Zdumiewa jednak, że głosowano nagle na posiedzeniu Rady ds. Gospodarczych i Finansowych (ECOFIN), a nie Rady ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych, lub ewentualnie Rady ds. Ogólnych. We wtorkowym porządku obrad ECOFIN w ogóle nie było takiego punktu! Traktatowo możliwe jest jednak przyjmowanie przez każdą z dziesięciu branżowych mutacji Rady UE aktów podlegających kompetencjom innego składu. Ministrowie głosują i tak zgodnie z dyspozycjami ich rządów, zatem proceduralnie to wszystko jedno. Notabene w sytuacjach awaryjnych zastępują ich stali przedstawiciele państw przy UE, dyżurujący w Brukseli na okrągło.
Rada UE, będąca drugą obok Parlamentu Europejskiego izbą legislacyjną, nie ma kadencji. Podobnie jak prezydencko-premierowska Rada Europejska, czyli kolegialna głowa wspólnoty, zmienia składy osobowe nieustannie wraz ze zmianami rządów w poszczególnych państwach. Wyraźnie widoczne jest jednak przyspieszenie prac, związane nie tylko z eurowyborami 6-9 czerwca, lecz bardziej z zakończeniem 30 czerwca rotacyjnej prezydencji Belgii w Radzie UE. 1 lipca pałeczkę przejmuje rząd Węgier i unijna centrala obawia się, że drugie półrocze 2024 będzie stracone dla prac legislacyjnych. Stąd parcie na premiera Belgii, aby jego ministrowie kierujący pracami składów Rady UE przyspieszali i finalizowali co tylko mogą przed 6 czerwca.
Uchwały Rady UE z zasady wymagają tzw. podwójnej większości kwalifikowanej. Akt zostaje przyjęty, jeśli opowiada się za nim co najmniej 55 proc. państw (czyli 15 z aktualnej liczby 27), reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności UE. Tylko wobec tzw. tematów newralgicznych, związanych np. z podatkami lub polityką zagraniczną, wymagana jest decyzja jednogłośna. Pakt migracyjny na samym początku prac objęty był taką klauzulą, ale potem zmienił kategorię na większościową. W finalnym głosowaniu Polska, dysponująca pakietem 8,37 proc. głosów (ludnościowy przydział akcji corocznie 1 stycznia weryfikuje EUROSTAT), była przeciwna wraz z Węgrami i Słowacją, których udziały wynoszą odpowiednio 2,13 oraz 1,21 proc. Wstrzymały się Czechy, Austria i maleńka Malta – ich decyzyjność to 2,40, 2,02 oraz 0,12 proc. Jak łatwo policzyć, Wyszehrad z sąsiednią Austrią nie miał jakichkolwiek szans na zmontowanie tzw. mniejszości blokującej. Ciekawe, że pakt bezdyskusyjnie poparły rządy trzech zagrożonych od wschodu republik bałtyckich.
Donald Tusk nakazał głosowanie identycznie, jak zrobili to Viktor Orbán i Robert Fico. W obecnej sytuacji politycznej w Polsce po prostu nie mógł postąpić inaczej, jak kontynuując migracyjną linię rządu Mateusza Morawieckiego. Wypada jeszcze dodać zapowiedzi wzmocnienia zapory na granicy z Białorusią, będące triumfem jednego z pytań referendum Jarosława Kaczyńskiego z 15 października 2023 r., którego wynik frekwencyjny okazał się kompromitacją. Najbardziej zdumiewa odniesienie się premiera do najbardziej kontrowersyjnego zapisu paktu migracyjnego UE o haraczu finansowym ściąganym z państw odmawiających udziału we wspólnotowym programie solidarnościowym – 20 tys. EUR za każdą nieprzyjętą osobę. Otóż jeśli uda się wykorzystać zapisy uwzględniające przyjęcie przez Polskę setek tysięcy uchodźców z Ukrainy oraz pewnej liczby z Białorusi, to per saldo nie tylko nie będziemy nic wnosili do imigracyjnego funduszu, lecz nawet jeszcze… zarobimy! To rzeczywiście zdumiewająca konstrukcja finansowo-polityczna. Notabene bardzo krytykowany z różnych stron pakt ma działać dopiero od 2026 r., państwa członkowskie mają aż dwa lata na jego implementację do krajowych porządków prawnych – i to jest mina, która może wszystko wysadzić.
