Od kilku lat Polska żyje na festiwalowej i koncertowej fali. Gdy po 2009 r. wielkie miasta przykręciły kurek z pieniędzmi, wydawało się, że wielkie muzyczne wydarzenia będą coraz częściej omijać kraj nad Wisłą. Nic z tego, biznes się kręci — w tym roku odbędzie się przynajmniej 10 festiwali, których organizatorzy liczą na zyski w milionach. To już nie tylko regionalni liderzy, tacy jak Open’er, Impact Fest czy Coke Live Festival, ale także nieco mniejsze imprezy, jak Off Festival czy Selector. Dominują dwaj producenci: Alter Art i oddział amerykańskiego giganta Live Nation. Czy rynek jest już trwale podzielony między dwóch liderów i kilku pretendentów? Zdaniem Sławomira Nowaczewskiego, partnera zarządzającego Rochstar Events, niekoniecznie, bo popyt na kolejne, nowe festiwale jest. Pytanie, czy znajdą się chętni do podjęcia ryzyka.
![GŁÓD MIAST, SYTOŚĆ SPONSORÓW: Zdaniem ekspertów z branży rozrywkowej, Polacy z dużych miast kupią bilety na jeszcze większą liczbę festiwali muzycznych. O ile te powstaną, bo na razie, nowych sponsorów brak. [FOT. T.KAMIŃSKI/ARCHIWUM ALTER ART] GŁÓD MIAST, SYTOŚĆ SPONSORÓW: Zdaniem ekspertów z branży rozrywkowej, Polacy z dużych miast kupią bilety na jeszcze większą liczbę festiwali muzycznych. O ile te powstaną, bo na razie, nowych sponsorów brak. [FOT. T.KAMIŃSKI/ARCHIWUM ALTER ART]](http://images.pb.pl/filtered/b2863d6a-94fa-4dd5-b4e7-1a1e5937b4fb/6acc4c79-0f24-5521-9ba8-ebb97feaf821_w_830.jpg)
Klapa na Madonnie
— Rynek nie jest nasycony, do tego jest dość rozdrobniony. Jest rynkiem wschodzącym, atrakcyjnym dla promotorów, czego dowodem są licznie powstające mniejsze lub większe festiwale z Impact Fest organizowanym przez Livenation na czele. Polski rynek jest również atrakcyjny dla zagranicznych festiwalowiczów, ze względu na niższe ceny niż w zachodniej Europie — ocenia Sławomir Nowaczewski, którego firma organizuje Orange Warsaw Festiwal. Dobre perspektywy to nie tylko efekt trendów w marketingu, ale także skutek profesjonalizacji w branży rozrywkowej w Polsce. Słabsi szybko odpadają ze stawki. Ostatnie dni to burza wokół zeszłorocznego koncertu Madonny na Stadionie Narodowym. Organizowała go publiczna spółka Narodowe Centrum Sportu (NCS), zarządca stadionu. Rezultat? Madonna dała średnie show dla 35 tys. ludzi, inkasując milionową gażę. A NCS na imprezie stracił niemal 5 mln zł. Dlaczego? Bo nie znalazł sponsora.
— Zrezygnowaliśmy z organizacji pojedynczych koncertów, bo są nierentowne i nie budują marki. Na dodatek sponsorzy wycofują się z wielu imprez, co utrudnia zrobienie pojedynczego koncertu. Dlatego skupimy się na organizowaniu dużych festiwali, bo są bardziej odporne na kryzys — mówił trzy lata temu Mikołaj Ziółkowski, szef Open’era. Do dziś zdania nie zmienił. Właśnie marka jest czymś, na co organizatorzy wydarzeń muzycznych najmocniej zwracają uwagę. Tu działa prosta matematyka — dobra marka przyciąga marki sponsorów. — M.in. stąd wzięły się kłopoty NCS z Madonną. Nie tylko nie znali się na budowaniu całej machiny wokół koncertu, ale także nie mieli doświadczeń z innymi markami. I na pewno dali sobie spokój z organizacją koncertów — uważa osoba z branży.
Inwestorzy bez angażu
Według informacji „PB”, Open’er co roku przynosi Alter Artowi około 5 mln zł zysku. Ryzyko? Coraz mniejsze, bo to w końcu najmocniejsza marka festiwalowa w Polsce, więc wykładając ponad 20 mln zł na organizację imprezy, spółka nie drży z niepewności. Dlaczego inni nie pójdą w jej ślady? Live Nation zwiększa skalę działania, ale nie pomagają mu nie najlepsze wyniki spółki matki, notowanej na nowojorskiej giełdzie. Rochstar Events wykłada kilkanaście milionów złotych na Orange Festival, ściągając gwiazdę dużego kalibru — Beyonce za występ bierze około 1 mln USD. Firma liczy na ponadmilionowe zyski. Jednak prace nad kolejnymi formatami rozrywkowymi dopiero trwają. Brakuje nowych sponsorów, tych spoza dość wąskiej grupy marek konsumenckich, głównie browarów i telekomów.
— Były ostatnio w branży próby konstruowania dużych wydarzeń z inwestorami finansowymi. Nie wypaliły. Wciąż jest wiele luk do zapełnienia, to głównie imprezy w dużych miastach — mówi Sławomir Nowaczewski. Zdaniem Jacka Olechowskiego, szefa polskiego oddziału Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy IAA oraz współwłaściciela firmy z branży eventowej, chcąc nie chcąc, marketingowcy z Polski będą coraz częściej stawiać na sponsoring dużych wydarzeń, także muzycznych.
— Tu mamy produkty europejskiego kalibru. A przyszłość marketingu to nie nachalna reklama marki, lecz angażowanie konsumentów na wysokim poziomie — uważa Jacek Olechowski. To dlatego co roku Heineken w Trójmieście pokazuje konsumentowi swoje wartości na żywo, w praktyce, zamiast do znudzenia opowiadać o nich w telewizyjnych spotach.
25 mln zł Tyle kosztuje organizacja Open’er Festival.