Na Wschodzie krach

Agata Hernik
04-12-2008, 00:00

Jeszcze kilka miesięcy temu donosiliśmy o kilometrowych zatorach na wschodniej granicy. Dziś przejścia te świecą pustkami.

Załamał się handel, a wraz z nim transport. Przewoźnicy już to odczuwają

Jeszcze kilka miesięcy temu donosiliśmy o kilometrowych zatorach na wschodniej granicy. Dziś przejścia te świecą pustkami.

Kolejne firmy spedycyjne rezygnują z przewozów między Polską a Rosją, Białorusią, Ukrainą i Kazachstanem. Z dużych graczy na placu boju pozostali Raben i Schenker. Inni zawiesili działalność, widząc że interes staje się nierentowny. W gorszej sytuacji są małe firmy transportowe, które na kursach za wschodnią granicę opierają swój byt.

Kawał tortu

— Na początku 2008 r. 12 tys. ze 120 tys. samochodów ciężarowych należących do polskich przewoźników jeździło do Rosji, Kazachstanu, na Białoruś i Ukrainę. Skala problemu jest więc bardzo duża — podkreśla Janusz Piechociński, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Infrastruktury.

Większość z nich obsługuje trasy do i z Rosji. Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce szacuje, że nawet 80 proc. Każda perturbacja na tamtejszym rynku mocno uderza w przewoźników. Problemów ostatnio nie brakowało, więc i na ich skutki nie trzeba było długo czekać.

— Pierwsze oznaki spadku dynamiki przewozów za wschodnią granicę dostrzegliśmy jakiś miesiąc temu. Ten spadek można oszacować na 40 proc. albo i więcej. Trudno dokładnie stwierdzić, ponieważ brakuje narzędzi, dzięki którym można by to precyzyjnie wyliczyć. Naszą wiedzę opieramy głównie na rozmowach z przewoźnikami i na ich doświadczeniach — mówi Jan Buczek.

W czym problem?

Dotychczas wskaźniki ekonomiczne były optymistyczne, wymiana międzynarodowa rosła. Według danych zebranych przez Główny Urząd Statystyczny w zeszłym roku import z Rosji osiągnął wartość 39,79 mld zł, a eksport 17,85 mld zł. Dla Ukrainy było to odpowiednio 4,71 i 15,30 mld zł. Jest jeszcze za wcześnie, aby nowa sytuacja znalazła odbicie w danych statystycznych, ale przewoźnicy ufają temu, co widzą na własne oczy. Odpowiedzialnością za sytuację na wschodniej granicy należy obarczyć kryzys gospodarczy.

— W ostatnim okresie w Rosji realizowano dużo inwestycji zagranicznych, na których polscy przewoźnicy też mogli zarabiać — na przykład dostarczając materiały budowlane. Kiedy przyszła recesja i panika na giełdach, tempo inwestycji znacznie spadło — tłumaczy Jan Buczek.

Pikują ceny ropy i gazu, czyli głównych rosyjskich produktów eksportowych, co bardzo uderzyło w tamtejszą gospodarkę. Wciąż spada wartość wymiany między Rosją a Unią Europejską. Dla polskich przewoźników oznacza to znaczne skurczenie się liczby ładunków do przewiezienia.

Walka o byt

— Nadchodzący rok będzie dramatyczny dla przewoźników. Można powiedzieć, że uderzy w nich tajfun kryzysu — przewiduje Janusz Piechociński.

Szczególnie odczują go małe firmy transportowe z pasa wschodnich województw. Poseł Piechociński oblicza, że już teraz ich potencjał jest niewykorzystany w 20-30 proc. Potwierdzają to przedsiębiorcy.

— Zupełna tragedia! W cenach jeszcze nie widać różnicy, bo rekompensuje je na razie kurs waluty, ale zamówień prawie nie ma. Ja sam niczego nie importuję ani nie eksportuję, ale oferuję swoje usługi firmom, które to robią, więc jeśli one wpadną w tarapaty, to ja też — mówi Mariusz Wachulik, właściciel MW Trans, firmy zajmującej się transportem chłodniczym do Rosji i na Białoruś.

Nawet jeżeli pojawi się jakieś zamówienie, to jego realizacja będzie w obecnych warunkach dla przewoźnika skrajnie nierentowna. Wahające się ceny paliw i wojny cenowe między firmami transportowymi sprawiły, że do przewozów trzeba dokładać z własnej kieszeni.

— Od dawna ostrzegamy rząd, że konkurencyjność polskich firm transportowych maleje. Opieraliśmy prognozy na konkretnych obserwacjach i wskaźnikach, ale nikt nas nie chciał wysłuchać — mówi Jan Buczek.

Zleceniodawcy firm transportowych raczej nie wykażą zrozumienia dla rosnących cen. W sumie:

— Dziś nie może być mowy o żadnym rozwoju. Przewoźnicy walczą o przetrwanie — podkreśla Jan Buczek.

Zdrożeją przewozy i towary

Należy się spodziewać wzrostu cen przewozów do i z państw za wschodnią granicą strefy Schengen. Jeżeli sytuacja się nie polepszy, a to nie nastąpi, bo musiałby się najpierw skończyć kryzys, najsłabsi gracze na rynku szybko się wykruszą. Polskie firmy transportowe mogą zostać zastąpione przez rosyjskie albo litewskie. Ceny wzrosną. Z czasem stanie się to odczuwalne dla wszystkich konsumentów, bo zwiększone koszty transportu przełożą się na ceny towarów w sklepach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Hernik

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Motoryzacja / Na Wschodzie krach