Na GPW jest taniej, ale kupujących wciąż nie ma

Anna Borys
opublikowano: 2008-05-21 00:00

Rośnie atrakcyjność firm. Relacja ich zysków do wycen rynkowych wynosi już 12,14 — najmniej od 1996 r.

Tanie akcje to pojęcie względne. Czymś trzeba się jednak kierować przy ocenie atrakcyjności giełdowej spółki. Jeśli opierać się na historycznych dokonaniach emitentów, to jednym z najlepszych mierników ich atrakcyjności jest wskaźnik cena/zysk (C/Z). Pokazuje on, ile inwestor musi zapłacić za jeden złoty zysku spółki, którą kupuje. Jeśli wskaźnik wynosi 10, to znaczy, że za każdą wypracowaną złotówkę zysku przyszły akcjonariusz musi zapłacić 10 zł. Im wyższy wskaźnik, tym droższa spółka i na odwrót. Warto jednak pamiętać, że inwestorów i analityków giełdowych interesuje z reguły przyszłość. Tymczasem publikowany przez GPW wskaźnik C/Z bierze pod uwagę obecny kurs spółki na giełdzie i porównuje go z przypadającym na akcję zyskiem firmy z ostatnich czterech kwartałów.

Aktualny wskaźnik cena do zysku dla krajowych spó-łek notowanych na warszawskiej giełdzie wynosi 12,14. Ostatnio tak tanio było w 1996 r. Wtedy C/Z wynosił 12,4. W kolejnych latach silnie rósł. Maksimum (79) osiągnął w 2003 r. Małe spółki są trochę droższe od całego rynku. W ich przypadku C/Z wynosi 19,33. Średnie spółki mają cenę do zysku na poziomie 11,33.

Pod względem wskaźnika C/Z nasza giełda jest jedną z najtańszych wśród rynków wschodzących. Taniej jest tylko w Peru (10,89), Budapeszcie (10,47) i Istambule (8,01). Trzeba podkreślić, że inwestorzy w cenach akcji uwzględniają ryzyko danego rynku. Polska należy do relatywnie mało zmiennych parkietów wschodzących. Oprócz stabilnego wzrostu gospodarczego, relatywnie niskiej inflacji (w Turcji inflacja sięga 6,7 proc., na Węgrzech 6,6 proc.) jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. To gwarantuje wartki strumień inwestycji w najbliższych latach. Dodatkowo organizujemy EURO 2012, które ma być kolejnym impulsem do wzrostu gospodarczego.

Zdecydowanie droższe są z kolei akcje na pozostałych rynkach rozwijających się. Rekordowo wysoki wskaźnik cena do zysku ma parkiet w Szanghaju (27,94). Do tanich nie należą także Indie (21,15) czy modna ostatnio Brazylia (17,13). Należy pamiętać, że rynki rozwijające się zazwyczaj mają wyższy wskaźnik cena do zysku niż parkiety dojrzałe. Inwestorzy liczą na to, że zyski spółek rynków wschodzących będą rosły po prostu szybciej.

Wśród giełd rozwiniętych najniższy wskaźnik cena do zysku ma Irlandia (9,13). Pozostałe parkiety wyceniane są znacznie wyżej. Amerykańskie blue chipy mają C/Z na poziomie 16,32. Przebija je wskaźnik japońskich firm. Za 100 jenów zysku tamtejszych firm inwestor z Kraju Kwitnącej Wiśni musi średnio zapłacić aż 1729 jeny.

Wygląda na to, że nasze akcje można zaliczyć do najtańszych na świecie. Dlaczego zatem tak mało jest kupujących? Krajowe instytucje (towarzystwa inwestycyjne) albo nie mają pieniędzy, albo liczą, że może być jeszcze taniej (fundusze emerytalne). Wszyscy liczą na zagranicę. Zwłaszcza że międzynarodowe banki (Citi Bank i Morgan Stanley) potwierdzają atrakcyjność wycen naszych spółek w swoich ostatnich raportach. Solą w oku zagranicznych inwestorów jest mocny złoty. Okazuje się, że od początku przeceny (czyli od 6 lipca 2007 r.) GPW straciła 29 proc. To na pierwszy rzut oka dużo. Jednak warto zauważyć, że amerykański dolar od początku korekty

stracił wobec złotego 21 proc.

To oznacza, że dla zagranicznych graczy krajowe akcje od lipca zeszłego roku są tańsze zaledwie o 8 proc.

Anna Borys