Na konkrety trzeba jeszcze poczekać

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2005-08-23 00:00

Do momentu wyłonienia nowego rządu prawdopodobnie nie poznamy ostatecznego kształtu przyszłorocznego budżetu.

Wczoraj na nieformalnym posiedzeniu rząd dyskutował nad kształtem przyszłorocznego budżetu. Dyskusję utrudniał zapewne fakt, iż nieznane były zamiary prezydenta względem ustawy o zwrocie podatku VAT za materiały budowlane. Gdyby ją podpisał, rząd musiałby się liczyć z miliardowymi kosztami.

Trzeba doliczyć

— Wprowadzenie ustawy kosztowałoby maksymalnie 18 mld zł — mówi Anna Sobocińska z Ministerstwa Finansów.

Nie oznacza to jednak aż takich dodatkowych wydatków już w przyszłym roku.

— Byłaby to kwota zwrotów podatku w okresie od 1 maja 2004 r. do 31 grudnia 2007 r. — tłumaczy Anna Sobocińska.

Zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty BRE Banku, jeśli prezydent podpisze ustawę, minister finansów do planowanego na 28-34 mld zł przyszłorocznego deficytu będzie musiał po prostu doliczyć 3-4 mld zł.

— Bo tyle będzie kosztowała realizacja tej ustawy w 2006 r. — uważa ekonomista.

Zbyt wcześnie

Wygląda więc na to, że tym razem nie powtórzy się sytuacja sprzed czterech lat, kiedy w wyborczym 2001 r. deficyt budżetowy uległ niebezpiecznemu zwiększeniu z nieco ponad 20 do blisko 33 mld zł. Jednak, zdaniem Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty PKO BP, wciąż jest zbyt wcześnie, by mówić o tym, jak będzie wyglądał ostateczny budżet na 2006 r.

— Nadal nie wiadomo, co zaproponuje ekipa wyłoniona w wyborach. A do tego czasu trudno spodziewać się od polityków, którzy tworzyć będą przyszłą koalicję, konkretnych zapowiedzi, np. cięć w wydatkach, które mogłyby zmniejszyć deficyt, gdyby ten miał się w najbliższym czasie powiększyć — twierdzi ekonomista PKO.

Wygląda więc na to, że wczorajsze spotkanie rządu nie będzie miało większego znaczenia dla ostatecznego kształtu ustawy budżetowej.

— O tym, jak będzie ona w istocie wyglądała, będziemy mogli porozmawiać najwcześniej jesienią, kiedy poznamy wyniki wyborów, a zwycięskie partie przedstawią rzeczywiste zamiary względem finansów publicznych. Teraz dyskusja taka wydaje się karkołomna — twierdzi Łukasz Tarnawa.