Moralność islamu a przyszłość stoczni

Jacek Zalewski
opublikowano: 2009-07-23 00:00

Wczorajsze zatwierdzenie przez Komisję Europejską przeszłej i przyszłej pomocy publicznej dla sprywatyzowanej Stoczni Gdańskiej oraz planu restrukturyzacji tego zakładu było formalnością. Realnie decyzje podjęte zostały wcześniej. Rząd uważa takie rozwiązanie za swoje wielkie zwycięstwo, natomiast związkowcy za kapitulację, której symbolem staje się pozostawienie tylko jednej z trzech pochylni. Premier Donald Tusk zaś doczekał się zawiadomienia do prokuratury o publicznym zawyżeniu przez niego kwoty pomocy udzielonej stoczni.

Prawdziwym stoczniowym newsem było za to odłożenie przez Stichting Particulier Fonds Greenrights, czyli katarskiego inwestora, który zakupił majątek Stoczni Gdynia i Szczecin, ostatecznego terminu płatności aż do 17 sierpnia. Wniosek do Ministerstwa Skarbu Państwa — które daremnie oczekiwało na pieniądze we wtorek do północy — uzasadniony został koniecznością wykonania dodatkowego audytu prawnego. A przyczyną ostrożnościowych działań Katarczyków stał się list tzw. Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego. Minister Aleksander Grad uznał wysłanie tego oryginalnego dokumentu za sabotaż i działanie antypaństwowe. Jego autorzy sprytnie i skutecznie uderzyli w struny dla inwestorów arabskich najważniejsze — otóż przypomnieli zasady moralności islamu, wykluczające obrót rzeczami o niejasnym pochodzeniu. W świetle nauk Koranu, transakcja taka może skutkować popełnieniem ciężkiego grzechu.

Niezależnie od prawdziwych intencji nadawców listu, trzeba przyznać, że przynajmniej na polskim rynku stali się oni prekursorami wykorzystania zasad islamu w biznesie. Dotychczas był nam znany przede wszystkim bakszysz, czyli muzułmański nakaz dzielenia się częścią dochodów z biednymi, ale w tak uprzejmy sposób, by nie urazić ich godności. Niemuzułmanie z trudem akceptują tę religijną zasadę, uznając ją za nachalne żądanie łapówki...