A zatem nad premierem Donaldem Tuskiem jeszcze nie wisi syndrom gabinetu mniejszościowego. Warunkiem jest rzecz jasna obecność posłów na sali sejmowej podczas strategicznych głosowań. I oczywiście nie mogą powtarzać się takie wolty, jaką wykonało PSL w sprawie sieci sądowej.
Grunt, że nie jest zagrożona nowelizacja budżetu, która będzie głosowana na następnym posiedzeniu. Komisje sejmowe muszą jednak przynajmniej przyjrzeć się zmianom. Nowelizacji jednocześnie podlega tzw. ustawa okołobudżetowa, będąca z założenia polem szczególnej księgowości kreatywnej. To instrument ręcznego sterowania wydatkami państwa. Właśnie w ustawie towarzyszącej budżetowi zapisuje się, że na przykład pieniądze z Krajowego Funduszu Drogowego trafią nie tylko na remonty dróg, ale epizodycznie też na ich przebudowę. Albo wpisuje się ponoć jednorazowe zawieszenie zasady, że na obronność przeznaczamy 1,95 proc. produktu krajowego brutto z roku poprzedniego — kwota przycięta nowelą do 28,5 mld zł nie spełnia tego warunku. W podobnym trybie zawiesza się waloryzację pieniędzy w obszarze nauki na zadania projakościowe. Oraz uprawia żonglerkę finansowaniem infrastruktury kolejowej — księgowa przerzutka z budżetu ma być wyrównana niby samodzielnie przez PLK, będące oczywiście również na garnuszku państwa.
Tu się przerzuci, tam przeksięguje i na papierze wszystkie słupki się zgodzą. Ustawowa bariera budżetowa na sali sejmowej zostanie przez koalicję przeskoczona na pewno. Czy uda się także w sferze realnej gospodarki oraz w obszarze finansów publicznych — to zupełnie inna kwestia.