Musicie nam stworzyć
warunki do inwestowania
giełda Maciej Witucki sugeruje zmiany w prawie. W innym wypadku nie będzie inwestować. Chyba że 400 mln EUR w ramach projektów UE.
Przedstawiciele Telekomunikacji Polskiej (TP) od wielu miesięcy przekonują, że prawo powinno chronić inwestycje w infrastrukturę. Maciej Witucki, prezes telekomu, precyzuje swoje oczekiwania.
— Mam nadzieję, że legislatorzy będą się kierować zasadą, iż polityka regulacyjna ma promować wartości konsumenckie, realizować politykę inwestycyjną państwa i wspierać innowacyjność — mówi Maciej Witucki.
Tymczasem TP i Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) są w konflikcie od dwóch lat, odkąd na stanowisku prezesa urzędu znalazła się Anna Streżyńska, zawzięcie liberalizująca rynek. A jest o co walczyć — TP wylicza, że działania UKE kosztują go 1 mld zł rocznie utraconych przychodów. Proponowana przez Macieja Wituckiego zasada mogłaby ograniczyć regulatora lub — jak mówi TP — „pomóc w znalezieniu wspólnych celów”.
Regulator kontra operator
TP zapewne liczy, że odpowiednie zapisy znajdą się w przygotowywanej przez Ministerstwo Infrastruktury nowelizacji ustawy telekomunikacyjnej, która może być gotowa już w pierwszym kwartale. Niewykluczone, że resort weźmie pod uwagę stanowisko operatora. Wiceminister Andrzej Panasiuk i minister Cezary Grabarczyk podkreślali ostatnio, że nie ma podstaw prawnych do podziału TP. Nie trzeba chyba dodawać, że jest to zbieżne ze stanowiskiem narodowego telekomu. Po tych wypowiedziach rozpętała się awantura między ministerstwem a UKE. Anna Streżyńska sygnalizowała kilka dni temu, że może podać się do dymisji.
Czy Maciej Witucki zmartwiłby się tym?
— Telekomunikacja Polska ma wolę współpracy z każdym prezesem UKE, niezależnie od tego, kto piastuje to stanowisko. Martwi mnie natomiast pewna niespójność między regulatorem a rynkiem. Chodzi o to, że celem UKE powinno być nie tylko dbanie o spadek cen dla klientów, ale również działania promujące rozwój: inwestycje i nowe usługi — tłumaczy prezes TP.
Czy to zmartwienie przełoży się na jakieś konkretne działania?
— Jeżeli polityka regulacyjna się nie zmieni, bedziemy musieli ciąć inwestycje. Zamiast światłowodów będziemy budować sieć CDMA czy telewizję satelitarną — mówi Maciej Witucki.
Tegoroczne nakłady inwestycyjne zamkną się w 14-16 proc. przychodów. W ubiegłym roku było to 20 proc.
Konkurenci TP podkreślają jednak, że legislacyjna ochrona inwestycji nie gwarantuje ich wzrostu, wręcz przeciwnie. Kraje o najbardziej zliberalizowanych rynkach mają najwyższe wskaźniki inwestycji.
Miliardy z samorządami
Jest jednak jeden obszar inwestycyjny, w którym TP chce mocno zaistnieć — budowa sieci wraz z samorządami, z wykorzystaniem funduszy unijnych. Dotychczas TP podpisała 11 umów z władzami samorządowymi.
— Zadeklarowaliśmy wkład finansowy wysokości ponad 400 mln EUR — mówi Maciej Witucki.
Samorządy mają wpłacić drugie tyle. Wezmą na siebie budowę kosztownej sieci światłowodowej, a TP będzie instalować urządzenia końcowe.
Wiele wskazuje na to, że TP będzie głównym rozgrywającym w obszarze funduszy unijnych przeznaczonych na telekomunikację. Do wydania jest 4,4 mld EUR (ponad 16 mld zł). W rozdysponowaniu tej kwoty kluczowy jest wybór operatora budowanej przez samorząd infrastruktury — nie dość, że zgarnie pieniądze za usługi, to będzie nadzorował dzierżawienie sieci innym operatorom.
— Liczymy na to, że dużą część tych przetargów wygramy, bo mamy największy potencjał. Można nas nie lubić, ale nie da się nas ominąć — podsumowuje Maciej Witucki.
okiem eksperta
Jakub Połeć
Centrum im. Adama Smitha
Wbrew zasadom
Przedstawiciele TP sugerują, że chcieliby gwarancji lub innych zapisów, zabezpieczających przyszłe inwestycje spółki w sieć NGN. Oznacza to odwrócenie zasad gospodarki rynkowej, w której firmy inwestują w technologie, by zachować przewagę konkurencyjną. I tylko takie firmy mają szansę zachować klientów i przyciągnąć nowych. Tak dzieje się we wszystkich krajach. To nie rząd powinien ustalać, jaką technologię firma ma wdrażać ani czy będzie jej się to opłacało. Doświadczenie, także z polskiego rynku, pokazuje, że otwarta konkurencja może uzdrowić sytuację. Przykładem jest znaczny spadek cen dostępu do internetu, od kiedy konkurencja TP zaczęła korzystać z bitstream access.
Koniec wojny cenowej,
konkurencja się wypala
Prezes Tepsy wieszczy
koniec internetu za
półdarmo. Siły konkurencji się wyczerpują, a on nie zamierza walczyć cenami.
Internet nie będzie już taniał w tak szybkim tempie, jak w 2007 r. Tak przynajmniej uważa Maciej Witucki, prezes Telekomunikacji Polskiej (TP). Jego zdaniem, nawet konkurenci wyczerpali możliwości totalnych obniżek — na przełomie lat 2007/2008 zeszli poniżej progu opłacalności. Możliwym efektem takiej polityki jest ruch Netii, być może „zmuszonej” do sprzedaży udziałów w Play na skutek kosztów finansowych swoich promocji.
— My nigdy nie mieliśmy i nie będziemy mieli promocji „internet za zero złotych”. To desperacja. Nawet fantastyczne rabaty na BSA, które zafundował naszym konkurentom Urząd Komunikacji Elektronicznej, nie sprawią, by takie obniżki stały się opłacalne — mówi Maciej Witucki.
BSA (bistream access) pozwala konkurencji świadczyć usługi szerokopasmowe na bazie infrastruktury TP.
Pecety na komunię
Jak więc operator zamierza walczyć z konkurencją, skoro nie cenami?
— Nigdy nie będziemy najtańszym operatorem. Stawiamy na wartość dodaną i jakość usługi, np. pakiety bezpieczeństwa, programy antywirusowe czy oferty z notebookami — mówi Maciej Witucki.
Wspólna oferta z Dellem (neostrada z laptopem) cieszyła się podobno sporym powodzeniem, jednak dla wielu klientów nadal była zbyt droga. TP przygotowała więc nową propozycję.
— To będą tanie pecety dla początkujących użytkowników, których główną funkcją będzie dostęp do internetu i poczty elektronicznej — zapowiada prezes.
Promocja pojawi się przed sezonem komunijnym.
Maciej Witucki często wspomina, że polski rynek w ubiegłym roku zwolnił, choć nasycenie internetem jest wciąż znacznie niższe niż w innych krajach. Jego zdaniem, władzom brakuje wizji, jak ma wyglądać polski rynek i infrastruktura nie tylko w kilku najbliższych latach, ale długoterminowo. Co prawda, jeśli chodzi o brak infrastruktury, można częściowo nadrobić ją dzięki CDMA, czyli technologii bezprzewodowej.
— To ersatz, łącze o prędkości najwyżej 1 Mb/s. Można je jednak zastosować tam, gdzie doprowadzenie światłowodu jest zupełnie nieopłacalne — mówi prezes TP.
Pierwsi klienci będą mogli korzystać z tej technologii jeszcze w tym roku.
Prezes dodaje, że nie widzi impulsów, które mogłyby przyspieszyć w tym roku rozwój rynku internetowego. Nie powinno to jednak bardzo zaszkodzić przychodom TP.
— Proszę pamiętać, że napędzają nas przede wszystkim komórki — podkreśla Maciej Witucki.
Orange z głosem
Jednak rynek telefonii komórkowej osiągnął (przynajmniej statystycznie) pełne nasycenie. Co dalej?
— Na Litwie nasycenie komórkami wynosi 150 proc. Ale oczywiście to się kiedyś skończy, choć jeszcze na pewno nie w tym roku. Coraz szybciej jednak rośnie znaczenie transmisji danych w przychodach z telefonii komórkowej i ten trend będzie się utrzymywał. Jest także miejsce na obniżanie cen transmisji — mówi prezes TP.
Grupa TP ma także pomysł na inne wykorzystanie dodatniej dynamiki swojej komórkowej marki — Orange. Sprzedaje już pod nią dzięki BSA stacjonarny, szerokopasmowy internet — Orange Freedom. Okazuje się, że użytkownicy tej marki są z usługi zadowoleni znacznie bardziej niż z bliźniaczej neostrady, o identycznych parametrach, świadczonej na tej samej infrastrukturze. Orange chce pójść za ciosem i jeszcze w tym roku zacząć sprzedawać pod swoją marką także usługi stacjonarnej telefonii głosowej.
Od dłuższego czasu TP zapowiada przejęcia, jednak na razie nic z tego nie wyszło. Czy gigantowi faktycznie potrzebne jest zwiększanie udziału w rynku przez akwizycje?
— Oczywiście, przede wszystkim na rynku biznesowym. Jesteśmy zdecydowani kupić firmę zajmującą się wdrażaniem systemów teleinformatycznych. Firmy sprzętowe odbierają nam część tego rynku — mówi Maciej Witucki.
okiem eksperta
Paweł Olszynka
analityk firmy konsultingowej PMR
Rywale nie złożą broni
W ubiegłym roku skala spadku cen internetu mogła zaskakiwać. W 2008 r. spadki mogą być mniejsze, ale nie sądzę, żeby konkurencja zrezygnowała z walki. Przykład ostatniej promocji Netii pokazuje, że walczyć można nie tylko cenami, lecz także elastycznością (chodzi o umowę kilkuletnią, w której trakcie można zmieniać promocje na korzystniejsze). Poprawiać będzie się również wskaźnik ceny do jakości, czyli za tę samą cenę operatorzy będą udostępniali większą przepustowość.
Spodziewam się również zaostrzenia konkurencji na rynku bezprzewodowego szerokopasmowego internetu, gdzie marże są wciąż wysokie.
Katarzyna Latek
Magdalena
Wierzchowska