Czytasz dzięki

Na gramy

opublikowano: 30-01-2020, 22:00

Przybywa świadomych ekologicznie klientów, którzy przychodzą po zakupy z własnymi opakowaniami. To dla nich powstał w Łodzi sklep bez plastiku.

GUS podaje, że w 2018 r. każdy mieszkaniec Polski wytworzył ponad 320 kg śmieci — prawie kilogram dziennie. W innych krajach nie wygląda to lepiej. Nic dziwnego, że siłę zaczął zyskiwać ruch zero waste, który dotarł także do naszego kraju. Na fali popularności minimalizowania ilości odpadów zaczęły powstawać sklepy, które sprzedają towary na wagę do pojemników przyniesionych przez klienta. Można je znaleźć w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie. W październiku 2019 r. otworzył się kolejny — w Łodzi.

Dobry kierunek. Takich sklepów jak nasz powinno być dużo, by każdy, komu akurat skończy się mąka czy kasza, mógł je kupić blisko domu. Wtedy wymiar społeczny i środowiskowy tych działań rzeczywiście byłby odczuwalny — uważa Tomasz Kuliś, właściciel sklepu Na Gramy.
Wyświetl galerię [1/10]

Dobry kierunek. Takich sklepów jak nasz powinno być dużo, by każdy, komu akurat skończy się mąka czy kasza, mógł je kupić blisko domu. Wtedy wymiar społeczny i środowiskowy tych działań rzeczywiście byłby odczuwalny — uważa Tomasz Kuliś, właściciel sklepu Na Gramy.

Bez plastiku

Kilka lat temu Francuzka Bea Johnson pokazała światu litrowy słoik zawierający odpady, które jej czteroosobowa rodzina wytworzyła przez rok. Książka Bei Johnson „Zero Waste Home” („Pokochaj swój dom”) szybko znalazła się na listach bestselerów. Autorka uważa, że dzięki zmianie podejścia do życia jako rodzina mają więcej czasu dla siebie, oszczędzają lwią część dawnych wydatków i żyje im się lepiej, a do tego robią coś dobrego dla świata. Idea zero waste znalazła wielu kontynuatorów, jednak nawet jej najżarliwszym wyznawcom trudno osiągnąć taki wynik. Niemniej sklepy bez plastiku to pomocny kierunek.

Tomasz Kuliś, założyciel Na Gramy, pierwszego łódzkiego sklepu tego typu, od dawna interesował się wpływem ludzi na klimat i środowisko. W Europie Zachodniej widział sklepy, które starają się ograniczyć plastikowe opakowania i produkcję śmieci i dziwił się, że Polska jest pod tym względem biznesową pustynią. Odszedł z korporacji (był dyrektorem finansowym w firmie Mykogen, produkującej podłoża do pieczarek, i równolegle prowadził własny biznes — paintball laserowy), ponieważ uznał, że sklep zero waste może być strzałem w dziesiątkę. Tak też się stało.

— Gdy rok temu mówiłem komuś, że staram się nie jeść mięsa z powodów klimatycznych, spotykałem się ze zdziwieniem. Teraz mam wrażenie, że trend zero waste przebił się do mainstreamu — uważa założyciel sklepu.

Stara się żyć zgodnie z ideami, które propaguje — pije wodę z kranu, segreguje śmieci…

— Czystą drogę zero waste utrudnia posiadanie małych dzieci — one są bardzo nie zero waste — żartuje Tomasz Kuliś.

Ale w święta nakłonił rodzinę do pakowania upominków w używane torebki prezentowe, by nie marnować papieru, który natychmiast po wyjęciu prezentu ląduje w koszu.

Sklep jak społeczność

Tomasz Kuliś założył Na Gramy za własne oszczędności w wynajętym od miasta lokalu przy ulicy Piotrkowskiej w centrum Łodzi. Zatrudnia trzy studentki rotacyjnie stające za ladą. Wszystkie produkty są w słojach, słoikach, butelkach. Nazwy i ceny umieszczono na papierowych etykietach. Można tu kupić przede wszystkim suche produkty spożywcze — kasze, mąki, makarony i ryż, warzywa strączkowe, pestki, orzechy i owoce liofilizowane, a także przyprawy, kawy, herbaty i zioła, oleje i octy w stalowych bańkach. Do wyeksponowania towarów na wystawie wykorzystano surowe pieńki, drewniane są także półki i blat, na którym stoją słoiki z płatkami, orzechami, nasionami i suszonymi owocami, z których można skomponować własną mieszankę. Właściciel zamierza wprowadzić do sprzedaży także jogurt, masło, twaróg na wagę i mleko z gospodarstwa ekologicznego spod Łodzi — klienci się o to dopytywali.

— Mamy produkty bio, ale chcemy być dostępni cenowo dla wszystkich, więc jest też zwykła mąka pszenna za 2,10 za kg, a jedyna na rynku śmietana w szkle bardzo dobrze się sprzedaje. Kosztuje 3 zł za 250 g — wylicza właściciel sklepu.

Są też naturalne kosmetyki i środki czystości. Jeśli ktoś nie weźmie własnego opakowania, znajdzie w sklepie słoiki i materiałowe torby bumerangi, które później zwraca, albo przynosi inne na wymianę.

— Wiem, że ludzie są wygodni i zapominalscy, więc trzeba im ułatwić kupowanie na wagę. Mamy papierowe torebki dla klientów i widzimy, że często wracają z tą samą torebką — trochę pogniecioną, lecz wciąż nadającą się do tego, by nasypać do niej ryż czy kaszę — mówi Tomasz Kuliś.

Na Gramy współpracuje z około 30 producentami kosmetyków. W większości to polskie firmy, m.in. Soap Deli i Cztery Szpaki, z zagranicznych np. Georganics produkujący środki do higieny jamy ustnej. Przebojem okazały się masła orzechowe polskiej firmy Krukam — sprzedaje się ich 100-200 słoików tygodniowo, szampony w kostce i perfumy na wosku pszczelim.

— Najciekawszy zapach to zielone pomidory. Wąchając je, przenoszę się w czasie do szklarni mojego dziadka — uśmiecha się przedsiębiorca.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

W sklepie działa łódzki punkt wymiany roślin, można też kupić książki o tematyce ekologicznej. W krótkim czasie stworzyła się grupa stałych klientów, którzy przyjeżdżają po zakupy nawet z drugiego końca miasta.

— 80 proc. klientów to kobiety, dużo jest młodych ludzi w wieku 16-20 lat, przychodzi spora grupa emerytek. Starsze panie zwierzają się, że same robią kremy podobne do tych, które sprzedajemy. Najbardziej oporni w stosunku do nurtu zero waste są mężczyźni w wieku 40-60 lat — analizuje Tomasz Kuliś.

Idealizm a rzeczywistość

W Polsce działa wiele manufaktur mydeł, kremów i środków czystości.

— Te firmy mają poczucie misji i rzeczywiście starają się bardzo świadomie wytwarzać i pakować towar. Także wiele przedsiębiorstw długo będących na rynku próbuje wdrożyć trend zero waste — w tym wypadku częściej jednak zdarzają się wpadki i ruchy pozorne, np. przesyłanie próbek w formie plastikowych testerów — uważa właściciel sklepu Na Gramy.

Towar trzeba jednak zapakować do wysyłki i zabezpieczyć szklane pojemniki, a trudno znaleźć coś skuteczniejszego od folii bąbelkowej. Rozwiązaniem może być wdrażanie gospodarki obiegu zamkniętego.

— Współpracujemy z producentami kosmetyków, którzy dużo artykułów wysyłają przez internet, więc kiedy dostajemy towar w folii bąbelkowej, przekazujemy im tę folię i wypełniacze. Najlepiej w tej roli sprawdzają się gruba, ponacinana tektura i kulki ze skrobi rozpuszczalnej, przypominające chrupki kukurydziane — twierdzi Tomasz Kuliś.

Mydła w płynie są przywożone w dziesięciolitrowych baniakach. Orzechy w paczkach 20-kilogramowych, ale w folii, bo tak są przesyłane między kontynentami.

— Importer mógłby mi to przepakować w papier, ale to byłoby udawanie. Od ruchów pozornych ważniejsze są drobne, lecz konsekwentne kroczki — uważa właściciel sklepu.

Mniej śmieci

Zero waste to styl życia polegający na unikaniu marnowania jedzenia, ubrań, opakowań i innych rzeczy, by ograniczyć negatywny wpływ na środowisko. I jak każdy trend szybko zaczął się komercjalizować. Wejście na tę ścieżkę niesie ryzyko kolejnych i to niemałych kosztów, jeśli ktoś zachłyśnie się gadżetami. Jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać sklepy z drogimi przedmiotami, które trzeba mieć, aby być zero waste, co z założenia się wyklucza, bo podstawowymi zasadami są tu reusing (ponowne użycie) i recykling. Bardziej wpisuje się babcine: „Nie wyrzucaj, to się jeszcze przyda” — oczywiście, jeśli się nie przesadzi w drugą stronę. Prowadzący Na Gramy przeżył zaskoczenie, kiedy klienci poinformowani, że można mu przynosić zbędne słoje i torby materiałowe, prawie zasypali nimi sklep.

— Mam wrażenie, że wszyscy toniemy w opakowaniach zero waste — torebki lniane, słoiki, mamy tego za dużo, mądrym krokiem jest niebranie nowych. Kupuj, jeśli rzeczywiście czegoś potrzebujesz, albo nie masz czasu, żeby zrobić samodzielnie, a i wtedy wybieraj mądrze. Przykładem może być butelka szwedzkiej firmy z bioplastiku z trzciny cukrowej, w 100 procentach nadającego się do recyklingu i biodegradowalnego. W dodatku jej zakup wspiera fundację dostarczającą wodę afrykańskim dzieciom — uważa Tomasz Kuliś.

Sklep przekornie w Czarny Piątek, czyli polską wersję amerykańskiego Black Friday, święta zakupów, nie dawał wielkich zniżek i nie zachęcał do wydawania pieniędzy, lecz zapraszał klientów na Zielony Piątek i wspólną filiżankę herbaty. W przyszłości firma planuje sprzedaż kawy fair trade — współpracuje z palarnią sprowadzającą taką kawę z Rwandy i Indonezji. Marzeniem właściciela Na Gramy jest też knajpka, ale najpierw planuje otwarcie drugiego sklepu — prawdopodobnie w Warszawie.

— Takich sklepów powinno być dużo, by każdy, komu akurat skończy się mąka czy kasza, mógł je kupić blisko domu. Wtedy wymiar społeczny i środowiskowy tych działań rzeczywiście byłby odczuwalny — uważa Tomasz Kuliś.

Działania młodego sklepu już zostały docenione. W styczniu 2020 r. dostał nagrodę w plebiscycie Punkt dla Łodzi — w którym wybierani są ludzie, działania i budynki pozytywnie zmieniające miasto — „za propagowanie idei zero waste i mały krok w stronę przesunięcia końca świata w czasie”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane