MONOPOLIŚCI POZOSTAJĄ BEZPIECZNI
Zamknięto konkurs ofert na usługi pogotowia ratunkowego
W ŻYRARDOWIE SIĘ UDAŁO: Pogotowie ratunkowe naszej firmy świadczy już usługi w powiecie żyrardowskim, gdzie wygrało konkurs ogłoszony przez tamtejszy ZOZ. Załogi ambulansów składają się w 90 proc. z byłych pracowników Kolumny Transportu Sanitarnego. Do chorego docierają w średnim czasie nieznacznie przekraczającym 9 minut — chwali się Jacek Ziółkowski, dyrektor generalny firmy FALCK Polska. fot. GK
Ogłoszone przez regionalne kasy chorych, w ostatnich dniach sierpnia 1999 r., konkursy ofert na świadczenie usług medycznych w zakresie pogotowia ratunkowego dla pacjentów objętych powszechnym ubezpieczeniem zdrowotnym, wzbudziły wiele kontrowersji. Nieliczne prywatne firmy nie mają szans wygrania w konkursie, którego zasady skonstruowano tak, aby zwyciężyli dotychczasowi monopoliści.
Zdaniem Jacka Ziółkowskiego, dyrektora generalnego startującej w konkursie firmy FALCK Polska, jego reguły są niezgodne z zasadami równego traktowania wszystkich oferentów.
Zapisy dyskwalifikujące
— W informacji o dokumentach, które zobowiązany jest dostarczyć oferent biorący udział w konkursie, jest kilka zapisów, które ograniczają możliwości konkurowania tym firmom, które dotychczas nie świadczyły usług ratowniczych dla ogółu społeczeństwa. Zamawiający wymaga między innymi złożenia oświadczenia dotyczącego osób, które będą wykonywały świadczenia zdrowotne wraz ze wskazaniem ich kwalifikacji zawodowych. Tymczasem żadna firma kalkulująca swoje przedsięwzięcia nie może pozwolić sobie na zatrudnienie rzeszy specjalistów —twierdzi Jacek Ziółkowski.
Oprócz licznych wymogów stawianych firmom ubiegającym się o możliwość świadczenia usług zdrowotnych, zamawiający zastrzegł sobie możliwość zmiany lub modyfikacji treści wymagań dotyczących składanych ofert.
Wśród kryteriów oceny, komisja konkursowa wymieniła m.in: jakość świadczeń zdrowotnych, proponowane terminy płatności za usługę oraz proponowany sposób rozliczeń. Kryteria konkursu nie mogą być oprotestowane, gdyż przy zawieraniu umów o udzielanie świadczeń zdrowotnych oraz usług transportu sanitarnego, na mocy ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, nie stosuje się przepisów o zamówieniach publicznych. W tym konkursie prywatne firmy miały więc, już na starcie, gorszą pozycję od zakładów publicznych, które dotychczas świadczyły usługi ratownictwa i w związku z tym posiadają bazę techniczną oraz zatrudniają kadrę, z której usług korzystały dotychczas.
Ustawodawca zdecydował, że firma świadcząca tego typu usługi musi być wyłoniona w drodze konkursu. Mazowiecka Regionalna Kasa Chorych powołała więc sześcioosobową komisję konkursową, której pracami kieruje Wojciech Szrajber — naczelnik wydziału pogotowia ratunkowego i pomocy doraźnej w departamencie medycznym.
Tylko czterech prywatnych
Na konkurs wpłynęło 98 ofert, które złożyło 48 zakładów publicznej opieki zdrowotnej i 4 firmy prywatne, wśród których są spółki lekarskie z Mławy i Tłuszcza oraz FALCK. W najkorzystniejszej sytuacji są Wojewódzkie Kolumny Transportu Sanitarnego (WKTS), które dotychczas były monopolistą i dysponują wyposażeniem, z czasów gdy były jeszcze jednostką budżetową. Jako monopolista dyktowały jednak dość wysokie ceny. Cena jednej tzw. wozo-godziny karetki z WKTS wahała się od 23 do 25 zł. Prywatne podmioty zaproponowały cenę w granicach 20 zł. Średnia cena za całodobową pracę karetki wraz z obsługą w zakładach publicznych wynosi 1600 zł za karetkę transportową i 1900-2400 za karetkę ogólnolekarską, wypadkową lub reanimacyjną. FALCK podał ceny zbliżone za karetki reanimacyjne i wypadkowe i niższą (1600 zł) za karetkę ogólnolekarską. Cena jednak nie jest decydującym kryterium, gdy oferent ma ratować ludzkie życie i zdrowie. Liczy się przede wszystkim czas. Dotychczasowy monopolista nie ma dobrych notowań. Firmy prywatne natomiast w Polsce nie działały nigdy na tak szeroką skalę.
Pieniądze i karetki
Kryteria oceny oferentów nie są jeszcze — jak stwierdził przewodniczący komisji konkursowej — do końca sprecyzowane. Nieprawdziwe są także stwierdzenia, że w 2000 r. na ratownictwo zostaną przeznaczone znacznie większe fundusze. Pozostaną one na tym samym poziomie co w bieżącym roku. Zwiększy się jednak liczba wykorzystywanych w kraju karetek — o 20 wypadkowych i o 9 reanimacyjnych. Warszawa otrzyma dodatkowo tylko po jednym ambulansie z tych kategorii, gdyż zamawiający — Mazowiecka Regionalna Kasa Chorych — zrezygnował z karetek transportowych i zmniejszył liczbę tzw. karetek ogólnolekarskich. Dzisiejsza baza, to 34 ambulanse reanimacyjne, 18 wypadkowych i 91 (102 w nocy) ogólnolekarskie.
Założenia są więc dobre. Nie wiadomo tylko, kto i jak będzie je realizował. Prywatne firmy nie mają jednak możliwości i szans na zdominowanie rynku ratownictwa.
Wyniki konkursu ofert na usługi pogotowia ratunkowego zostaną ogłoszone 15 października 1999 r. Zwycięzcy będą mieli rok na to, by udowodnić, że werdykt komisji był słuszny. A komisja czas na dopracowanie kryteriów wyboru oferenta przy następnych konkursach.
OKIEM EKSPERTA
Doradca przydaje się obu stronom
Częściej spotykamy się z rażącymi błędami popełnianymi przez organizatorów publicznych przetargów, niż z wzorcami godnymi naśladowania. Przyczyn niezadowalającego poziomu przetargów upatrywać można w nieznajomości przepisów ustawy, braku precyzji jej sformułowań, wątpliwościach interpretacyjnych, specyfice zamówień poszczególnych branż oraz niezamierzonym bądź świadomym łamaniu prawa. Trzeba otwarcie powiedzieć, że gospodarowanie publicznymi pieniędzmi nie zawsze zgodne jest z przepisami prawa czy zasadami moralnymi. Kwestii uczciwości i odpowiedzialności nie da się zadekretować.
Sprawy kierowane do arbitrażu tylko w 30-40 procentach prowadzone były z naruszeniem przepisów ustawy o zamówieniach publicznych. To margines. Znacznie gorzej przedstawia się przestrzeganie zamówieniowych procedur przy przetargach ustawowo pozbawionych możliwości odwoławczych, czyli o wartości poniżej 30 tys. euro. Coraz częściej jednak oferenci korzystają z doradztwa i pomocy wyspecjalizowanych zamówieniowych agencji. Pomagają one w uzyskaniu od zamawiającego wyczerpujących wyjaśnień dotyczących zapisów specyfikacji istotnych warunków zamówienia. W skrajnych wypadkach doradzają wniesienie protestu już na etapie poprzedzającym procedurę przetargową. Wskazują te zapisy, które są niejasne bądź wręcz niezgodne z zapisami ustawy. Egzekwują zapisy minimalizujące uznaniowość ocen dokonywanych w trakcie procedur przetargowych. Pilnują, aby korzystna handlowo oferta nie została odrzucona z powodu niespełnienia jakiegoś wymogu formalnego. Praktyka wykazuje bowiem, że oferenci większą wagę przywiązują do strony technicznej specyfikacji, niż do formalnej. Tymczasem w naszej ustawie przeważają problemy formalnoprawne, nad merytorycznymi.
Coraz częściej z doradztwa zamówieniowego korzystają także zamawiający, zlecając firmom specjalistycznym kompleksowe przygotowanie i nadzór nad realizacją postępowań, opracowanie wewnętrznych regulaminów postępowań, specyfikacji istotnych warunków zamówienia, wystąpień do Prezesa UZP, treści umów itd. Udział tak wielu podmiotów w przygotowywaniu procedur przetargowych w pewnym stopniu ogranicza możliwość działań korupcyjnych. I to jest zaletą. A wadą — ciągle słabe przygotowanie zarówno zamawiających, jak i oferentów. Zaskakujące niekiedy wyroki arbitrażu. Biurokratyzowanie niektórych procedur oraz budzące wątpliwość wyniki kontroli, w tym także tych, których dokonują inspektorzy NIK.
Witold Kmiotek, prezes Centrum Doradztwa Zamówień Publicznych w Ochronie Zdrowia Planmed