W Unii Europejskiej małe firmy stanowią 6 proc. wszystkich przedsiębiorstw. W Polsce ten wskaźnik wynosi zaledwie 3 proc. Założenie biznesu jest łatwe, ale potem przedsiębiorcy mają ogromne problemy. Nielicznym udaje się rozszerzyć działalność tak, aby opuścić poziom mikroi dołączyć do grona małych firm.

Wystarczy to, co jest
— Ewidentnie mamy w Polsce problem ze wzrostem firm. Pod względem wielkości większość przedsiębiorstw stoi w miejscu. Przyczyną są nie tylko bariery administracyjne. Badania wskazują, że polscy przedsiębiorcy nie lubią podejmować ryzyka. Są dość zadowoleni z sytuacji swoich firm. Działania prorozwojowe? Jeśli już, to małymi kroczkami, bez ryzyka. Brakuje też współpracy i zaufania między przedsiębiorcami — mówi Paulina Zadura-Lichota, dyrektor departamentu rozwoju przedsiębiorczości i innowacyjności w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP).
To może tłumaczyć niską produktywność rodzimych firm — pozostaje ona na poziomie zaledwie 50 proc. średniej krajów UE. Ale jest światełko w tunelu — według niedawnej analizy OECD obejmującej 35 krajów Polska jest drugim po Korei Południowej państwem, w którym najszybciej rośnie produktywność pracy.
Niestety, pod względem innowacyjności wciąż pozostajemy na dnie, a konkretnie na czwartym miejscu od końca w Europie. Bez zachęt, np. ulg podatkowych, to się nie zmieni.
— Te rankingi nie do końca mówią prawdę, bo innowacyjność naszych firm jest ogromna. Mistrzostwo świata w piłce nożnej jest dla Polski w najbliższych kilkudziesięciu latach nieosiągalne, ale jeśli chodzi o innowacje i kreatywne podejście, jak radzić sobie na rynku i pokonywać bariery, czy to w przedsiębiorczości, czy innych dziedzinach, już jesteśmy mistrzami świata. Szkoda tylko, że aż tyle przeszkód mamy do pokonywania — komentuje Wojciech Zatorski, prezes zarządu Stowarzyszenia Poszkodowanych Przedsiębiorców RP.
Zatrudniaj na siłę
Przedsiębiorcy mówią, że trudno im się rozwijać przy obecnych sztywnych zasadach realizacji projektów unijnych.
— W tym systemie brakuje elastyczności. W wielu przypadkach nie ma możliwości modyfikacji w ramach trwania projektu. Podam prosty przykład — zmiana zakupu dwóch pomp na trzy, oczywiście w tej samej cenie, z tym że o lepszej wydajności i energooszczędności, jest niemożliwa. Naraża przedsiębiorcę na brak możliwości rozliczenia wydatków — zwraca uwagę Marcin Wieczorek, dyrektor ds. programowych Fundacji Aktywni Przedsiębiorcy. Przytacza też przykład dotyczący zatrudnienia.
— Sprawozdania z projektu muszą wykazywać zatrudnienie nowych osób po zakończeniu projektu. Dla przedsiębiorcy nie jest to komfortowa sytuacja, próbuje mu się narzucić coś, co nie jest dla niego korzystne. W efekcie nowi pracownicy są zatrudniani, ale na krótki okres czasu, kilka miesięcy, według wymogów urzędu. Ten nonsens to kolejny koszt, który musi ponosić przedsiębiorca podczas korzystania z dotacji — dodaje Marcin Wieczorek.
W sukurs nowościom
Eksperci zwracają uwagę, że konieczna jest większa pomoc dla firm, które mają nowe ciekawe rozwiązania i chcą wejść z nimi na rynek lub je eksportować.
— Mamy ogromne zapotrzebowanie przedsiębiorców na projekty w końcowej fazie gotowości technologicznej. Mówimy o przedsięwzięciach, które są tuż przed etapem wejścia na rynek. Wskazuje na to chociażby wielkie zainteresowanie programem Demonstrator+, oferującym dotacje na projekty demonstracyjne i instalacje prezentujące efekty badań. Będziemy go kontynuowali w przyszłej perspektywie finansowej. Coraz więcej jest też chętnych na program Go_Global.pl, który niedawno miał swój pilotaż. W jego ramach na rynek globalny chciało wejść około dwustu przedsiębiorców. To oznacza, że firmy coraz śmielej szukają szans poza Polską — mówi Daniel Maksym, kierownik działu rozwoju infrastruktury na rzecz badań i rozwoju z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR).
Zwraca uwagę, że projekty — zwłaszcza w obszarze B+R i technologicznym — po kilku miesiącach tracą na aktualności.
— Można powiedzieć, że szybciej się starzeją. Cóż to za innowacyjny projekt technologiczny, który będzie realizowany za pół roku czy rok? Procedury i czas od złożenia wniosku do decyzji o finansowaniu jest za długi. Uznaliśmy, że taki optymalny okres to 60 dni, i wprowadziliśmy ten system w ramach programu Szybka ścieżka. Te nabory będą cykliczne. Jest też zachęta do większego zaangażowania finansowego ze strony firm — w przypadkach, gdy przedsiębiorca decyduje się dać większy wkład własny, otrzymuje za to więcej punktów. Ten system będzie kontynuowany — dodaje Daniel Maksym.
Nikt nie nadąża za prawem
Jedną z najbardziej odczuwalnych barier w rozwoju małego biznesu jest też nieprzejrzyste prawo.
— Stałość, racjonalność i skuteczność prawa powinny być podstawą. W Polsce tego nie ma. Wciąż wprowadzane są modyfikacje, które w efekcie powodują ogromną niespójność przepisów. I tak np. zostały ogłoszone intencje wprowadzenia zmian w obszarze OZE. Prace nad przepisami trwają już prawie dwa lata i w związku z tym wstrzymały się jakiekolwiek praktyczne działania w tej dziedzinie. Nie jesteśmy w stanie, prowadząc firmy, ani zrozumieć, ani przeczytać, ani nadążać za zmianami, które wchodzą. To jest pisane takim językiem, że nawet specjaliści tego nie rozumieją i nie są w stanie przewidzieć skutków zmian we wprowadzanych zapisach — podkreśla Anna Hejka, założycielka i dyrektor zarządzający HCM Group.