Amerykańskie rynki akcji zakończyły zwyżką indeksów pierwszy wzrostowy tydzień po czterech spadkowych. Wydarzeniem dnia było wystąpienie szefa Fed Bena Bernanke na konferencji bankierów centralnych w Jackson Hole. Początkowa reakcja była negatywna, bo nie doszło do oczekiwanej zapowiedzi kolejnej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej. Dow Jones zaliczył wówczas największą dzienną stratę, wynoszącą 220 pkt (na zamknięciu rósł o 134 pkt). Potem nastąpiło odbicie w górę, bo zwyciężyła pozytywna interpretacja wystąpienia szefa Fed, według której wydłużenie wrześniowego posiedzenia FOMC oznacza, iż „do czegoś” wówczas dojdzie. Pojawiły się także głosy, że brak QE3 oznacza iż w gospodarce nie jest tak źle. Z drugiej strony, Goldman Sachs przekonuje swoich klientów, że QE3 nastąpi, ale pod koniec roku lub na początku przyszłego, choć nie wiadomo jeszcze, jaką formę przybierze.
Największym popytem cieszyły się akcje spółek z segmentów IT (2,3 proc.),
konsumpcyjnych dóbr dyskrecjonalnych (2,1 proc.), materiałowych (2,0 proc.) i
przemysłowych (1,9 proc.), co potwierdzałoby iż rynek wierzy w poprawę sytuacji
gospodarczej (choć przed sesją dowiedział się iż wzrost PKB USA w II kwartale
był niższy niż pierwotnie szacowano). Najsłabiej przez całą sesję wyglądały
spółki segmentów „defensywnych”, popularnych w okresach dekoniunktury, czyli
dóbr konsumpcyjnych codziennego użytku (0,7 proc.), usług telekomunikacyjnych
(0,16 proc.) oraz użyteczności publicznej (-0,1 proc.). Wzrostem kursu kończyło
dzień 90-95 proc. spółek wchodzących w skład trzech głównych indeksów.
Najmocniej drożejącą spółką z S&P500 był Tiffany & Co. Dystrybutor
biżuterii zachęcił do kupowania swoich akcji podwyższając prognozę rocznych
wyników. Najmocniej drożejącym blue chipem był Boeing, który w piątek
poinformował o uzyskaniu certyfikatów przez Dreamlinera 787, co otwiera drogę do
rozpoczęcia dostaw, opóźnionych o ok. trzy lata. Pierwsza nastąpi już 26
września.