowej Chiny mają mniej głosów niż Belgia i Holandia razem. Zdaniem Rodrigo Rato, nowa formuła powinna rozdzielać głosy zgodnie z wielkością gospodarki danego kraju oraz jej otwartością. Szczegóły nie zostały jednak jeszcze omówione.
Wzrostowi znaczenia Chin w MFW sprzeciwiają się przedstawiciele USA, którzy chcą, by najpierw rewaloryzowały juana. Zaniżona wartość waluty jest głównym czynnikiem eksplozji eksportu napędzającego gospodarkę Chin.
Liczba głosów posiadanych przez kraj decyduje o jego wkładzie w działalność MFW, finansowym i decyzyjnym. W MFW zadłużone na kwotę 28 mld USD są 74 kraje.