Na razie mało aplikacji

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-11-30 00:00

Tylko osiem wniosków o unijne pieniądze złożyli przetwórcy ryb. Branża twierdzi jednak, że mogło być gorzej.

Choć do placówek Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przetwórcy ryb złożyli tylko osiem wniosków o unijne dotacje, to zarówno przedstawiciele resortu rolnictwa, jak i samej branży uważają, że to satysfakcjonujący wynik. Aplikanci starają się o wsparcie wysokości 20 mln zł. Jest to tylko połowa kosztów inwestycji — resztę muszą wyłożyć sami.

— Nie bijemy na alarm. Duża część przedsiębiorców korzysta jeszcze z przedakcesyjnego programu SAPARD, i to ich blokuje. Zanim zdecydują się zainwestować pieniądze, muszą odzyskać część, którą wcześniej wyłożyli. Cały proces jednak „zaskoczy” i już na początku roku możemy liczyć nawet na 20 wniosków. Kto wie, czy z czasem wręcz nie zabraknie pieniędzy — prognozuje optymistycznie Jerzy Safader, prezes Polskiego Stowarzyszenia Producentów Ryb.

Podobnego zdania są przedstawiciele resortu rolnictwa

— Na razie wniosków jest niewiele, ale też nie spodziewaliśmy się lawiny aplikacji. Myślę, że decydujący będzie przyszły rok, bo przy negocjacjach nad nową perspektywą finansową Unii musimy wykazać, że firmy korzystają ze wsparcia — mówi Lech Kempczyński, zastępca dyrektora departamentu rybołówstwa w resorcie rolnictwa.

W ocenie Jerzego Safadera, branża przetwórcza, choć ma pewne problemy z surowcem, to radzi sobie całkiem dobrze. Z 300 zakładów 150 ma uprawnienia eksportowe, 30 ma ukończyć dostosowawcze inwestycje do końca grudnia i tyle samo korzysta z okresu przejściowego do końca 2006 r.

— Wszystko wskazuje na to, że 2006 r. będzie decydujący. Już dziś część zakładów ma poważne kłopoty. Przypuszczam, że około 100 nie wytrzyma tempa inwestycji i konkurencji na rynku. Tę lukę wypełnią inni — mówi Jerzy Safader.