Musimy być płatnikiem netto do unijnej kasy

Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-05-06 00:00

Polska musi mieć gwarancje, że na początku członkostwa w Unii Europejskiej jej sytuacja finansowa się nie pogorszy. Przygotowując własną analizę bilansu płatniczego z Brukselą, Ministerstwo Finansów będzie walczyło o egzekwowanie tego warunku.

Negocjacje z Unią Europejską dotyczące finansów jeszcze się nie rozpoczęły, jednak wstępne propozycje Komisji Europejskiej rozczarowały nie tylko Polskę, ale także pozostałych kandydatów do UE. Bruksela nie chce się m.in. zgodzić na redukcję składki od nowych państw członkowskich. Teraz każdy z kandydatów przygotowuje analizy kosztów i korzyści, aby do negocjacji przystąpić z mocnymi argumentami.

— Nie jesteśmy zadowoleni z oferty KE. Dobrze, że to tylko wstępna propozycja, która będzie negocjowana. To, co nas najbardziej interesuje, to uzyskanie już w pierwszym roku członkostwa pozycji beneficjenta netto i to na poziomie nie niższym niż w ostatnim roku przed akcesją — mówi Andrzej Raczko, wiceminister finansów.

Mimo zdecydowanego sprzeciwu Brukseli resort finansów będzie nadal nalegał na redukcję polskiej składki do budżetu unijnego. Polska występuje o pięcioletni okres przejściowy w dochodzeniu do pełnej kwoty składki poczynając od wpłaty w pierwszym roku członkostwa wysokości 10 proc. Tym bardziej że warunki zaproponowane przez KE nie są wcale równoznaczne z pełnym wsparciem finansowym już w pierwszym roku członkostwa, a raczej opierają się głównie na zasadzie zwrotu wydatków poniesionych z krajowych środków publicznych dopiero w następnym roku budżetowym UE.

— Jeżeli zasady unijne nie przewidują takiego mechanizmu pełnego wsparcia, to może proponowana przez nas redukcja składki nie jest złym rozwiązaniem dla osiągnięcia pozycji beneficjenta netto. Jesteśmy też otwarci na ewentualne inne propozycje, bo te, które już znamy, są dla nas nie do przyjęcia. Nie przewiduję, żeby Polska zaciągała jakiekolwiek kredyty na to, żeby łożyć w pierwszych latach członkostwa na Unię. Nasz kraj musi być rzeczywistym beneficjentem netto — tak brzmi przecież oficjalne stanowisko Brukseli. Ponieważ strona polska ma bardzo wiele wątpliwości co do sposobu interpretacji przez Unię tego zapisu, resort finansów przygotowuje własne wyliczenia — podkreśla minister.

W ramach składki Polska będzie wpłacać do budżetu UE kwoty w cyklu miesięcznym. Będą to środki, które z pewnością trafią na konta Brukseli. Tymczasem system transferów środków z UE jest zdecydowanie bardziej złożony i mniej przewidywalny. Zanim pieniądze trafią do Polski, musimy spełnić wiele warunków i pokonać skomplikowane procedury.

— Dopiero biorąc pod uwagę wszystkie czynniki możemy oszacować realny bilans kosztów i korzyści. Nie chodzi nam przy tym o środki do dyspozycji Polski, ale o te, które rzeczywiście w konkretnym czasie napłyną do naszego kraju. Zestawienie takich efektywnych transferów z wielkością naszej składki do unijnego budżetu da nam dopiero rachunek przepływów, który przedstawimy stronie UE — zapowiada Andrzej Raczko.

Ponieważ wstępne bilanse kosztów i korzyści różnią się, UE i Polska postanowiły przygotować gruntowne wyliczenia. Takie obliczenia zrobili już Węgrzy, Czesi i Słoweńcy. Minister liczy na konsultacje z tymi krajami. Jak twierdzi, analiza powinna być gotowa najdalej do połowy czerwca.

Aby dokładnie wyjaśnić rozumienie przez obie strony mechanizmów funkcjonowania przepływów finansowych, wicepremier Marek Belka zaproponował Komisji rozpoczęcie rozmów technicznych.

Minister lansuje też ideę większego zaangażowania samorządów i podmiotów prywatnych w dofinansowaniu projektów w ramach funduszy strukturalnych.

— Wszyscy potencjalni zainteresowani powinni wygospodarować potrzebne środki. Rząd zbuduje głównie mechanizmy pomagające w ich znalezieniu. Musimy mieć pewność, że pieniądze z UE będą dobrze wydane — tłumaczy Andrzej Raczko.

Podkreśla jednak, że Ministerstwo Finansów nie jest bezpośrednio odpowiedzialne za dofinansowanie projektów.

— To, ile budżetowych pieniędzy ostatecznie trafi na współfinansowanie projektów strukturalnych, będzie zależało przede wszystkim od poszczególnych resortów — głównych beneficjentów. Będą one dzieliły środki i w ich interesie powinno być przyznawanie pierwszeństwa projektom unijnym (gdzie trzeba dołożyć około jednej czwartej ogólnej kwoty) — wyjaśnia Andrzej Raczko.

Podejście muszą zmienić także samorządy, które powinny poszukiwać dodatkowych środków na współfinansowanie poza swoimi budżetami, zarabiając je na rynku.