Moda fabryczna

Adrian Chimiak
opublikowano: 2006-06-29 00:00

Raz na tydzień przychodzi lekarz. Pielęgniarka jest na etacie. — Nie leczą mojego bólu głowy. Są dla załogi — uśmiecha się prezes firmy.

Flaxpol sprzedaje płyty wiórowe, pilśniowe i blaty oraz produkuje odzież ochronną. Cztery lata temu zyskał status zakładu pracy chronionej, bo prawie połowa pracowników to osoby niepełnosprawne. Ale nie zawsze tak było.

Historia firmy sięga 1991 r. Pięć osób założyło spółkę pracowniczą, by sprzedawać płyty pilśniowe wołczyńskiego Linopłytu. Ale szło im marnie. Firma sprzedawała towar hurtowniom, ale nie wszystkie na czas regulowały należności.

— Traciliśmy płynność finansową. W końcu w 1994 roku wybraliśmy nowego prezesa i podjęliśmy program naprawczy — mówi Jerzy Łącki, główny księgowy Flaxpolu.

Zrezygnowano ze współpracy z hurtowniami, ich miejsce zajęli akwizytorzy. Flaxpol został przedstawicielem wieruszowskiego Pfleiderer Prospan i OSB Kronopol z Żar.

— Wykupiłem udziały w przedsiębiorstwie. Wiedziałem, że sporo ryzykuję, ale miałem pomysł na firmę — wspomina prezes Lityński.

Rozpoczął się powolny proces stabilizowania firmy. Ale na swoją okazję musiała jeszcze poczekać.

Kombinezony jak sukienki

Wielki skok nastąpił dopiero w 2003 roku. Flaxpol przeniósł wtedy siedzibę z Wołczyna do Kluczborka, gdzie wykupił teren po upadłej firmie dziewiarskiej.

— Zatrudnieni tam niepełnosprawni pracownicy przeżywali tragedię. Nie jesteśmy organizacją dobroczynną, ale postanowiliśmy im pomóc, widząc w tym interes dla obu stron — mówi Zdzisław Lityński.

Flaxpol, zatrudniający wówczas ledwie 10 osób, przyjął z dnia na dzień kolejnych kilkadziesiąt.

Najpierw próbowano szyć rękawice robocze, ale okazało się, że zalew taniego towaru z Azji zastopował popyt na krajowe produkty. Wyjściem było wytwarzanie certyfikowanej odzieży najwyższej jakości, spełniającej ostre normy dopuszczenia do użytku w trudnych warunkach środowiskowych.

— Z tego jesteśmy dumni. Naszą odzież mają na sobie pracownicy laboratoriów i spawacze, robotnicy drogowi i pracownicy stacji benzynowych. Co ciekawe, stroje robocze podlegają takim samym prawom mody jak suknie. Nadruki z nazwą firmy nie wystarczą, kombinezony muszą mieć ciekawy wzór i kolorystykę — wprowadza w tajniki produkcji Beata Dworacka, dyrektor do spraw marketingu i certyfikacji wyrobów, prywatnie córka prezesa.

Dobrzy pracownicy

Przedsiębiorstwo otrzymuje wsparcie z PFRON, od 400 do ponad 1000 zł na niepełnosprawnego.

— Co kilka miesięcy tworzymy kolejne stanowiska. O, tam wybudujemy następną halę produkcyjną, 1500 m kwadratowych. Już mamy wszystkie pozwolenia — pokazuje prezes Lityński.

— Niepełnosprawni to dobrzy pracownicy. Wiedzą, że jest im szczególnie trudno znaleźć pracę, więc ją szanują — twierdzi Zdzisław Lityński.

Przyznaje jednak, że bywają problemy. Część pracowników ma pierwszą grupę inwalidzką. Niektórzy cierpią na choroby psychiczne, biorą zwolnienia nawet po trzy miesiące. Innym z kolei niepełnosprawność nie pozwala uzyskiwać wydajności porównywalnej z osobami zdrowymi.

— Nie możemy sobie pozwolić na przerwy w produkcji, więc zatrudniamy o 30 proc. niepełnosprawnych więcej, niż gdyby na ich miejscu pracowali zdrowi — mówi główny księgowy Flaxpolu.

Nerwy prezesa

Aż trzy czwarte zysku firmy wciąż pochodzi ze sprzedaży płyt, lecz z roku na rok mniej się handluje, więcej produkuje.

— Najłatwiej jest sprzedawać, bo nie trzeba do tego armii ludzi, ale przyszłość to produkcja odzieży ochronnej — twierdzi prezes firmy.

Flaxpol rozwija się bardzo dynamicznie. Rozdział na dwa odległe od siebie filary działalności (sprzedaż płyt i produkcja odzieży ochronnej) pozwolił w dużym stopniu uniezależnić się od drobnych wahań koniunktury na rynku krajowym. Jednak nawet dobre przedsiębiorstwa miewają kłopoty.

— Siwych włosów przybywa mi proporcjonalnie do rosnących cen oleju opałowego — żartuje Zdzisław Lityński.

Niedawno zakończyła się modernizacja hal, ledwie przedsiębiorstwo zainwestowało w nowoczesne maszyny, a już trzeba wymieniać piece grzewcze.

— Mamy nowoczesne ogrzewanie, ale ceny opału wzrosły w kilka lat o 100 proc., a już słyszymy zapowiedzi kolejnych podwyżek. Niestety, kupimy kotły na miał węglowy — zapowiada biznesmen.

Kłóci się to z ekologicznym sposobem życia prezesa. Dzień rozpoczyna o piątej rano i niezależnie od pogody biegnie 10 km do pobliskiego Bąkowa. Po pracy bierze do ręki rakietę i ogrywa wszystkich w tenisa ziemnego.

— Prowadzenie takiego przedsiębiorstwa wiąże się ze sporym stresem. Przetestowałem kilka metod i żadna tak nie koi nerwów jak sport — zdradza prezes Lityński.