Do recyklingu odpadów, do niedawna skłaniała przedsiębiorców tylko oszczędność. Dziś zobowiązuje ich do tego również
prawo – przynajmniej w teorii.
Ideą ustawodawcy było przede wszystkim zdecydowane podniesienie poziomu ochrony środowiska w Polsce. Zgodnie z obecnymi przepisami, producenci są zmuszeni do unikania produkcji odpadów poprzez stosowanie technologii i rozwiązań technicznych stwarzających jak najmniejsze zagrożenie dla środowiska. W sytuacji, gdy całkowite wyeliminowanie odpadów nie jest możliwe, zobowiązani są do ich powtórnego wykorzystania. Przepisy nakładają na producentów tworzyw sztucznych obowiązek odzyskania 25 proc. zużywanych opakowań wprowadzanych na rynek. Jednak te limity wzrosną po 2007 r., wtedy przedsiębiorcy powinni osiągnąć 50-proc. poziom odzysku, z czego 25 do 45 proc. będzie musiało zostać poddane recyklingowi.
Zgodnie z tymi założeniami, w grudniu 2008 r. poziom odzysku powinien sięgnąć już 60 proc. Teoretycznie na dostosowanie do unijnych standardów mamy czas jeszcze do końca 2014 r., bo Polska zagwarantowała sobie na to okres przejściowy. Jednak w praktyce musimy się spieszyć, bo w traktacie akcesyjnym zobowiązaliśmy się do osiągnięcia 43-proc. poziomu odzysku już w 2006 r.
Jak zwykle pieniądze
Recykling w różnych rejonach świata przybiera różne postaci. W krajach zamożnych, jak np. USA i Wielka Brytania, gdzie gromadzi się najwięcej odpadów, organizuje się punkty skupu surowców wtórnych, a nawet pozyskuje się je bezpośrednio, chodząc od domu do domu. W wielu miejscowościach znajdują się ruchome punkty skupu. Ustawiane w dogodnych miejscach pojemniki zachęcają, aby znosić do nich posortowane odpady.
A u nas? Z ostatniego raportu OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) na temat ochrony środowiska w Polsce wynika, że nasze postępy w gospodarowaniu odpadami są wciąż niewielkie. Ogromne ilości opakowań wciąż lądują w nie sortowanych śmieciach. W dalszym ciągu powstają też dzikie wysypiska, z którymi bezskutecznie walczą samorządy. Tymczasem zgodnie z unijnymi wymogami, jesteśmy zobowiązani zmniejszyć o jedną czwartą ilość składowanych odpadów, w przeciwnym razie grożą nam dotkliwe kary.
Jednak, aby można było spełnić unijne standardy, musi poprawnie działać krajowy system selektywnej zbiórki. Problem w tym, że takiego systemu wciąż nie ma. Głównym powodem jak zwykle jest brak pieniędzy. Szacuje się, że aby sprostać wymogom Unii i ucywilizować system gospodarki odpadami, trzeba ponieść nakłady w wysokości co najmniej 120-150 mln zł rocznie.
Dla samych przedsiębiorców recykling nie jest już problemem. Opłaca się im powtórnie przetwarzać własne odpady powstałe podczas produkcji czy też gotowe sprzedane opakowania. Pierwsze służące do tego maszyny istniały w Polsce już na początku lat 90.
— Nierozwiązanym problemem pozostaje jednak wciąż brak systemu selektywnej zbiórki opakowań — uważa Bohdan Sobolewski, dyrektor TVK Polska — firmy produkującej polimery.
Zdaniem Jerzego Ziai, prezesa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu, wszystkiemu winne są przepisy.
— We wszystkich krajach Unii przedsiębiorca płaci za każdy kilogram wprowadzonego na rynek opakowania. To konkretna opłata na rzecz odzysku i recyklingu.
Tymczasem u nas firmy mają jedynie obowiązek przedstawienia dokumentu potwierdzającego przekazanie do recyklingu odpowiedniej ilości materiałów, z których wykonane były jego opakowania. Nic więc dziwnego, że w praktyce nasz system recyklingu jest martwy — uważa Jerzy Ziaja.
Systemy zbiórki
Obecnie na terenie Polski nagromadzonych jest ponad 13 mld ton odpadów, z czego około 3,5 mln ton to odpady opakowaniowe. Szacuje się, że odpady z tworzyw sztucznych PET to blisko 140 tys. ton. Jednak zaledwie 15 proc. rocznej produkcji butelek PET jest poddawanych w Polsce recyklingowi.
Jednak warunkiem, aby recykling był w ogóle możliwy, jest segregacja śmieci. Jej sposobów jest wiele. Zbiórka może odbywać się za pośrednictwem firm recyklingowych. Ustawiają one własne, odpowiednio oznakowane pojemniki na ulicach i w pobliżu domów lub wykorzystują specjalne worki przekazywane wcześniej właścicielom posesji. Źródłem ogromnej ilości makulatury, folii i szkła są także hipermarkety, z których odpady odbierają firmy recyklingowe.
Selekcją zajmują się również firmy komunalne. W takim przypadku to gmina kupuje pojemniki i płaci za ich obsługę firmom wywozowym. Zdarza się też, że zbiórka odpadów częściowo jest finansowana z budżetu gminy.
— Powoli kończą się już tanie źródła odpadów pozyskiwanych np. w sieciach hipermarketów. Zdecydowanie droższy surowiec znajduje się w gospodarstwach domowych, co związane jest z dużo większymi kosztami selektywnej zbiórki — mówi Agnieszka Jaworska dyrektor generalny firmy Eko Pak.
Automatyzacja
Istnieją już zakłady recyklingowe, w których na miejscu sortuje się mieszaninę różnych odpadów. Kolejną fazą jest rozdrobnienie odpadów i oddzielenie gruzów, popiołów, szkła, ceramiki, metali żelaznych itp. Potem następuje mielenie odpadów i przekazanie do silosu.
Firmy recyklingowe i organizacje odzysku coraz częściej współpracują też bezpośrednio z gminami. Niestety, te ostatnie, choć w myśl ustawy o utrzymaniu czystości i porządku odpowiadają za gospodarkę odpadami, nie zawsze dostrzegają wagę problemu. Selektywną zbiórkę odpadów prowadzi dziś zaledwie 350 z prawie 2500 polskich gmin, co stanowi tylko 12 proc.