Na ratunek kapitalista z lewicową duszą

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-09-24 00:00

Waldemar Pawlak zupełnie nie nadaje się na polityka. W środku afery przeciekowej organizuje konferencję prasową, w której ani razu nie pada nazwisko Janusza Kaczmarka. Gdy przyszedł czas na tworzenie list wyborczych, Pawlak nie stawia na czele prestiżowej listy warszawskiej żadnej gwiazdy czy prominentnego uciekiniera z innych ugrupowań, ale faceta, którego nazwiska ani twarzy ponad 90 proc. elektoratu nie kojarzy. Skąd więc taki człowiek na listach wyborczych? Otóż Łukasz Fołtyn, bo o niego chodzi, odniósł autentyczny sukces. Mierzony nie liczbą konferencji prasowych, zaproszeniami do programów, przez grzeczność nazywanych publicystycznymi (gdzie najpóźniej w trzeciej minucie dyskusji pada magiczne zaklęcie „ja panu/i nie przerywałem”), ale żywą gotówką. Stworzył Gadu-Gadu, produkt używany przez miliony internautów, na którym zarobił kilkadziesiąt milionów złotych.

Fołtyn już na starcie swojej kampanii oddał Pawlakowi niedźwiedzią przysługę, twierdząc, że jest to jedyny polityk, z którym można porozmawiać o nowych technologiach. Otóż, drogi Panie Fołtyn, jeżeli rozmawiał Pan z Pawlakiem o nowych technologiach, to znaczy, że to nie jest polityk. Polityk w Polsce rozmawia tylko o teczkach,

układzie i zbrodniach PiS/PO* (* — nie-

potrzebne skreślić). Jeżeli ktoś chce mówić o czymkolwiek innym, to znaczy, że politykiem nie jest. Przynajmniej w polskim rozumieniu. Ba, w chwili, gdy wszyscy politycy mówią o obniżce podatków (podkreślmy wyraźnie: mówią, nie obniżają), Fołtyn — twórca Gadu-Gadu, jako lewicowiec z krwi i kości, uważa, że podatki powinny być wyższe. Przynajmniej dla najbogatszych.

Lider PSL zaryzykował, oddając kapitaliście o lewicowej duszy pierwsze miejsce na prestiżowej liście wyborczej. I to nie tylko dlatego, że Fołtyn może się okazać zbyt lewicowy jak dla ludowej i nieco konserwatywnej — przynajmniej w sferze obyczajowej — partii. Także dlatego, że Fołtyn, jako miłośnik polityki, może zniknąć w następnej kadencji w tłumie rozkrzyczanych politykierów, stając się równie egzotyczną postacią na scenie politycznej, jak np. Krzysztof Cugowski w tej kadencji. Równie dobrze może się jednak okazać, że udział w wyborach twórcy Gadu- -Gadu jest zapowiedzią nowego trendu — napływu do polityki ludzi, którzy sprawdzili się w innych dziedzinach życia. W samorządach lokalnych aż kipi od takich osobowości. Wówczas Fołtyn na listach wyborczych nie byłby „przemoczonym kapiszonem”, ale — tak jak zapowiadał Waldemar Pawlak — bombą. Tyle że z opóźnionym zapłonem.

Adam Sofuł