Na bałtycki rejs poczekamy do następnego balu

Jacek Zalewski
opublikowano: 2003-01-28 00:00

Sezon karnawałowy w pełni. Mimo schłodzenia gospodarki i wydrenowania kieszeni, w stolicy liczba imprez jakoś się nie zmniejsza. Ba, ich kalendarz jest tak napięty, że wejście na balowy rynek w weekend z nowym produktem jest bardzo trudne.

Lepszą sytuację mają imprezy z przynajmniej kilkuletnią tradycją — takie, jak Bal Otwartych Serc, organizowany przez Warszawską Izbę Samorządu Gospodarczego. Istnieje ona od pięciu lat i skupia około 100 instytucji i przedsiębiorstw ze stolicy i całego województwa mazowieckiego. Poza działaniami statutowymi, WISG od samego początku prowadzi szeroką działalność charytatywną. Powołała specjalną Kapitułę Orderu Otwartych Serc, który corocznie przyznawany jest w trzech kategoriach. Laureatem trzeciej edycji był m.in. nieodżałowanej pamięci Marek Kotański. Laureaci edycji czwartej przedstawieni są w ramce poniżej.

Honorowym patronem balu w hotelu Sofitel Victoria był marszałek Sejmu Marek Borowski, a głównymi sponsorami — Ruch, Poczta Polska i Bank PKO BP. W wystąpieniu powitalnym marszałek przypomniał definicję balu charytatywnego: „jest to impreza, na której nic nie rozdają, a wręcz przeciwnie — zbierają”. Poinstruowani balowicze chętnie kupowali losy loterii dobroczynnej, licząc w skrytości ducha na wygranie rejsu promem dla dwóch osób, ufundowanego przez Polską Żeglugę Bałtycką. Okazało się, że zwycięskiego losu nie zakupił nikt i nagroda przeszła na następny rok. Dzięki kumulacji wygranych na balu 2004, po Bałtyku będzie mogła popłynąć czteroosobowa rodzina.