Na giełdy towarowe trafia więcej ofert

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2000-09-11 00:00

Na giełdy towarowe trafia więcej ofert

Po kilkutygodniowej przerwie sprzedający zboże zaczęli coraz chętniej zgłaszać swoje oferty na giełdy towarowe. Jednak nie oznacza to, że zakończono skup firmowany przez Agencję Rynku Rolnego. Interwencja agencji trwa, a ziarno trafiające na giełdy w większości nie spełnia norm ARR.

— W dalszym ciągu obrót zbożami koncentruje się na dostarczaniu ziarna do magazynów prowadzących skup interwencyjny. W ostatnich dniach sierpnia nieco osłabł skup. Na pewno część gospodarstw, dysponujących ziarnem wysokiej jakości, wstrzymuje się z jego sprzedażą, gdyż liczy na wyższe ceny w przyszłości. Z drugiej strony, rolnicy posiadają dużo pszenicy, czy żyta o gorszych właściwościach. Te partie ziarna trafiają na giełdy towarowe i do firm brokerskich — podkreśla Piotr Beśka, analityk gdańskiego Eternus Brokers.

MAKLERZY towarowi sygnalizują rosnącą podaż na giełdach towarowych. Może to wróżyć spadek cen większości zbóż. Jednak nie grozi to chyba odmianie konsumpcyjnej żyta.

— Nadal utrzymuje się duży popyt na żyto konsumpcyjne. Podaż jego jest bardzo mała, gdyż tegoroczne anomalie pogodowe nie sprzyjały uprawie tego ziarna. Nie brakuje, co jest zresztą zrozumiałe, ofert sprzedaży żyta paszowego — informuje Piotr Beśka.

PO TYM jak płynność na rynku zbóż była ograniczona znikomą podażą, teraz jej zwiększaniu nie sprzyja inny czynnik. Pośrednicy z rynku towarowego narzekają, iż ostatnio pewne komplikacje w zawieraniu transakcji wynikają z rolniczego podatku VAT.

— Wprowadzenie podatku VAT wywołało trochę zamieszania w obrocie zbożami. Sprzedający, którymi są duże gospodarstwa rolne oraz firmy handlowe, podawane ceny traktują jako wartość netto. Z kolei nabywcy te same ceny uznają jako wartości brutto. Często z tego powodu wynikają nieporozumienia w czasie negocjacji warunków zawarcia transakcji. Oczywiście najprościej byłoby określić notowania w cenach netto. Jednak widać, że potrzeba trochę czasu, aby wszyscy przyjęli jeden system ustalania cen i przyzwyczaili się do jego stosowania — wskazuje Piotr Beśka.