Na zapaści w budownictwie można zyskać

Agnieszka Zielińska
21-10-2008, 10:56

Kryzys ekonomiczny i rynek mieszkaniowy. Rysują się czarne scenariusze, ale i — o dziwo! — szanse dla pewnej grupy deweloperów i klientów.

Co czeka firmy budowlane i deweloperskie? Kogo będzie stać na zakup mieszkania? Kto najmocniej odczuje skutki wyhamowania koniunktury i zmiany polityki kredytowej banków? Oto kilka syntetycznych prognoz opartych na analizach i eksperckiej znajomości rynku.

Kiedy przyjdzie odbicie

Nie dojdzie do zamrożenia wszystkich inwestycji. Dlaczego? Przygotowanie projektu deweloperskiego w Polsce trwa średnio 1,5 roku. To oznacza, że przedsięwzięcia, które dziś są w fazie projektowania, pozwolenie na budowę zyskają dopiero w 2009 r.

Zanim rozpocznie się budowa, miną kolejne miesiące. Przygotowywane obecnie projekty mieszkaniowe trafią do sprzedaży najwcześniej w 2010 r., czyli wtedy, gdy zdaniem większości ekspertów, kryzys się już zakończy.

Mieszkania, które dziś oferują deweloperzy, do tego czasu znajdą nabywców i nie będzie co kupować. Niska podaż i niezaspokojony popyt (w Polsce brakuje blisko 1, 5 miliona mieszkań) znów będzie silnym bodźcem wzrostu cen.

Wniosek? Rynek będzie inny, normalniejszy i bardziej przewidywalny. Ceny nie będą się wspinać w tak zawrotnym tempie jak dwa lata temu i nawet gdy sprzedaż znów zacznie rosnąć, powtórka z szaleństwa cenowego z 2006 roku nam nie grozi.

Kto ucierpi najbardziej

Słabsi finansowo deweloperzy będą mieli kłopoty, niektórzy zbankrutują. Źle przygotowane i gorzej zlokalizowane projekty nie będą miały szans na osiągnięcie satysfakcjonującej ceny.
Do spektakularnych upadłości dojdzie już na przełomie tego i przyszłego roku.
W praktyce wyglądać to będzie mniej więcej tak: deweloper dostanie od banku coś w rodzaju ultimatum: jeżeli w określonym terminie nie sprzeda mieszkań, to kredytodawca je przejmie.
Podobnie z deweloperami, którzy nie zaczęli budowy, ale kupili na kredyt drogą ziemię. Bankructwa grożą tym spółkom, których jedynym wkładem jest kosztowny grunt.
Kłopoty mogą mieć również deweloperzy budujący mieszkania w segmencie popular- nym, o powierzchni od 55 do 80 mkw. Zaostrzenie polityki kredytowej odbije się na ich klientach. Znaczna część z nich to osoby, które zaciągały kredyt na 100 proc. wartości mieszkania. Teraz mogą mieć problemy z otrzymaniem kredytu.

Co się stanie z cenami

Aby przetrwać, niektórzy deweloperzy będą zmuszeni obniżyć ceny. Zdaniem ekspertów, nie będzie to zwykła korekta, ale spadek nawet średnio o 10 do 15 procent. Dotyczyć to będzie jednak przede wszystkim tzw. mieszkań popularnych, położonych w peryferyjnych lokalizacjach, i pseudoapartamentów, które w rzeczywistości z prawdziwymi apartamentami nie mają nic wspólnego.
W tej grupie inwestorów sprawdzi się zasada: kto pierwszy, ten lepszy.
Ci, którzy jako pierwsi zdecydują się obniżyć ceny, w najgorszym przypadku wyjdą na zero. Kolejni mogą mieć już problemy ze sprzedażą.
W takiej sytuacji znajdą się również deweloperzy oferujący gorsze mieszkania. Pozbawione zieleni i niefunkcjonalne blokowiska, źle rozplanowane lokale nawet po radykalnej obniżce będą trudne do sprzedaży. Pojawią się też okazje: mieszkania w atrakcyjnej lokalizacji sprzedawane taniej z powodu zbyt dużej podaży w najbliższej okolicy.

Kto wyjdzie obronną ręką? Co musi zrobić deweloper? Dowiesz się z wtorkowego "Pulsu Biznesu"! 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Na zapaści w budownictwie można zyskać