Na Duńczyków i Wyspiarzy nie patrzmy

MK
opublikowano: 20-03-2009, 00:00

Wielka Brytania i Dania zrezygnowały z euro. Ale to nie znaczy, że Polska powinna iść w ich ślady.

Wielka Brytania i Dania zrezygnowały z euro. Ale to nie znaczy, że Polska powinna iść w ich ślady.

Krzysztof Żarnotal, szef Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW), zapewnia, że jego firma jest już gotowa do druku euro.

— Mamy niezbędne urządzenia oraz akredytację Europejskiego Banku Centralnego w dziedzinie systemów zarządzania jakością i bezpieczeństwem produkcji — podkreśla z satysfakcją menedżer.

Czy nie będzie mu brakowało złotówki? Raczej nie, bo — jak stwierdza — w kwestiach finansowych sentymenty nie są dobrym doradcą.

— Dawniej własna waluta była jednym z podstawowych atrybutów suwerenności państwa. Dzisiaj dużo bardziej liczą się położenie geopolityczne i strategiczne sojusze —przekonuje prezes Żarnotal.

Chybione porównanie

Czy wszyscy myślą podobnie? Wręcz przeciwnie. Osób nastawionych do euro sceptycznie w Polsce nie brakuje. A jednym z ich argumentów jest to, że choć Wielka Brytania i Dania do unii monetarnej nie przystąpiły, to i tak są w czołówce gospodarczej świata.

Powodem odrzucenia euro przez te kraje były nie tyle kalkulacje ekonomistów, ile tzw. głos ulicy. Duńczycy opowiedzieli się przeciw wspólnej europejskiej gotówce w referendum przeprowadzonym w 2000 r. (53 do 47 proc.). Natomiast w Zjednoczonym Królestwie władze w ogóle zrezygnowały z takiego głosowania. Badania ujawniły bowiem, że zwolennicy unii walutowej stanowią jedynie 34 proc. tamtejszego społeczeństwa, podczas gdy unifikacji niechętnych jest aż 56 proc. ankietowanych.

Michał Macierzyński, ekspert portalu Bankier. pl, decyzję Brytyjczyków tłumaczy — pół żartem, pół serio — ich swoistym ekskluzywizmem.

— Wyspiarze cenią odrębność. Między innymi dlatego odrzucili system metryczny i jeżdżą lewą stroną drogi — mówi specjalista.

A co do Duńczyków, przypomina, że dziś — według sondaży — zagłosowaliby za euro.

Z kolei ekonomista Marek Zuber wskazuje, że wspomniane kraje mają znacznie dłuższą od nas historię stabilności finansowej i gospodarczej.

— Jednocześnie wyniki makroekonomiczne bynajmniej nie potwierdzają, że Dania wraz z Wielką Brytanią rozwijają się bardziej dynamicznie niż kraje strefy euro — podkreśla Marek Zuber.

Między gospodarką a polityką

Wielka Brytania i Dania jako jedyne państwa w Unii Europejskiej zostały objęte tzw. klauzulą opt-out, umożliwiającą im trwałe pozostawanie poza strefą euro, nawet po spełnieniu kryteriów konwergencji. A jak jest z Polską? Czy my również mamy dowolność w podejmowaniu decyzji o wprowadzeniu wspólnego pieniądza?

— Wchodząc do Unii Europejskiej, automatycznie zgodziliśmy się, że będzie u nas euro — rozwiewa wątpliwości Michał Macierzyński.

Dalsze opieranie się euro nie służy — jego zdaniem —rodzimej gospodarce. A jedynie niektórym partiom, które chcąc zbić kapitał polityczny na sianiu paniki. Ekonomiście nie podoba się również forsowany przez te ugrupowania pomysł przeprowadzenia referendum w sprawie euro.

— O tym, kiedy, na jakich zasadach i czy w ogóle wchodzić do strefy euro nie powinien decydować statystyczny Kowalski. Od tego jest rząd i Narodowy Bank Polski —uważa specjalista portalu Bankier. pl.

A jaki moment jest najlepszy na wprowadzenie euro? Nawet zwolennicy unifikacji monetarnej nie są co do tego zgodni.

— Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Dziś, w okresie spowolnienia gospodarczego, bylibyśmy bezpieczniejsi, mając euro — przekonuje Michał Macierzyński.

Większą ostrożnością wykazuje się prezes NBP Sławomir Skrzypek.

— Polska gospodarka nie jest jeszcze gotowa na przyjęcie euro, ponieważ kurs złotego nie jest wystarczająco stabilny — stwierdza szef banku centralnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu