Klienci funduszy akcyjnych będą musieli poczekać na powtórkę okazałych zysków z ubiegłego miesiąca. Większość zarządzających ankietowanych przez „PB” uważa, że nie nadszedł jeszcze czas zapowiadanej hossy. Mediana prognoz dla WIG na koniec czerwca to 47 800 pkt, a więc niemal dokładnie tyle, ile wynosiła wartość indeksu na wczorajszej sesji. Znaleźli się też jednak skrajni pesymiści, którzy uznali, że warszawskiej giełdzie należy się niewielka korekta.

— Największe zwyżki na GPW nastąpiły w dniach, kiedy USA i Londyn świętowały. Oznacza to, że indeksy rosły pod nieobecność zagranicznych graczy, czyli wyłącznie dzięki krajowym inwestorom, którzy uznali, że jest tanio i nie ma presji podażowej ze strony zagranicy. Zwyżki te dziwią, biorąc pod uwagę, że na zachodnich rynkach trwa korekta — zauważa Jarosław Niedzielewski, zarządzający z Investors TFI.
Jego zdaniem, WIG może być silniejszy od zagranicznych indeksów jeszcze co najwyżej tydzień-dwa.
— Zagrożeniem, o którym inwestorzy zdają się zapominać, pozostaje sprawa OFE. Nie widać też poprawy w gospodarce. Dlatego na prawdziwe zwyżki będziemy musieli jeszcze trochę poczekać — mówi Jarosław Niedzielewski.
Podobnego zdania jest Andrzej Lis z Noble Funds TFI, który uważa, że majowe zwyżki były wyrazem nadmiernego optymizmu graczy.
— Dobra passa to rezultat przede wszystkim luki w wycenach w stosunku do giełd zagranicznych. Na początku roku było też sporo ofert pierwotnych, które zabrały trochę pieniędzy z lokalnego rynku. Inwestorzy uznali również, że problem z OFE nie jest aż tak poważny, jak się początkowo wydawało. Teraz jednak potrzeba twardych danych ze spółek i gospodarki, aby indeksy dalej rosły — dodaje Andrzej Lis. Wśród zarządzających znalazło się też kilku optymistów, którzy uważają, że WIG na koniec czerwca wzrośnie o 5 proc.
— Na koniec miesiąca indeks szerokiego rynku będzie na poziomie 50 000 pkt. Sprzyjać będą niskie stopy procentowe, już widoczny przepływ pieniędzyz depozytów na GPW, powrót inwestorów zagranicznych i wyraźny spadek awersji do ryzyka — mówi Marek Buczak z Quercus TFI. Na zagranicznych graczy liczy także Andrzej Domański z Noble Funds i Adam Łukojć ze Skarbca TFI. Największą nadzieję budzi częściowy przepływ kapitału z tureckiej giełdy, która znalazła się pod presją wystraszonych antyrządowymi zamieszkami inwestorów.
— Zbliża się również czas dywidend, a to ważny argument dla inwestorów, szczególnie przy rosnących rentownościach papierów skarbowych. Po drugie, w najbliższych dniach rostrzygnie się sprawa z OFE i wbrew pozorom każde rozwiązanie, jakie by nie było, pozytywnie wpłynie na giełdę, ponieważ zdejmie to ryzyko. Od miesiąca obserwujemy także napływy do funduszy akcji, które sprzyjają zwyżkom giełdowym — tłumaczy Adam Łukojć.