P romocja kraju przez jego wybit- nych obywateli jest formą wyjąt- kowo skuteczną, a zarazem tanią. Dlatego wypada ubolewać, że kolejne ekipy rządzące nie stworzyły państwowego sytemu promocji Polski poprzez Lecha Wałęsę. Obecny hurtowy start po wysokie stanowiska międzynarodowe mógłby cieszyć — niestety, znowu skończy się na chciejstwie.
Pewna jest tylko sensacyjna nominacja wewnętrzna, czyli mianowanie Anny Fotygi ambasadorem przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. Kadrowy zwrot premiera Donalda Tuska, który z prezydentem Lechem Kaczyńskim dokonał wymiany zakł… no, powiedzmy prezentów, wręcz zdumiewa. Przecież jako minister spraw zagranicznych Fotyga w oczach PO symbolizowała "dyplomatołki" — aż tu nagle się okazuje, że jest znakomicie przygotowana do prowadzenia spraw Polski w sercu globalnej polityki.
Dotrzymując warunków wymiany, prezydent również radykalnie zmienił — przynajmniej na miesiąc — zdanie o Radosławie Sikorskim. Nie chciał go na szefa MSZ, zarzucał znajomość z niejakim Ronem Asmusem — aż tu nagle się okazuje, że minister jest znakomicie przygotowany na stanowisko sekretarza generalnego NATO. Sikorski i tak nie ma szans, albowiem kandydujący do NATO premier Danii, Anders Fogh Rasmussen, jest w europejskiej klasie politycznej prawdziwą potęgą.
Wyborczy rok w instytucjach międzynarodowych powoduje, że wzlecieć chciałoby wiele motyli. Odezwał się Włodzimierz Cimoszewicz, były premier i szef MSZ oraz niedoszły prezydent. Zostawił żubry, sensacyjnie wrócił do Senatu, a teraz rząd wystawia go na sekretarza generalnego Rady Europy w Strasburgu, pozostającej w głębokim kompleksie wobec Unii Europejskiej. Wystawienie Cimoszewicza to sprytna zagrywka Tuska, obliczona na przechwycenie centrolewicowego elektoratu w wyborach do Parlamentu Europejskiego (PE).
Hipotetyczny sukces Cimoszewicza oznaczałby kres nadziei innego Polaka, Jerzego Buzka, na przewodniczenie PE w kadencji 2009-14. Oczywiście najpierw musi on zostać 7 czerwca ponownie wybrany europosłem. Przewodzenie PE znowu zostanie podzielone na połowy (po 2,5 roku) przez dwie rządzące frakcje, czyli EPP-ED (Grupa Europejskiej Partii Ludowej — Chrześcijańscy Demokraci — i Europejskich Demokratów) oraz PES (Grupa Socjalistyczna). Dzisiaj Buzek ma pewne szanse, ale zdecyduje ciężka walka wewnątrz EPP-ED.
W ostatnich kilkunastu latach wirtualnymi kandydatami mediów na stanowiska w świecie byli m.in. Krzysztof Skubiszewski, Hanna Suchocka, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Geremek, Leszek Balcerowicz. Niestety, w realu owi kandydaci przepadali w przedbiegach. Wychodzi na to, że nawet mając ludzi Polska ani nie ma siły przebicia, ani nie zna subtelnych mechanizmów dyplomatycznych gierek. Tylko raz się zdarzyło, że Polak dotarł na szczyt, po rozgrywce bardzo dyskretnej, za to fachowej i skutecznej — a nazywał się Karol Wojtyła.
Jacek Zalewski