Motorola kontynuuje zwolnienia — z firmy odejdzie 9,4 tys. osób. Marazm ogarnął całą branżę telefoniczną. Za licencję UMTS w Izraelu trzeba było zapłacić 50 mln USD. Rok temu w Niemczech jedno pozwolenie kosztowało kilka miliardów dolarów.
Motorola, amerykański producent sprzętu telekomunikacyjnego, w najbliższym roku zwolni 9,4 tys. osób. W porównaniu z sierpniem ubiegłego roku zatrudnienie będzie więc mniejsze o jedną trzecią. Firma zamknie fabryki układów scalonych. Które, nie wiadomo. Pozwoli to zaoszczędzić rocznie 1 mld USD (3,9 mld zł).
— Kolejne kroki, mające poprawić rentowność, podejmiemy w pierwszym kwartale 2002 roku — zapowiada Christopher Galvin, prezes Motoroli.
W styczniu Motorola może czwarty kwartał z rzędu ogłosić stratę, a to by oznaczało, że po raz pierwszy od 45 lat spółka zakończy rok finansowy na minusie. Koncern zapewnił jednak, że chociaż w przyszłym roku przychody ze sprzedaży spadną o 5-10 proc., zysk powinien być zgodny z oczekiwaniami analityków, czyli wynieść 15 centów na akcję.
Większość firm produkujących sprzęt telekomunikacyjny ucierpiała na spadku popytu. Lucent Technologies ostrzegł, że jego strata w czwartym kwartale może być większa niż się wszyscy spodziewają. Ericsson już w październiku zapowiedział, że sprzedaż w przyszłym roku będzie najwyżej taka sama jak w tym i połączył się z Sony. Tylko Nokia, największy na świecie producent telefonów, spodziewa się, że dzięki wprowadzeniu na rynek nowoczesnych komórek w przyszłym roku zwiększy sprzedaż o 15 proc.
O tym, że cała branża jest chora, świadczą też ceny licencji UMTS. O ile jeszcze w ubiegłym roku rządy zarabiały na nich krocie — rekord padł w Niemczech, gdzie było to 46 mld USD (183,5 mld zł) — to teraz licencje w ogóle trudno sprzedać. W Izraelu we wtorek za licencje trzej operatorzy zapłacili po 51,92 mln USD (207,2 mln zł).