MSP i MG nie mogą dojść do ładu

Jan Popczyk
25-10-2001, 00:00

Zrealizowanie założeń do strategii prywatyzacji elektroenergetyki ogłoszonych przez MSP w połowie 2001 r. popchnęłoby tę branżę w położenie, w jakim znajdują się górnictwo, hutnictwo, kolej czy gazownictwo.

Do pierwszego poważnego konfliktu wokół prywatyzacji elektroenergetyki doszło w rządzie w 1998 roku. W tym czasie Ministerstwo Skarbu Państwa opracowało po raz pierwszy i przedstawiło pod obrady KERM koncepcję i harmonogram uwzględniające indywidualną prywatyzację poszczególnych przedsiębiorstw elektroenergetycznych, dopuszczające zaoferowanie grup spółek dystrybucyjnych tym samym inwestorom i ewentualne połączenia kapitałowe między przedsiębiorstwami po prywatyzacji. Jednocześnie sformułowano ograniczenia, które w sposób trwały miały chronić rynek przed podmiotami zintegrowanymi pionowo oraz dominującymi w wytwarzaniu, obrocie, a także dystrybucji.

Ministerstwo Gospodarki — odpowiedzialne ustawowo za bezpieczeństwo energetyczne — zgłosiło alternatywną koncepcję, zakładającą konsolidację elektrowni systemowych (utworzenie 3-4 przedsiębiorstw) oraz spółek dystrybucyjnych (utworzenie 5-6 przedsiębiorstw) przed prywatyzacją. Ostatecznie KERM przyjął w lipcu 1998 roku koncepcję MSP, zalecając jednocześnie wykonanie pogłębionych studiów analitycznych dla podsektorów wytwórczego i dystrybucyjnego, w celu określenia najlepszych sposobów ich prywatyzacji. Wówczas MG zgłosiło zdanie odrębne w stosunku do koncepcji przyjętej przez KERM.

Od połowy 1998 do połowy 1999 roku realizowane były, oprócz projektów pilotowych, przygotowania do kompleksowej prywatyzacji według przyjętej koncepcji. Bardzo dużo uwagi poświęcono powiązaniu strategii prywatyzacji ze strategią budowy konkurencyjnego rynku energii elektrycznej i bezpieczeństwa elektroenergetycznego. Z tego punktu widzenia szczególne znaczenie miało przyjęcie koncepcji restrukturyzacji kontraktów długoterminowych za pomocą czterech sposobów, stosowanych równolegle, konkurujących ze sobą. Były to: cesja kontraktów na spółki dystrybucyjne, sprzedaż kontraktów spółkom obrotu, konwersja zadłużenia (sekurytyzacja) i likwidacja kontraktów w ramach umów prywatyzacyjnych.

W drugiej połowie 1999 roku rozpoczęta została realizacja koncepcji przyjętej przez KERM. Nie obyło się bez opóźnień i licznych modyfikacji, m.in. odstąpienia od wykorzystania prywatyzacji przedsiębiorstw wytwórczych do likwidacji kontraktów długoterminowych, co wiązało się z przyjęciem przez KERM w końcu 1999 roku w modelu rynku energii elektrycznej systemu opłat kompensacyjnych jako jedynego sposobu rozwiązania problemu kontraktów długoterminowych. Trzeba podkreślić, że system ten, zresztą z natury antyrynkowy, nie został wprowadzony w kilku już zapowiadanych terminach (lipiec 2000, lipiec 2001, wrzesień 2001) i nic nie zapowiada, że zostanie w bliskim czasie wdrożony.

Do drugiego poważnego konfliktu wokół prywatyzacji elektroenergetyki doszło w rządzie w drugiej połowie 2000 roku. Spór polegał na bezprecedensowym zaangażowaniu się Janusza Steinhoffa, ministra gospodarki, wicepremiera, w autorski pomysł opóźnienia prywatyzacji podsektora dystrybucyjnego (GZE nie był wówczas jeszcze sprywatyzowany). Wsparł ten pomysł również Leszek Juchniewicz, prezes URE. Uzasadnienie opóźnienia, które miałoby wynieść nawet 5 lat, argumentowano koniecznością ochrony bezpieczeństwa elektroenergetycznego, niedopuszczenia do obniżenia zainteresowania inwestorów prywatyzacją przedsiębiorstw wytwórczych, a także przyszłym wzrostem wartości spółek dystrybucyjnych (na skutek pełnego wejścia w życie w 2005 roku tzw. zasady TPA, czyli dostępu stron trzecich do sieci przesyłowej). Oczywiście, są to argumenty niefortunne. Jasne jest na przykład, że po wejściu w życie TPA wartość spółek dystrybucyjnych zmaleje. Właśnie prezes URE musi zdawać sobie z tego sprawę, bo już obecnie, po ustawowym oddzieleniu obszaru przesyłu i dystrybucji od obrotu energią, urząd zatwierdza taryfy powodujące ujemną rentowność działalności spółek dystrybucyjnych w pierwszym obszarze. Rzeczywistych powodów zaangażowania się ministra gospodarki oraz prezesa URE w opóźnianie przekształceń podsektora dystrybucyjnego należy doszukiwać się gdzie indziej.

Mimo konfliktu z MG i URE, MSP nie zrezygnowało z prywatyzacji podsektora dystrybucyjnego. W rezultacie w końcu 2000 roku nastąpiła sprzedaż GZE, a w połowie 2001 roku prawie zakończone zostały przygotowania związane z prywatyzacją ośmiu spółek dystrybucyjnych z grupy G-8.

W połowie 2001 roku doszło do trzeciego konfliktu w rządzie wokół prywatyzacji elektroenergetyki. Tym razem MSP, uznając, że wcześniej nie było koncepcji funkcjonowania elektroenergetyki i zapewnienia bezpieczeństwa elektroenergetycznego, ogłosiło ankietę w tej sprawie w środowisku elektroenergetycznym. Uwzględniając wyniki tej ankiety, resort ogłosił założenia do dalszej prywatyzacji. Oto podstawowe z nich:

n Elektroenergetykę należy skupić w 5-6 krajowych koncernach, nad którymi kontrolę będzie sprawować państwo (poprzez udziały większościowe).

n Połączenie w koncernach wytwarzania i dystrybucji zapewni krajowi bezpieczeństwo elektroenergetyczne.

n Liczbę zagranicznych inwestorów należy ograniczyć do 2-3.

n Przychody do budżetu państwa będą realizowane przez MSP drogą poboru dywidendy z przedsiębiorstw uzyskujących wysokie zyski.

Realizacja propozycji MSP jest oczywiście niemożliwa. Radykalizm i niespójność tych założeń, idących w kierunku zawrócenia elektroenergetyki do rozwiązań funkcjonujących do końca lat osiemdziesiątych spowodował, że MG musiało stanąć w opozycji do nich.

Niewątpliwie zrealizowanie założeń opublikowanych przez MSP w połowie 2001 roku popchnęłoby elektroenergetykę w kierunku obecnej sytuacji takich sektorów jak górnictwo, hutnictwo, kolej, gazownictwo itd.

prof. Jan Popczyk

Politechnika Śląska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jan Popczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / MSP i MG nie mogą dojść do ładu