Marek Belka nie powiedział niczego nowego. Ale o to inwestorom chodziło. Wraca spokój. Co najmniej na kilka tygodni.
Na rynkach finansowych ostatnio dominowała niepewność. Chodziło o oświadczenie premiera Marka Belki, które ostatecznie padło wczoraj w Fundacji Batorego. Część obserwatorów spodziewała się, iż premier ogłosi natychmiastową dymisję. Koniec misji — choć niejednoznacznie — premier zapowiedział, lecz na początek maja. Przedstawił też swój kalendarz polityczny.
Aby do maja
— Zrobię wszystko, by 5 maja Sejm zdecydował o samorozwiązaniu. Cokolwiek by się stało 5 maja, obojętne, czy Sejm postanowi tak czy inaczej, ja uznam, że misja mojego rządu będzie wypełniona. I także 5 maja, cokolwiek by się stało w Sejmie, będzie to początek kampanii wyborczej. I ja wtedy podejmę decyzję co do swojej przynależności politycznej, przyszłości politycznej — powiedział premier, odnosząc się do spekulacji na temat jego ewentualnego przejścia do tworzącej się Partii Demokratycznej.
Zdaniem premiera, wybory parlamentarne odbędą się 19 czerwca, a wybory prezydenckie 26 czerwca.
— Właśnie wtedy powinno odbyć się referendum w sprawie traktatu konstytucyjnego — powiedział Marek Belka.
Dwa miesiące komfortu
Co to oznacza dla rynku?
— Spokój do 5 maja — odpowiada Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO.
Jego zdaniem, wczorajsze wystąpienie premiera ucięło spekulacje o wcześniejszej dymisji rządu i odsunęło widmo przedwyborczej politycznej szarpaniny.
Na uspokojenie rynku nie trzeba było długo czekać. Już podczas sejmowego wystąpienia, w trakcie którego premier odpierał ataki wzywającej go do dymisji opozycji, złoty zaczął się umacniać. Po przedstawieniu kalendarza politycznego złoty umocnił się jeszcze bardziej — o około 1 proc. Inwestorzy zaczęli też kupować obligacje, co skutkowało wzrostem rentowności o 5-10 pkt bazowych.
Na nastroje inwestorów korzystny wpływ miały także deklaracje liderów SLD i SdPl. Zarówno Józef Oleksy, jak i Marek Borowski zapowiedzieli wczoraj, że nie wycofają poparcia dla rządu.
Dyktat sondaży
Ekonomiści prognozują, że teraz na rynek wróci spokój.
— Złoty będzie silny. Nie ma powodu, by wyprzedawać polskie aktywa — przewiduje Jacek Wiśniewski, ekonomista Pekao.
Jednak taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie.
— Osłabienie nastrojów nastąpi zapewne tuż przed wyborami, w miarę publikowania kolejnych sondaży. To z nich rynek będzie odczytywał kształt nowego porządku na scenie politycznej — uważa Łukasz Tarnawa.
Jego zdaniem, euro i dolar mogą wtedy zdrożeć nawet o 20 groszy.
— Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by mogło dojść do eksplozji niezadowolenia społecznego, która skutkowałaby wyborem ugrupowań populistycznych na taką skalę, by samodzielnie mogły utworzyć koalicję — dodaje ekonomista PKO.
Mogłoby to bowiem wprowadzić na rynek bardzo niezdrową atmosferę, która przestraszyłaby inwestorów.