Na rynku pracy zapanowało przedwiośnie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-03-06 00:00

Odsetek pracodawców, którzy będą tworzyć miejsca pracy, jest wreszcie wyższy niż tych, którzy chcą je likwidować.

Twarde dane makroekonomiczne nie pozostawiają złudzeń — na polskim rynku pracy jest źle. Bezrobocie rośnie coraz szybciej (już w tempie ponad 8 proc. rocznie), a miejsc pracy w sektorze przedsiębiorstw ubywa. Pojawiają się jednak przebłyski nadziei, że najgorsze mamy za sobą i rynek pracy w Polsce wychodzi na prostą. Jak wynika z najnowszej edycji cokwartalnego badania firmy Randstad, przedsiębiorcy wreszcie przestają zwalniać pracowników, a zaczynają przyjmować nowych.

Nadchodzi spokój

Według sondażu, 19 proc. pracodawców w Polsce deklaruje, że w ciągu sześciu miesięcy zwiększy zatrudnienie.

Tymczasem redukować zatrudnienie planuje już tylko 15 proc. Przewaga pierwszej grupy nad drugą to znakomita wiadomość. Kwartał wcześniej relacja była dokładnie odwrotna — tworzyć miejsca pracy chciało 15 proc. pracodawców, a likwidować je 19 proc.

— Widać poprawę nastrojów wśród polskich pracodawców. Nie należy oczekiwać mocnego wzrostu zatrudnienia, ale najważniejsze, że sytuacja na rynku pracy przestała się pogarszać — mówi Agnieszka Bulik, wiceprezes firmy Randstad. Na prawdziwe ożywienie na rynku pracy prawdopodobnie trzeba będzie poczekać, dopóki na dobre nie rozruszają się polski przemysł i eksport. Jednak nawet stabilizacja jest w obecnej sytuacji dobrą wiadomością.

— Można uznać, że mamy do czynienia ze stagnacją. Zdecydowana większość firm nie chce ani zwiększać zatrudnienia, ani go zmniejszać. Aż 61 proc. zamierza utrzymać sytuację kadrową na obecnym poziomie — mówi Agnieszka Bulik.

Pracodawcy stabilizują też wynagrodzenia. Podnosić pensje w ciągu sześciu miesięcy planuje 11 proc. ankietowanych firm, a obniżać je chce 5 proc. Pozostawić wynagrodzenia na obecnym poziomie zamierza 80 proc. pracodawców.

— Prawie połowa pracodawców deklaruje, że odczuwa presję płacową ze strony pracowników. Jednak widać, że firmy rzadko ulegają tej presji. Niewielu pracodawców daje podwyżki, a w dodatku są to często podwyżki jedynie do wysokości wskaźnika inflacji — mówi Agnieszka Bulik.

Dobry kierunek

Wyniki badań Randstada są zbieżne z prognozami części ekonomistów. Twierdzą, że zbliża się długo wyczekiwana poprawa na rynku pracy. Według Piotra Bujaka, głównego ekonomisty banku Nordea, przesilenie to kwestia najbliższych miesięcy.

— Szacujemy, że nasz wzrost gospodarczy dotyka właśnie dna w obecnym cyklu gospodarczym, czyli w kolejnych kwartałach dynamika PKB powinna nieznacznie przyspieszać. Rynek pracy jest zwykle w tym procesie opóźniony o kilka miesięcy, dlatego szacujemy, że w połowie roku dynamika zatrudnienia powinna przestać się obniżać, a pod koniec roku miejsc pracy powinno nawetzacząć przybywać — mówi Piotr Bujak.

Jego zdaniem, na koniec roku bezrobocie w Polsce wyniesie 13,8-14 proc. (wobec 13,4 proc. na koniec 2012 r.), a rok później obniży się do 13,4 proc. Nieco mniejszym optymistą jest Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego. Jego zdaniem, stopa bezrobocia w tym roku podniesie się do 14,7 proc., a w 2014 r. spadnie do 14,5 proc.

— Rzeczywiście, w najbliższych kwartałach sytuacja na rynku pracy powinna się ustabilizować, tzn. zatrudnienie powinno przestać spadać. Sądzę jednak, że w perspektywie dwóch lat nie zobaczymy wyraźnego ożywienia. Żeby miejsc pracy w Polsce przybywało, wzrost gospodarczy musiałby przekroczyć 3 proc., a tego do 2014 r. raczej nie zobaczymy — uważa Grzegorz Ogonek.