Na tle rynków światowych GPW nadal wygląda dobrze

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-03-25 00:00

W USA wczoraj po raz kolejny polowano na odbicie. Po wtorkowej bardzo nieudanej próbie wzrostu do ostatniej godziny nie było widać żadnego strachu. Dopóki taki strach się nie pojawi, trudno będzie mówić o znalezieniu twardego dna. Na rynek docierały dobre informacje, ale popyt był hamowany przez obawy przed zamachami terrorystycznymi.

Dane makro były niejednoznaczne. Zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły bardziej niż prognozowano, ale po odjęciu środków transportu spadły. Wzrost zamówień wynikał przede wszystkim z większych zamówień w przemyśle lotniczym, a to nie mówi nic o konsumencie amerykańskim. Za to sprzedaż nowych domów znowu mocno wzrosła, co oznacza, że zwiększą się zamówienia w przemyśle — te domy trzeba będzie urządzić. Nic dziwnego, że rosły kursy sieci sprzedaży detalicznej, szczególnie że na rynek trafiła rekomendacja CSFB podnosząca rating kilku spółkom z sektora. Mocno rósł indeks sektora producentów półprzewodników po tym jak firma Gartner przedstawiła prognozę, według której światowa sprzedaż półprzewodników może w tym roku wzrosnąć o 30 proc. Rósł nawet kurs Microsoftu pomimo gigantycznej grzywny, którą wymierzyła mu Unia Europejska.

Informacje były bardzo dobre, a zachowanie rynku słabe. Nadal panuje strach przed ciemnością, a poza tym inwestorzy nie bardzo wiedzą, czy naprawdę muszą już kupować akcje. Zanim zobaczymy solidne dno, bez paniki na tym rynku się nie obejdzie.

Dziś będziemy mieli nieco więcej wydarzeń. Rano podają wyniki ważne spółki europejskie, ale nie to będzie najistotniejsze. Dane o wzroście PKB w USA w IV kwartale nie powinny mieć wpływu na rynek. Nie powinny znacznie różnić się od poprzednich przybliżeń. Zmiany na rynku pracy ostatnio też na rynek niemal nie działają, ale mogą przechylić szalę. Wydaje się, że najważniejsze będzie, co powie Nokia o wykonaniu planów pierwszego kwartału i o prognozach na przyszłość. Jakiś wpływ może też mieć wystąpienie Alana Greenspana, szefa Fed, ale nie bardzo wiem, czym mógłby rynek zaskoczyć. Występował ostatnio tak często, że już chyba wszyscy wiedzą, co ma do powiedzenia.

U nas po wtorkowej sesji większość inwestorów oczekiwała szybkiego powrotu nad linię trendu wzrostowego, zanegowania sygnału sprzedaży i przedłużenia hossy. Sprzyjało temu scenariuszowi neutralne zachowanie rynków Eurolandu na początku sesji. Jednak sytuacja techniczna była i jest bardzo niewyraźna. Indeks cenowy prawie wrócił pod linię szyi podwójnego szczytu, a oscylatory CCI zbliżają się do linii „0”.

Wystarczy jeden mocny wzrost, by zanegować sygnał sprzedaży, ale jeden mocny ruch do dołu, by go wzmocnić. Atmosfera na świecie zdecydowanie nie zachęca do kupna akcji — nie ma przecież możliwości ciągłej gry „pod prąd”. Jednak rynek zachowywał się nieźle. Przed „sprawą Microsoftu” poszerzał się, a popyt był bardzo duży. To nie było normalne zachowanie rynku. Jeśli doda się do niepokoju na giełdach nasze problemy polityczne, to widać dużą zagraniczną spekulację, która na nic nie zważa i realizuje swoje cele bez względu na to, co dzieje się na świecie.

Nadal uważam, że można by kupować akcje wtedy, gdyby WIG-20 pokonał opór na 1767 pkt, a indeks cenowy wrócił nad linię szyi podwójnego szczytu. Jeśli się nie jest zarządzającym funduszu, to wyprzedzanie rynku nie ma sensu, bo można się bardzo nabrać. Skoro mieliśmy przełamanie linii trendu, to nawet słaba korekta powinna się składać z trzech elementów: spadek — wzrost — spadek i dopiero potem może rozpocząć się nowy trend wzrostowy.