Na surowcach znowu bessa

Złoto, ropa i miedź już nie pociągają inwestorów. Przyczyny to m.in. większa podaż i mniejszy zapał banków centralnych do drukowania pieniądza

W ubiegłym tygodniu notowania ropy brent spadły o 7,4 proc., miedź potaniała o 3,5 proc., a złoto zanotowało 3,7-procentową przecenę. To „zasługa” amerykańskiej Rezerwy Federalnej, której zapowiedzi z ostatniego posiedzenia rozczarowały inwestorów. Fed z jednej strony nie zdecydował się na tzw. QE3 (czyli trzeci etap programu skupu obligacji za nowo wydrukowaną gotówkę), z drugiej obniżył tegoroczne prognozy dla największej gospodarki świata.

Zobacz także

Fed nie rozpieszcza

W rezultacie kolejna fala przeceny sprowadziła notowania surowców już o ponad 20 proc. poniżej lutowych szczytów. To próg o symbolicznym znaczeniu dla wielu inwestorów. Jego przekroczenie oznacza, że na rynku zagościła już druga bessa w ciągu ostatniego roku. Po wielkiej surowcowej hossie lat 2009-11 pozostało już tylko mgliste wspomnienie.

— Trudno znaleźć obecnie bezpieczny surowiec — przyznaje Paweł Kordala, analityk X-Trade Brokers. Jak podkreśla, zawód spowodowany zaledwie przedłużeniem przez Fed operacji Twist jest tym większy, że nawet największe banki inwestycyjne spodziewały się zapowiedzi uruchomienia kolejnej rundy QE. Operacja Twist wspiera amerykańską gospodarkę, jednak nie napędza korzystnej dla surowców inflacji. Ilość dolarów w obiegu nie zmienia się, bo skupowi obligacji długoterminowych towarzyszy sprzedaż papierów krótkoterminowych. To oznacza, że gotówki na zakupy surowców nie przybędzie.

Gospodarka kuleje

Bolesne spadki jeszcze bardziej pogłębiły niekorzystne sygnały z gospodarki. Fed obniżył prognozę tegorocznego wzrostu w USA o 0,5 pkt proc., do zaledwie 1,9-2,4 proc. Słabe są nastroje konsumentów zza oceanu. Tych, którzy w czerwcu dostrzegali poprawę sytuacji gospodarczej, było najmniej od pięciu miesięcy. Dalekie od optymistycznych były ubiegłotygodniowe dane o koniunkturze w przemyśle głównych gospodarek świata. Słabiej od prognoz rozwija się Ameryka, a jeszcze bardziej niepokoi spowolnienie trwające w Europie i Chinach. Właśnie Państwo Środka, będące największym konsumentem m.in. miedzi, gumy i szeroko pojętej energii, to klucz do rozwoju sytuacji na rynkach surowcowych.

— Problemy odpowiadającego za 14 proc. chińskiego PKB rynku nieruchomości budzą obawy o twarde lądowanie gospodarki Państwa Środka. Tymczasem władze w Pekinie wciąż nie zapowiedziały nowego pakietu stymulacyjnego. Otuchy dodaje fakt, że łagodzenie polityki rozpoczął bank centralny — wylicza Paweł Kordala.

Nietrafione prognozy

Słabość popytu kontrastuje z prężącą muskuły podażą. Zwiększenie mocy wytwórczych to spóźniona odpowiedź producentów towarów na utrzymujące się w ostatnich latach wysokie ceny surowców.

— To zwiększa presję na ich ceny. W największym stopniu dotyczy to rynku ropy. Arabia Saudyjska, największy producent surowca, swoimi działaniami skutecznie sprowadziła ceny ropy w dół — ocenia Paweł Kordala. Właśnie czarne złoto stało się czerwoną latarnią wśród towarów. Jeszcze na początku roku wielu ekspertów na poważnie zapowiadało skok notowań czarnego złota do 150, a nawet 200 USD za baryłkę. Przyczyna była jedna — obawy przed atakiem krajów zachodnich na Iran, który nie chciał zrezygnować z atomowych ambicji. To groziło zablokowaniem przez ajatollahów cieśniny Ormuz, przez którą transportuje się aż 20 proc. wydobywanego na świecie surowca.

To już niemal prehistoria. W piątek cena baryłki gatunku brent spadła nawet przejściowo poniżej 90 USD. To najniższy poziom od półtora roku. W rynku czarnego złota jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy rynków surowcowych.

Ropy jest za dużo

— Zapasy ropy są ogromne, w Europie trwa kryzys, a światowa gospodarka spowalnia — wyliczał w rozmowie z agencją Bloomberg Phil Streible, makler surowców w biurze RJO Futures.

Jak podał w ubiegłym tygodniu amerykański departament energii, zapasy w zużywających najwięcej surowca Stanach Zjednoczonych wzrosły najwyżej od 1990 r. Wszystko dzięki płynącej za oceanem szerokim strumieniem ropie ze skalnych łupków. Niższe ceny surowca w USA przekładają się na tańsze paliwa w innych częściach globu. Choć ropa wciąż jest tańsza za oceanem, to jednak różnica w cenach baryłki gatunku brent i amerykańskiej odmiany WTI spadła najniżej od stycznia. Jak prognozuje amerykańska administracja, krajowy popyt na ropę spadnie drugi rok z rzędu. W Europie spadki zużycia ropy mogą potrwać nawet do końca 2013 r. Szanse na to, że wyrwę w popycie zapełnią Chiny, również nie są duże.

— Na horyzoncie nie widać żadnego czynnika, który przyniósłby przełom na rynku. Wszyscy wiedzą, że popyt pozostanie słaby, a zapasów surowca jest pod dostatkiem — twierdzi Rich Ilczyszyn, założyciel amerykańskiej firmy brokerskiej Iltrader.com.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Na surowcach znowu bessa