Na ratunek firm potrzeba 3 mln zł
Konsolidacja w branży wełniarskiej
NADZIEJA: Stanisław Ginda, prezes Agencji Rozwoju Regionalnego, nadal wierzy, że uda się uratować bielską wełnę. Nie wiadomo jednak, czy uda się zrealizować program konsolidacji i czy rzeczywiście przyniesie pożądane efekty. fot. Andrzej Wawok
Być może rozwiązaniem kłopotu bielskich firm będzie kolejny program konsolidacji, znacząco nazwany „Bielska Wełna Bis”. Na jego realizację potrzeba 800 tys. dolarów i zgody samych firm. Werbalna obietnica pomocy ze strony Ministerstwa Gospodarki na razie nie znajduje pokrycia w jego działaniach.
— Uważamy, że żadna z działających dzisiaj firm z branży nie poradzi sobie sama — uważa Stanisław Ginda, prezes Agencji Rozwoju Regionalnego z Bielska-Białej.
Jego zdaniem, potrzebny jest program finansowany ze środków publicznych na ratowanie firm i tym samym miejsc pracy.
— To ma być koło ratunkowe, którego bardzo potrzebujemy — dodaje Jan Solich, dyrektor Przędzalni Czesankowej Weldoro.
Opracowany przez ARR na zlecenie urzędu miasta program zakłada powołanie spółki prawa handlowego „Bielska Wełna Bis”, która — nie mając długów — posiadałaby zdolność kredytową, przejmowałaby również do realizacji podpisane przez inne zakłady kontrakty. Spółka kupowałaby dla pozostałych firm surowiec, zlecała im wykonanie konkretnych usług i sprzedawała produkty.
— Żeby program miał szansę powodzenia potrzebujemy na rozruch około 800 tysięcy dolarów (3,1 mln zł) — mówi Stanisław Ginda.
Część pieniędzy obiecało wyasygnować ze swojej kasy miasto.
— Trudno się wypowiadać o czymś, co jest dopiero w fazie przygotowywania. Nasz akces lub jego brak będzie uzależniony od tego, w jakim stopniu ten program będzie nam przydatny — twierdzi Waldemar Morawiec z Merilany.
Podczas wizyty w Bielsku, na początku kwietnia, ministra gospodarki Steinhoffa próbowano zainteresować tym pomysłem. Minister obiecał zapoznać się szybko i wnikliwe.
— Z tego co nam dziś wiadomo, przez blisko miesiąc władze miasta ani Agencja Rozwoju Regionalnego nie otrzymały z ministerstwa żadnej wiadomości — powiedzieli nam pracownicy biura prasowego urzędu miasta.
W ubiegłym roku pracę w firmach włókienniczych straciło blisko tysiąc osób. Zwolnienia grupowe objęły pracowników Andropolu w Andrychowie (178 osób), Bielskich Dzianin (73 osoby) i Przędzalni Czesankowej Weldoro z Bielska-Białej (120 osób) oraz z postawionych w stan upadłości firm Kentex z Kęt (316) i Allen-Cont z Bielska-Białej (278). Ten rok może być jeszcze gorszy.