Moje inwestycje okazały się gorsze od całego rynku

Anonimowy Inwestor
opublikowano: 31-12-2001, 00:00

Początki są zawsze trudne. Niestety, to powiedzenie sprawdziło się także w moim przypadku. Mój start w grze giełdowej był bardzo nieudany. Od razu chciałem zbić kokosy, za co zostałem surowo skarcony.

Rozpoczynając karierę giełdowego inwestora dysponowałem 5 tys. zł. Zachęcony przewidywaniami komentatorów i analityków zainwestowałem niemal 2 tys. zł w sprzedaż jednego wrześniowego kontraktu terminowego na indeks WIG20. Zaledwie po ośmiu dniach straciłem już 660 zł wraz z prowizjami.

Miałem dość — nie tylko, że nie rozumiałem jak można sprzedać coś czego się nigdy nie miało, to jeszcze przysporzyło mi to bardzo dużych strat. Była to bolesna, ale jakże potrzebna lekcja pokory. Uświadomiła mi bowiem jak mało wiem o regułach rządzących rynkiem kapitałowym. Wiadomo, że człowiek najszybciej uczy się na błędach. Szkoda tylko, że lekcje pobieram na własnej osobie.

Bardziej zrozumiały okazał się rynek kasowy, ale też nie do końca. Niejednokrotnie okazywało się, że rynek jest głuchy na opinie profesjonalistów. Zdarzało się jednak, że warto było pójść za rekomendacjami ogłaszanymi przez domy maklerskie.

Pierwszą i zarazem najdłuższą inwestycją w akcje było kupno papierów Prokomu. Namówili mnie do tego analitycy Merrill Lynch publikując zalecenie „akumuluj długoterminowo”. Na początku byłem bliski rozpaczy, bo po olbrzymiej stracie, jakiej doznałem na kontrakcie terminowym również Prokom zaczął tanieć. Jednak później spółka odrobiła straty i ostatecznie po trzech miesiącach zaangażowania zrealizowałem około 20-proc. zysk.

Akcje PGF-u i Budimeksu dały mi symboliczny zarobek — akurat tyle, żeby pokryć wysokość prowizji dla biura maklerskiego. Do udanych inwestycji mogę zaliczyć PKN Orlen. Na akcjach paliwowego koncernu zarobiłem 350 zł, czyli 18 proc. Około 10 proc. zarobiłem również na akcjach Apeximu, ale w przypadku tej spółki liczyłem na dużo więcej. Niestety, nie stała się ona — wzorem Stalexportu i Netii — ulubieńcem spekulantów.

Do nieudanych inwestycji zaliczam natomiast Softbank, dzięki któremu straciłem 200 zł, czyli 23 proc. Zupełną katastrofą zakończyła się zaś przygoda z Elektrimem. Do momentu kupna papierów holdingu mój sumaryczny zysk z wcześniejszych inwestycji wyrażał się ponad 10-proc. zyskiem. Po dwóch tygodniach zaangażowania w warszawski holding zyski zmieniły się w straty. Znów byłem na minusie. Na szczęście zainteresowałem się maleńką spółką Elkop oraz największą firmą na parkiecie — TP SA. Dzięki temu odrobiłem połowę strat.

Muszę uczciwie przyznać, że wynik moich dotychczasowych inwestycji wypada dość mizernie. W ciągu ponad czterech miesięcy powiększyłem kapitał niewiele ponad 3 proc. W tym samym czasie WIG zanotował trzykrotnie wyższy wzrost. Postanowiłem jednak nie inwestować w czasie świąt i mocno trzymam się tego założenia. Nie rozstałem się z rynkiem i trzymam rękę na pulsie. Odczuwam pokusę, by zdecydować się na jakieś radykalne i ryzykowne przedsięwzięcie, które pozwoli mi zarobić nawet kilkadziesiąt procent.

Jeżeli po Nowym Roku rynek się nie ożywi to prawdopodobnie sprzedam pozostałe akcje Elkopu i rozejrzę się za inną firmą. Wiele obiecuję sobie z debiutu na parkiecie akcji Eldorado, co nastąpi już 3 stycznia. Opinie fachowców o spółce są wielce obiecujące i liczę, że zamrożone przez miesiąc aktywa zwrócą mi się w postaci przynajmniej 20-30 proc. zysku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anonimowy Inwestor

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu