Na dole w kopalni najlepiej smakuje chleb z „tustym”, czyli ze smalcem, a w święto — w niedzielę czy w Barbórkę — na obiad musi być nudelzupa, czyli rosół z makaronem, oraz rolada z kluskami i modrą kapustą.
Marek Szołtysek, autor książek o Śląsku, przypomina, że kuchnia śląska była w przeszłości kuchnią ludzi biednych i jako taka nie mogła być bardzo tłusta. Dlatego w tygodniu najczęściej jedzono żur z ziemniakami, a prawdziwą bombę kalorii zjadało się w niedzielę.
Na śniadanie był „grzony wurszt”, czyli kiełbasa na gorąco, na obiad — rosół, rolada z kluskami i kapustą, a na podwieczorek — kołocz, czyli ciasto drożdżowe. Na kolację nikt już nie miał siły. Jego zdaniem, 99 proc. górniczych rodzin zje w Barbórkę typowy śląski świąteczny obiad.
