Komisja Europejska chce, aby od 2035 r. w Unii możliwe było rejestrowanie jedynie aut zeroemisyjnych. Przewiduje to przyjęty przez Parlament Europejski i zaakceptowany przez Radę Europy program Fit for 55. Spełnienie tego kryterium oznaczałoby dla Polski przeskok z 2,2-procentowego udziału tego typu pojazdów w łącznej sprzedaży nowych samochodów osobowych do 100 proc. w nieco ponad dekadę. To duże wyzwanie, ale dla premiera może się stać szansą na spełnienie obietnicy złożonej prawie siedem lat temu. Oczywiście z kilkuletnim poślizgiem.
Milion elektryków
Zapowiedź premiera, że do 2025 r. po polskich drogach będzie jeździć milion elektryków, obiegła wszystkie polskie media i długo była przez nie przypominana. Liczba ta pochodzi z dokumentu „Plan rozwoju elektromobilności w Polsce” opracowanego przez Ministerstwo Energii w 2016 r. Wszyscy pamiętają też zapewne lawinę komentarzy, która natychmiast ruszyła. Autorom prognozy eksperci zarzucali niekompetencję i punktowali bariery, które tak szybki rozwój elektromobilności uniemożliwiają. Wygląda na to, że mieli rację. Dziś, niespełna trzy lata przed wyznaczoną wówczas datą, do miliona aut na prąd brakuje nam… prawie miliona. Mimo że po kilku latach od szumnych rządowych zapowiedzi weszła w życie dobrze oceniana ustawa o elektromobilności, a od trzech kwartałów z powodzeniem funkcjonuje program dopłat do aut elektrycznych, który objął nawet firmową flotę i leasing, po Polsce nadal jeździ tylko 22,5 tys. czysto elektrycznych osobówek oraz 2 tys. dostawczaków i ciężarówek na prąd (stan na koniec maja 2022 r.). Rynek co prawda ruszył z kopyta i co roku rośnie dwu-, a nawet trzycyfrowo. Duże procenty wciąż jednak są liczone od małej bazy, więc do miliona droga daleka.

Jak daleka? Według szacunków platformy internetowej Carsmile pierwszy milion sprzedanych aut elektrycznych mamy szansę osiągnąć w latach 2030-32, ale tylko pod warunkiem politycznej determinacji w tej materii – bez względu na wynik najbliższych i kolejnych wyborów.
– Osiągnięcie miliona sprzedanych elektryków pod koniec tej lub na początku kolejnej dekady to zadanie bardzo ambitne, ale z gatunku wykonalnych. Konieczne jest jednak spełnienie dwóch warunków: utrzymanie programu dopłat w kolejnych latach i stworzenie dobrego programu budowy infrastruktury – mówi Michał Knitter, wiceprezes Carsmile’a.
Podobnego zdania jest Grigoriy Grigoriev, szef Power Dot w Polsce – firmy budującej stacje szybkiego ładowania elektryków.
– Potrzebujemy spójnej polityki dochodzenia do celu, jakim jest pełna elektromobilność w nowej sprzedaży aut, którą UE i Polska przy odpowiedniej determinacji politycznej są w stanie osiągnąć do 2035 r. – ocenia Grigoriy Grigoriev.
Cel osiągalny za… wiek
Dziś jednym z większych hamulcowych w budowie infrastruktury jest bardzo długi czas oczekiwania (do 18 miesięcy) na budowę przyłączy energetycznych przez tzw. operatorów systemów dystrybucji. Tymczasem w około 70 proc. przypadków tworzenia stacji ładowania przy punktach użyteczności publicznej konieczne jest zwiększenie zapasu mocy. Nie ma też spójnego podejścia w samorządach. Zdaniem Grigoriya Grigorieva tego typu przeszkody można usunąć specustawą.
Przykładem dobrych rozwiązań wspierających zeroemisyjny transport są przepisy Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Chodzi m.in. o to, by w powstających budynkach użyteczności publicznej 20 proc. miejsc postojowych było wyposażonych w ładowarki. W wypadku budynków starszych będzie to wymagane od 1 stycznia 2025 r. Poza tym do końca 2024 r. aż 50 proc. floty przeznaczonej do przewozu osób mają stanowić pojazdy elektryczne. W wypadku samorządów limit ustalono na 30 proc., jeśli liczba mieszkańców gminy lub powiatu przekracza 50 tys.

Ta stymulacja pomoże osiągnąć milionowy cel. Kiedy najwcześniej?
Carsmile opracował symulację liczbową dochodzenia do miliona sprzedanych elektryków w Polsce w czterech wariantach.
– Każdy pokazuje nieco inną ścieżkę osiągania owego miliona sprzedanych elektryków, ale wspólnym założeniem całej symulacji jest determinacja polityczna w dziedzinie bezemisyjnego transportu – podkreśla Michał Knitter.
Dodaje, że brak planu w tej dziedzinie, skutkujący jedynie naturalnym wzrostem rynku, spowodowałby, że dojście do miliona sprzedanych elektryków zajęłoby nam aż… 107 lat.
Plan jednak jest. Dlatego pierwszy scenariusz (uznany za najmniej prawdopodobny) opracowany przez Carsmile’a zakłada utrzymanie obecnego, bardzo wysokiego tempa wzrostu rynku w ujęciu procentowym (143 proc. r/r) w kolejnych latach, aż do osiągnięcia miliona sprzedanych elektryków. Przy obecnych małych liczbach tak duży wzrost jest naturalny, ale z czasem utrzymanie porównywalnego tempa byłoby niezwykle trudne. Nic dziwnego, że ten wariant zakłada najszybsze dojście do miliona elektryków, co mogłoby nastąpić już w pierwszym kwartale 2029 r.
Drugi wariant opiera się na założeniu, że tempo wzrostu rynku będzie stopniowo malało – z 143 proc. o 10 pkt proc. z roku na rok. Realizacja tego scenariusza spowodowałaby osiągnięcie miliona sprzedanych aut elektrycznych w pierwszym w kwartale 2032 r. Ten wariant ma w ocenie Carsmile’a wysokie prawdopodobieństwo realizacji przy spójnej i konsekwentnej polityce wspiera elektromobilności w Polsce.
Sposób norweski
Trzeci wariant wzoruje się na Norwegii. Zakłada, że sprzedaż elektryków w Polsce rosłaby w tempie, w jakim rynek w ostatniej dekadzie rozwijał się w Norwegii. Kraj ten jest europejskim liderem w dziedzinie elektromobilności. W pierwszym kwartale udział aut zeroemisyjnych w nowych rejestracjach przekroczył 80 proc. Zaledwie 10 lat temu Norwegia startowała z poziomu niższego od tego, na jakim obecnie znajduje się Polska (udział elektryków w sprzedaży nowych aut wynosił tylko 1,4 proc.) przy prawie 76-procentowym udziale aut z silnikiem Diesla. Gdyby Polska zdecydowała się pójść ścieżką wytyczoną przez Norwegię, milion sprzedanych elektryków odnotowalibyśmy w 2030 r.
– Tu prawdopodobieństwo oceniamy jako umiarkowane – mówi Michał Knitter.
Podobną ocenę dostał wariant czwarty, opierający się na założeniu, że Polska spełni kryterium wytyczone przez Parlament Europejski i program Fit for 55. Podążanie tą ścieżką, również wymagającą spójnego programu wspierania elektromobilności, umożliwiłoby według symulacji Carsmile’a osiągnięcie miliona sprzedanych elektryków w pierwszym kwartale 2030 r.
Cena i mus
Na pierwsze miejsce w rankingu barier rozwoju elektromobilności wysuwa się infrastruktura. Mimo jej dynamicznego rozwoju aut przybywa szybciej. W ostatnich dwóch latach liczba osobowych aut elektrycznych przypadających na jedną stację ładowania wzrosła ponaddwukrotnie (z 10 do 21). Tymczasem coraz mniejszą barierą staje się cena.
– Dopłaty, w połączeniu ze względnie niskim kosztem ładowania w stosunku do tankowania, zniosły ekonomiczne bariery zakupu aut elektrycznych. Miesięczny koszt użytkowania takiego pojazdu jest dziś zbliżony, a czasem wręcz niższy od auta z tradycyjnym napędem – przekonuje Łukasz Doński, prezes Carsmile’a.

Miesięczny koszt wynajęcia najtańszego obecnie elektryka – Dacii Spring – wynosi około 1300 zł netto wraz z ubezpieczeniem, serwisem oraz oponami (umowa na trzy lata, brak wkładu własnego). Z kolei np.elektryczne Volvo XC40 miesięcznie kosztuje około 3460 zł netto.
Poza programem Fit for 55 pomocny w osiąganiu celu miliona elektryków jest też Krajowy Plan Odbudowy (KPO), w którym Polska ma otrzymać 158,5 mld zł. Wśród tzw. kamieni milowych zawartych w KPO znalazły się dwa jednoznacznie zniechęcające do posiadania auta z tradycyjnym napędem. Są to: podatek od posiadania auta emitującego spaliny i opłata rejestracyjna. Pierwszy ma obowiązywać od połowy 2026 r., a drugi od początku 2025 r. Zasady opodatkowania tymi daninami, podobnie jak kwoty/stawki, nie są jeszcze znane.
Do końca marca 2025 r. w Polsce mają zostać wprowadzone także strefy niskoemisyjnego transportu w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. Wszystko to z jednej strony zachęci, a z drugiej zmusi nas do przesiadki do elektryka. Niemniej do miliona dojedziemy najwcześniej za osiem lat.


