Od paryskiego życia studenckiego przez bycie obcokrajowcem w Polsce w latach 90. po powrót do zupełnie już innej rzeczywistości nad Wisłą. A wszystko pośród chrupek i chipsów. Bo Epaminontas Mitzalis właśnie powtarza historię. Zbudował Star Foods, onegdaj synonim chrupek i chipsów w Polsce, sprzedał, odczekał. I właśnie wraca do słonych przekąsek.

„Snack, snack, snack, wylądował już kosmiczny smak. Star, star, star to gwiezdny chrupków czar. Na gwiezdne smaki nic nie poradzisz, musisz zajadać, choćbyś pękł” — słychać było w reklamach Star Foods w latach 90. A jakie słone przekąski wybiera najchętniej człowiek, który budował tę kategorię w Polsce?
Chrupki orzechowe i popcorn. Z chipsów te o smaku oregano. Gdy wyprodukowaliśmy je w latach 90., musieliśmy je zjeść w zakładzie w Tomaszowie Mazowieckim sami. Przy czym jedliśmy je my, Grecy, bo Polakom, jak się okazało, ten smak wtedy nie odpowiadał. Od tego czasu wiele się zmieniło, sporo podróżują, poznają różne kuchnie, więc teraz jesteśmy już w stanie sprzedawać taki smak, choć to ciągle nisza.
Przypuszczam, że w latach 90. brak popytu na chipsy w wersji oregano był jednym z mniejszych problemów dla biznesmena obcokrajowca w Polsce?
Najtrudniejsza była pierwsza zima i życie w hotelu, gdy za oknem jest minus 28 stopni, a miasto nie było oświetlane tak jak dzisiaj. Mój ojciec po sprzedaży biznesu w Grecji — grupy produkującej słone przekąski — miał zakaz konkurencji w tamtym rejonie. Zaczął się przyglądać tej części Europy i uznał, że to w Polsce najwięcej się dzieje i to tu będzie można najwięcej ugrać. Przyjechał, znalazł teren do inwestycji w Tomaszowie Mazowieckim i ściągnął mnie, wówczas 22-letniego studenta paryskiej uczelni.
Zamienił pan Paryż na Tomaszów Mazowiecki?!
Tak. I to bez protestów. Zawsze wiedziałem, że chcę pracować w rodzinnym biznesie. Tak byłem wychowywany, było dla mnie oczywiste, że ten moment nadejdzie. Polska to było wówczas ciekawe przeżycie, nowe doświadczenie. Wszystko się rodziło, więc można było zbudować praktycznie wszystko. Żeby zadzwonić, jeździliśmy 20 km na pocztę do większej miejscowości. Pamiętam te czasy i jak ktoś dzisiaj mówi, że w tym kraju nic nie ma, to mi się ciśnienie podnosi. Ten kraj ogromnie się rozwinął i to dzięki niezwykłej mentalności Polaków, którzy wiedzą, czego chcą, są ambitni i się nie poddają. W 1991 r. powiedziałem, że Polska gospodarka przeskoczy w dekadę grecką. Nie pomyliłem się. Macie zdyscyplinowanie, którego brakuje moim rodakom.
Ja mam wrażenie, że głównie narzekamy.
Tak, ale dążąc do celu. Dziś, choć to inna rzeczywistość, a narzekania wciąż słyszę, nadal jestem przekonany, że Polacy są świetnymi pracownikami i warto tu robić biznes. Są efektywni, ciężko pracują, a do tego kraj leży w centrum Europy, więc gwarantuje wygodny dostęp do wielu rynków.
W 1991 r. pan też się wykazał konsekwencją w dążeniu do celu, zostając tutaj. Czuje się pan wciąż bardziej Grekiem czy Polakiem?
Grekiem. Ale poddałem się wtedy woli ojca. Trzy lata pracowaliśmy razem, a potem uznał, że wyjeżdża i firmę zostawia mnie. Najtrudniejsze wówczas było zdobycie takiego szacunku pracowników, jaki miał ojciec. Zabrało mi to trochę czasu. Ja też chciałbym zostawić firmę dzieciom i to szybko, a nie przeciągać sukcesję w nieskończoność. Dziś najstarsze ma 9 lat, więc jeszcze trochę zarządzania przede mną. Dlatego wróciłem do Polski i buduję biznes, którego nie będę sprzedawał, lecz rozwijał dla kolejnych pokoleń.
Gdy jednak w 2005 r. sprzedał pan firmę koncernowi PepsiCo, mógł się pan udać na wakacje, które mogły potrwać do końca życia.
Spróbowałem tego. Wytrwałem trzy miesiące. Nie jestem pracoholikiem, ale walkę mam we krwi. Do 18 roku życia trenowałem pływanie. Zdobyłem na różnych zawodach w Grecji 54 medale. Nie mogłem więc nagle zacząć leżeć i odpoczywać. Miałem zakaz konkurencji przez pięć lat. Próbowałem trochę działać na Ukrainie. Wyjechałem przed Majdanem i wróciłem do Polski. I jestem przekonany, że tu jest moje miejsce.
Może warto było wrócić do pływania?
Nie, to zakończony etap, choć kiedy bywam w Grecji, to pływamy czasem z bratem i spotykam się z chłopakami, z którymi wtedy trenowałem. W czasach Star Foodsa zakosztowałem natomiast polowania. Odpadki z produkcji oddawaliśmy do dokarmiania zwierząt i ludzie lasu zabrali mnie kiedyś na polowanie. Zakosztowałem i kilka razy w roku jeżdżę z dawną ekipą Star Foods.
A sport w telewizyjnym fotelu?
Piłka nożna! Polacy grają na Euro z taką pasją i zaangażowaniem, że serce rośnie. Bardzo emocjonalnie kibicuję. Denerwuję się, krzyczę, gestykuluję. Żałuję, że nie mam czasu, żeby pojechać i obejrzeć na żywo. Niestety, Grecy nie grają.
A polscy konsumenci? Bo to oni są chyba głównym obiektem zainteresowania biznesmena? Zaangażowani?
Liczą każdą złotówkę i to się nie zmieniło od lat. Kiedy trafią na produkt, który ich w jakikolwiek sposób zawiedzie, to już do niego nie wrócą. Nie jest to sprawa zasobności portfela, ale tego, że nie lubią się czuć oszukiwani. To bardzo ważna informacja dla producentów — nie wolno obniżać jakości. Ciekawie wygląda też sprawa zmiany smaków — bo się nie zmieniają. Od lat prym wiodą te same: w chipsach zielona cebula i papryka, w chrupkach keczup. Dla producenta to z jednej strony wygodne i oznacza stabilność, ale z drugiej strony, wprowadzając nowości, wie, że Polacy sięgną po nie raz czy dwa i wrócą do swojego stałego produktu. &
© Ⓟ
Epaminontas Mitzalis
Przyjechał do Polski na początku lat 90., by rozwijać z ojcem w Tomaszowie Mazowieckim spółkę Star Foods. Produkowała m.in. chrupki i chipsy, które były reklamowane w telewizji przez gwiazdy. Pod koniec 2005 r. firmę, w której udziały mieli również Advent International, Copernicus Capital Partners i Cazolico, kupił koncern PepsiCo. Kwoty transakcji nie ujawniono, ale spekulowano o 50 mln USD. Po latach przerwy w pracy w branży, wymuszonej zakazem konkurencji, biznesmen wrócił do Polski i do chrupek oraz chipsów. Postawił w Radomiu fabrykę, która ruszyła dwa lata temu.
