Co jest ważniejsze, prognozowanie kierunku ruchu indeksu giełdowego, czy wyszukiwanie konkretnych akcji do portfela? Czy więcej uwagi i energii powinniśmy poświęcać rynkowi reprezentowanemu przez indeks, czy też powinniśmy skupić się na konkretnych spółkach, badając możliwości wzrostu zysków w nadchodzących latach. Problem może wydawać się trudny do rozwiązania, ale jeśli zastanowimy się nad nim głębiej, to odpowiedź pojawi się sama.
Zastanówmy się przez chwilę teoretycznie nad tym, co by się stało, gdybyśmy dzisiaj wiedzieli ze 100-proc. pewnością, jaka będzie wartość indeksu giełdowego np. za cztery lata. Przyjmijmy również, że byłaby to wartość 150 proc. większa niż w dniu dzisiejszym. Pamiętajmy, że mówimy cały czas tylko i wyłącznie o inwestowaniu w akcje. Nie interesują nas ani instrumenty pochodne, ani obligacje, ani lokaty bankowe. Nawet przy takich założeniach przyzwoity wynik z inwestycji nie jest pewny. Klucz do sukcesu tkwi we właściwym doborze spółek do portfela akcji. Największe obecnie spółki, czyli tzw. blue chips, wcale nie gwarantują sukcesu.
Dokonując selekcji poszczególnych spółek, gdy w grę wchodzi czteroletni horyzont inwestycyjny, trzeba skupić się głównie na fundamentach i to bardzo skrupulatnie je badając pod kątem branży, jakości zarządzania, konkurencji, jak również innych czynników mających bezpośredni i pośredni wpływ na działalność spółki. Nie wiadomo, czy każda z branych pod uwagę spółek przetrzyma na przykład półtoraroczny okres recesji, jeśli taka się pojawi w najbliższych czterech latach. Spodziewany wzrost indeksu o 150 proc. nie oznacza wcale, że czekają nas lata prosperity. W międzyczasie rynek może doświadczyć silnego spadku rzędu 30, 40, a nawet 50 proc. W tym przypadku analiza techniczna nie zda się na wiele.
Warto przedstawić kilka przykładów polskich spółek, które są dowodem na to, jak ważna jest odpowiednia i przemyślana selekcja firm. Spółki takie jak Agros, Elektrim, Elektrobudowa, Mostostal Export, Netia, Optimus, Rafako, Stalexport i Żywiec stanowiły niegdyś istotną część rynku. Warto przyjrzeć się wykresom tych spółek za ostatnie pięć lub sześć lat. Czy ktoś mógł przypuszczać, że tak wielka niegdyś spółka jak Stal- export może się tak stoczyć? Przed kilkoma laty Agros był na ustach niemal wszystkich analityków. Dziś nikt o tej spółce nie pamięta. Przed czterema laty nikt nawet nie myślał, że Optimus może podzielić się na dwie firmy. Dziś jest to już fakt. Nie pamiętam, by analitycy przewidywali kilka lat temu, że Żywiec będzie tracił udział w rynku piwa w takim tempie jak dziś. Prognozy mówiły o nieustannym wzroście. Nikt też nie spodziewał się, że inwestycja w tak dochodowy biznes jak telekomunikacja może przysporzyć ogromnych kłopotów, na co wskazuje przykład Netii.
Widać więc, że nawet największe i najmocniejsze spółki mogą popaść w poważne kłopoty finansowe. Dotyczy to również takich gigantów, jak TP SA, PKN, Pekao i KGHM. W gospodarce rynkowej nie ma świętych krów. Za przykład niech posłuży spółka z USA o nazwie Enron (największy dostawca energii na tamtejszym rynku), która obecnie ma bardzo poważne problemy finansowe. O Daewoo nawet nie wspominam, bo wszyscy wiedzą, co się stało z tym gigantem. Dlatego warto śledzić uważnie poczynania zarządów spółek pod kątem wydawania pieniędzy i zarządzania ryzykiem walutowym i kredytowym.
Na koniec ciekawostka z ostatnich z dni: w Wielkiej Brytanii coraz mniej gospodarstw domowych używa Internetu. Na razie analitycy nie potrafią wyjaśnić tego zjawiska. Czy ktoś z nas przypuszczał, że dojdzie do tego tak szybko?