Na inwestycje wodne potrzeba 44 mld zł

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2021-05-04 20:00

Wodociągi, studnie, systemy uzdatniania, fotowoltaika, sieci IT — to zadania do 2027 r. Firmy mogą podnieść taryfy, by je dofinansować, ale to zwiększy wodne ubóstwo.

Przeczytaj tekst i dowiedz się:

  • Na co MI chce wydać 44 mld zł
  • Czy nakłady na cyberbezpieczeństwo są wystarczające
  • Jaki problem będą miały gminy

We wtorek minął termin konsultacji społecznych projektu programu inwestycyjnego, dotyczący poprawy jakości i ograniczenia strat wody pitnej. Przedstawiło go do uzgodnień Ministerstwo Infrastruktury, ale to samorządowcy, firmy wodno-kanalizacyjne oraz eksperci określili w nim inwestycyjne potrzeby.

„Realizacja zadań z zakresu zapewnienia obywatelom Polski zdrowej i bezpiecznej wody do picia wymagać będzie nakładów inwestycyjnych w wysokości około 44 mld zł do końca 2027 r.” — czytamy w projekcie. Jeśli do tego doliczymy kilkadziesiąt miliardów na inwestycje ściekowe, do wykonania będzie program o wartości porównywalnej z drogowym czy kolejowym.

Niedocenione cyberbezpieczeństwo

Prawie 24 mld zł ma pochłonąć budowa sieci dystrybucji. 6,6 mld zł budowa i modernizacja studni, a 5,2 mld zł uzdatnianie wody. Prawie 5 mld zł potrzeba na inwestycje dotyczące ograniczania strat wody i energii. Samorządy i przedsiębiorcy planują np. budowę wielu farm fotowoltaicznych. Na 1 mld zł oszacowano nakłady na monitorowanie jakości wody i badanie „chorób wodozależnych” oraz 240 mln zł na wymianę i modernizację wewnętrznej sieci wodociągowej w szpitalach. 561 mln zł pochłoną inwestycje w IT, np. w budowę baz danych i stron internetowych. Zaledwie 56 mln zł natomiast zostanie przeznaczone ochronę fizyczną i cyberbezpieczeństwo.

Łukasz Wójcik, szef działu bezpieczeństwa w firmie NaviRisk, uważa, że niedoszacowanie nakładów na cyfrowe bezpieczeństwo może nas w przyszłości słono kosztować.

— We wstępie do projektu jest nawiązanie do nowelizacji dyrektywy, w której w pkt. 15 i 16 preambuły położono nacisk na komplementarne i holistyczne podejście do analizy ryzyka „obejmujące cały łańcuch dostaw, od obszaru zasilania, poprzez pobór, uzdatnianie, magazynowanie i dystrybucję“. Jest również mowa o konieczności stałej wymiany informacji między właściwymi organami i dostawcami wody. Powyższe punkty są rozwinięte w poszczególnych artykułach dyrektywy. Skoro jesteśmy zobligowani dostosować się do niej, to równolegle wskazane byłoby pozyskanie funduszy na mitygację ryzyka cybernetycznego, sieci przemysłowych wykorzystywanych w branży, itp., tym bardziej że projekt przewiduje powstanie i modernizację oraz rozbudowę centralnych systemów składowania, wymiany i przetwarzania informacji — mówi Łukasz Wójcik, dodając, że jakość wody i bezpieczeństwo konsumentów zależą nie tylko od monitorowania jej stanu, ale także obrony przed cyberatakami i bioterroryzmem.

Gminy będą mieć problem z wkładem własnym

Inwestycje w gospodarkę cyfrową, energetyką odnawialną itp. mają spore szanse na zdobycie unijnych dotacji. Trudniej z tego źródła będzie sfinansować np. rozbudowę sieci dystrybucji wody. Z projektu wynika, że dotychczas firmy wodno-kanalizacyjne pokrywały z własnych i gminnych funduszy prawie 45 proc. kosztów inwestycji. Obecnie nie mają na nie pieniędzy, dlatego konieczne jest opracowanie nowych planów unijnych i krajowych, które zapewnią finansowanie.

„Sytuacja finansowa gmin jest bardzo zróżnicowana, ale ogólne wskaźniki dotyczące inwestycji i kondycji finansowej są przeważnie gorsze niż w 2010 roku. (…) Znaczna część gmin w Polsce, zwłaszcza tych uboższych, może mieć problemy z zaciąganiem kolejnych zobowiązań na inwestycje oraz z zapewnieniem wkładu własnego” — czytamy w projekcie skierowanym przez MI do konsultacji.

Cenna woda:
Cenna woda:
W Danii 100 proc. zadań wodno-kanalizacyjnych jest finansowanych z taryf. W innych krajach pozataryfowe źródła stanowią 20-60 proc. finansowania usług firm. Polskie firmy potrzebują miliardów na inwestycje, których nie zdołają sfinansować z opłat konsumentów. Wielu z nich nie stać na wodę.
Adobe Stock

Napisano w nim również, że rentowność sprzedaży wody jest niska, co ogranicza możliwości inwestycyjne przedsiębiorstw. Wody Polskie nie godzą się natomiast na podnoszenie taryf. Przed ich podwyższaniem przestrzegają także autorzy projektu.

„W różnych krajach udział rachunków za wodę i ścieki w średnim dochodzie rozporządzalnym kształtuje się na poziomie od 0,2 do 1,4 proc. (…) Dla gospodarstw domowych o średnich dochodach rachunki za wodę nie są zazwyczaj dużym wyzwaniem. Jednak istnieje grupa osób o niskich dochodach, dla których opłacenie podstawowych rachunków jest istotnym problemem. Według badań OECD dla Polski wskaźnik ten wzrasta do 9 proc. i jest niewspółmiernie wysoki w stosunku do innych państw, gdzie sięga on około 5 proc. dla grupy najuboższych” — twierdzą autorzy projektu.

— Nie chodzi o to, by taryf wcale nie podnosić, bo z powodu wzrostu cen energii czy inflacji jest to niezbędne. Konieczne jest jednak także opracowanie mechanizmów wsparcia najbiedniejszych, by podwyżki były dla nich mniej dotkliwe. We Włoszech np. funkcjonują bony, które osoby niezamożne mogą wykorzystać do płatności za media — mówi Klara Ramm, ekspert Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie.

W polskim projekcie też pojawiają się konkretne propozycje. „W wielu gminach w Polsce możliwość podwyższania opłat za wodę jest ograniczona (…). Należałoby wprowadzić cenę społeczną na określony limit wykorzystywanej wody albo mechanizmy ochrony najuboższych przed rosnącymi cenami wody (dopłaty do rachunków za wodę)” — czytamy w projekcie MI.

Chodzi o to, by przy założeniu, że przeciętny Polak zużywa 3 m sześc. wody miesięcznie, ustalić za tę ilość społeczną stawkę dla najuboższych. Jeśli zużyją więcej, za dodatkową ilość zapłacą komercyjną cenę. Ci, których stać, zapłacą za wodę drożej, biedniejsi taniej.