Na rynki finansowe powrócił spokój

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 2006-02-14 17:31

Po wyjaśnieniu się politycznych planów prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wobec braku decyzji o rozwiązaniu Sejmu, inwestorzy powrócili we wtorek na rynek walutowy i rynek długu. W środę na rynku będą dwa kluczowe momenty, najpierw przetarg obligacji pięcioletnich, a potem publikacja danych o inflacji za styczeń.

Po wyjaśnieniu się politycznych planów prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wobec braku decyzji o rozwiązaniu Sejmu, inwestorzy powrócili we wtorek na rynek walutowy i rynek długu. W środę na rynku będą dwa kluczowe momenty, najpierw przetarg obligacji pięcioletnich, a potem publikacja danych o inflacji za styczeń.

We wtorek około godziny 16.30 za euro płacono 3,7980 zł wobec 3,7950 zł rano i 3,8199 zł w poniedziałek po południu, a za dolara 3,1970 zł wobec 3,1860 zł i 3,2115 zł.

Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska komentując poziom kursu złotego powiedziała we wtorek, że korekta, która nastąpiła, jest przejściowa. 

"Kurs wróci do relacji z ubiegłego tygodnia. To są relacje takie, jakie wyznacza rynek. Tak rynek wycenia naszą walutę, jest ona dość mocna i niech tak będzie. Rząd nie ingeruje w relacje kursowe" - powiedziała Gilowska. Dodała, że przejściowe korekty z powodów politycznych są nieuchronne.

"Wtorek przyniósł uspokojenie na rynku. Tak jak wczoraj rynek podjechał z poziomu 3,7850 na prawie 3,83 zł za euro, tak dzisiaj zaczęliśmy od poziomu około 3,7950 zł. W sumie widzieliśmy nieduże wahania" - powiedział dealer walutowy West LB Paweł Gajewski.

"Niewielka niepewność polityczna została i teraz przed nami pytanie, jak LPR i Samoobrona będą zachowywać się w Sejmie. Ale ryzyko polityczne ma już jednak drugorzędne znaczenie" - dodał.

Gajewski podkreślił, że w obliczu napływu inwestycji bezpośrednich, środków z UE "złoty ma dobre czasy przed sobą".

"Widać, że nawet w tak trudnych chwilach jak wczoraj euro nie umocniło się powyżej 3,83 zł. Inwestorzy kierują się bardziej fundamentami gospodarki, niż doniesieniami ze sceny politycznej, bo gdyby było inaczej to powinniśmy widzieć totalną wyprzedaż złotego. A tak się nie stało" - powiedział dealer walutowy West LB.

"Dlatego wciąż jesteśmy poniżej 3,8 zł za euro i to tylko kwestia niedługiego czasu na pokonanie poziomu 3,75 i dojście do 3,70. To może zająć kilka tygodni" - dodał.

Według Gajewskiego, rynek ze spokojem czeka na środowe dane o inflacji w styczniu i nie powinny one zmienić sytuacji na rynku.

"Rynek przyzwyczaił się już, że inflacja jest niska. Dodatkowo mamy wciąż dobry deficyt na rachunku obrotów bieżących, więc inwestorzy nie mają powodów, dla których mieliby wychodzić z naszego rynku. Jeśli inflacja może zaskoczyć, to tylko na plus" - powiedział.

GUS poda dane o inflacji za styczeń w środę o 16.00; według ankiety PAP, inflacja w styczniu licząc rok do roku wyniosła 0,9 proc. wobec 0,7 proc. w grudniu. Z lutowej ankiety wynika także, że w styczniu ceny w ujęciu miesięcznym wzrosły o 0,26 proc.

Na rynku długu około godziny 16.30 rentowność papierów dwuletnich wynosiła 4,30 proc. wobec 4,33 proc. rano i 4,34 proc. w poniedziałek po południu, pięcioletnich 4,70 proc. wobec odpowiednio 4,73 proc. i 4,79 proc., a dziesięcioletnich 4,85 proc. wobec 4,89 proc. i 4,94 proc.

W środę resort finansów zaoferuje pięcioletnie papiery o wartości 2,4 mld zł. 

Zdaniem analityków, środowy przetarg będzie testem, który pokaże jakie naprawdę jest podejście inwestorów do polskich obligacji. Według nich, popyt na aukcji wyniesie 4-7 mld zł, a średnia rentowność 4,73-4,80 proc.