Na wsi dawno nie było tak źle

Bartek Godusławski
opublikowano: 2015-03-27 00:00

Nastroje rolników są najgorsze od dwóch i pół roku. Ten stan się nie zmieni, dopóki nie odbiją ceny produktów rolnych, a to nie nastąpi szybko

GUS zbadał pod koniec ubiegłego roku, co rolnicy sądzą o swojej sytuacji. Obraz, jaki wyłania się z badania, mówiąc delikatnie, nie jest namalowany w najjaśniejszych barwach — tak negatywnych ocen nie było od połowy 2012 r. W ocenie rolników, źle było przez całą drugą połowę ubiegłego roku, a bieżąca koniunktura też jest niekorzystna. Negatywne oceny dotyczą ogólnej sytuacji gospodarstw, opłacalności produkcji i popytu na produkty rolne. Pesymizm wyziera też z prognoz na pierwsze półrocze bieżącego roku.

— Wynika to przede wszystkim ze spadku opłacalności produkcji rolnej, w szczególności cen w skupie owoców i warzyw, mleka, rzepaku, a w końcu ubiegłego roku również trzody chlewnej — wylicza Dariusz Winek, główny ekonomista banku BGŻ.

Na Wschodzie bez zmian

Zdaniem ekspertów, tak złe nastroje na wsi to w znacznym stopniu skutek utraty wschodnich rynków. Rosyjskie embargo na artykuły rolno-spożywcze silnie wpłynęło na wytwórców — szczególnie sadowników, branżę mleczarską i mięsną.

— Rolnictwo utraciło duże i chłonne rynki, co przekłada się na spadek sprzedaży i pogorszenie sytuacji finansowej gospodarstw rolnych. Ponieważ nie widać końca konfliktu na Ukrainie, rolnicy obawiają się przedłużania tej sytuacji — uważa prof. Elżbieta Adamowicz z Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH, który od lat bada koniunkturę m.in w branży rolniczej.

Podobnie sytuację ocenia Dariusz Winek. Podkreśla, że obrazu nie zmieniły niskie ceny paliw.

— Choć spadek cen ropy naftowej częściowo łagodził obniżkę opłacalności produkcji, to wciąż trzeba pamiętać o rosyjskim embargu i problemach ze zbytem polskiej żywności na inne rynki eksportowe — mówi ekonomista z BGŻ. Pesymizm wśród gospodarstw rolnych może się utrwalić, jeśli odbicie cen paliw będzie szybsze niż surowców rolnych, a takiego scenariusza nie można wykluczyć.

Światełko w tunelu

Sami rolnicy przyznają, że największymi barierami w ich biznesie były zbyt wysokie ceny środków produkcji i zbyt niskie ceny wytwarzanych produktów rolnych. W ubiegłym roku ceny żywności ogółem obniżyły się o 0,9 proc. r/r, choć jeszcze rok wcześniej wzrosły o ponad 2 proc. Co taniało najbardziej? Cukier — o 28,8 proc. Niższe o 3,6 proc. były ceny warzyw, ryżu — o 3,5 proc., owoców — o 2,8 proc. i mąki — o 2,6 proc. Mniej niż w 2013 r. konsumenci płacili też za mięso — przeciętnie o 1,1 proc. Eksperci podkreślają, że w przypadku części produktów rolnych spadek cen już wyhamował, więc stabilizować się powinna też opłacalność produkcji.

— Są szanse na stabilizację koniunktury. Jednak bez wyraźnego odwrócenia tendencji cenowych trudno liczyć na przełom — uważa Dariusz Winek. Wtóruje mu Elżbieta Adamowicz, która dodatkowo podkreśla, że lepsze nastroje nie pojawią się, jeśli nie skończą się napięcia polityczne za naszą wschodnią granicą.

OKIEM PRODUCENTÓW
Na szybki wzrost cen nie ma co liczyć

ANDRZEJ GANTNER, dyrektor generalny polskiej federacji producentów żywności

Przede wszystkim mamy bardzo dużą nadpodaż żywności, związaną z rosyjskim embargiem, co powoduje, że ceny są bardzo niskie. To zjawisko występuje nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej. Wcześniej, kiedy Rosja nakładała embarga głównie na nasz kraj, mogliśmy sobie pozwolić na szybkie przekierowanie eksportu na rynek unijny, teraz jest to, niestety, niemożliwe. Sytuacja się nieco poprawia, bo producenci szukają nowych rynków zbytu i tam próbują lokować nadwyżki żywności. Jest to jednak proces stopniowy i dość powolny. Na istotny wzrost cen żywności nie ma więc co liczyć — także w kontekście sytuacji na świecie. Duże banki i instytucje finansowe przestały spekulować na rynku surowców rolnych, bo pojawiły się atrakcyjniejsze miejsca do lokowania kapitału, a to doprowadziło do spadku cen i utrzymywania się ich na niskich poziomach.

OKIEM PRODUCENTÓW
Na szybki wzrost cen nie ma co liczyć

ANDRZEJ GANTNER, dyrektor generalny polskiej federacji producentów żywności

Przede wszystkim mamy bardzo dużą nadpodaż żywności, związaną z rosyjskim embargiem, co powoduje, że ceny są bardzo niskie. To zjawisko występuje nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej. Wcześniej, kiedy Rosja nakładała embarga głównie na nasz kraj, mogliśmy sobie pozwolić na szybkie przekierowanie eksportu na rynek unijny, teraz jest to, niestety, niemożliwe. Sytuacja się nieco poprawia, bo producenci szukają nowych rynków zbytu i tam próbują lokować nadwyżki żywności. Jest to jednak proces stopniowy i dość powolny. Na istotny wzrost cen żywności nie ma więc co liczyć — także w kontekście sytuacji na świecie. Duże banki i instytucje finansowe przestały spekulować na rynku surowców rolnych, bo pojawiły się atrakcyjniejsze miejsca do lokowania kapitału, a to doprowadziło do spadku cen i utrzymywania się ich na niskich poziomach.