Sejmowa komisja w nocy ze środy na czwartek siedziała nad nią do godziny 1:30, ale pat się tylko zabetonował. PiS miało w komisji większość i wszystkie poprawki opozycji posłało do kosza. Ale Zbigniew Ziobro niezmiennie potwierdza, że jego Solidarna Polska (czyli 19 posłów) ustawy w finalnym głosowaniu nie poprze, zatem premier Mateusz Morawiecki musi liczyć na opozycję. Nie jest jednak jasna postawa ziobrystów wobec konkretnych opozycyjnych poprawek – w głosowaniach cząstkowych mogą jednak PiS wesprzeć, a woltę wykonać na końcu. Taka rozgrywka tylko z pozoru wygląda na absurdalną.
Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym raczej zostanie przez Sejm uchwalona. Konieczność uzyskania wreszcie przez Polskę pomocowych pieniędzy uznaje nie tylko PiS, lecz zdecydowana większość opozycji. Ale naprawdę nikt nie wie, w jakim kształcie. Wyjście wersji z Sejmu na pewno drogi legislacyjnej nie zakończy, Senat oczywiście wprowadzi wszystkie odrzucone poprawki sejmowej opozycji, zaś przywrócenie przez PiS własnej wersji większością bezwzględną tym razem nie będzie możliwe, jeśli oczywiście Zbigniew Ziobro zachowa się konsekwentnie. W każdym razie nocne obrady sejmowej komisji potwierdziły, że pomysł przekazania odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów – których ewentualne przewiny z definicji dotyczą przecież obszaru prawa karnego – do Naczelnego Sądu Administracyjnego to jednak absurd, gwałcący kanony teorii państwa i prawa.

