Nadal nie ma widoków na liberalizację handlu z UE

Mira Wszelaka
opublikowano: 2001-04-06 00:00

Nadal nie ma widoków na liberalizację handlu z UE

Nie ma szans na szybkie porozumienie między Polską a Unią w sprawie liberalizacji handlu rolnymi artykułami przetworzonymi. Co gorsza, krajowi przesiębiorcy i eksperci są w tej materii podzieleni. Część specjalistów twierdzi, że szybkie uwolnienie rynku może tylko zaszkodzić.

Liberalizacja w handlu rolnymi artykułami przetworzonymi z UE jest jednym z bardziej drażliwych tematów. Rozmowy trwają już ponad rok i na razie nie widać ich finału.

— Do połowy tego roku chcemy przeprowadzić kolejną rundę negocjacji. Nie wiadomo jednak, czy zakończy się ona ustaleniem wspólnego stanowiska — twierdzi Izabella Lewandowska, zastępca dyrektora Departamentu Integracji Europejskiej w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Różnice zdań dotyczą subsydiowania unijnych towarów oraz obciążeń celnych na produkty podstawowe zawarte w towarach przetworzonych.

Otwarcie ň la UE

W rozmowach o liberalizacji Bruksela wyraźnie akcentuje potrzebę szerszego otwarcia polskiego rynku na wyroby alkoholowe oraz wodę mineralną. To właśnie na te produkty — zdaniem Komisji Europejskiej — nasz kraj utrzymuje zbyt wysoką stawkę celną, której z kolei nie ma w państwach „piętnastki”. Z kolei strona polska jest zainteresowana zwiększeniem dostępu do unijnego rynku dla producentów wyrobów czekoladowych, którzy nie mają na nim równych szans.

— Państwa „piętnastki” stosują nie tylko subsydia eksportowe, ale także dopłaty do produkcji mleka, zbóż oraz wyrobów zawierających cukier, co automatycznie podwyższa konkurencyjność unijnych wyrobów — mówi Izabella Lewandowska.

Na razie eksport polskich wyrobów z tej grupy do krajów „piętnastki” odbywa się w zasadzie w ramach kontyngentów. Eksport poza wydzielonymi limitami jest dla krajowych producentów nieopłacalny.

Jaka zwłoka

Co ciekawe, część ekonomistów uważa, że czas działa na korzyść polskich producentów.

— Przedłużające się rozmowy o liberalizacji w handlu artykułami przetworzonymi pozwolą polskim przedsiębiorcom odpowiednio przygotować się, aby sprostać zachodniej konkurencji. Dotyczy to szczególnie jakości i bezpieczeństwa towarów — uważa Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska, profesor katedry integracji europejskiej w Szkole Głównej Handlowej.

Innego zdania jest Krzysztof Pawiński, wiceprezes wadowickiej firmy Maspex. Podkreśla, że branża spożywcza jest zmodernizowana i dobrze przygotowana do sprostania konkurencji również na europejskim rynku. Problem polega jednak na tym, że oprócz ceł „piętnastka” stosuje inne mechanizmy ochronne.

— UE stosuje trzy dodatkowe instrumenty ochrony rynku: opłatę za zawartość cukru w produkcie, białka oraz tzw. podatek agrarny. Jeżeli polscy negocjatorzy ograniczą porozumienie jedynie do zniesienia ceł, to na pewno przegramy walkę o europejski rynek — uważa Krzysztof Pawiński.

Zrównoważenie korzyści

Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska uważa natomiast, że wraz z otwarciem rynku nastąpi szybki wzrost importu, który może okazać się tym bardziej niebezpieczny, że wiele unijnych produktów może być dotowanych.

Izabella Lewandowska zaznacza jednak, że w rozmowach z UE krajowi negocjatorzy dążą do zrównoważenia korzyści. Jak zapewniają przedstawiciele ministerstwa rolnictwa, wynegocjowanie jak najlepszych warunków umowy jest bardzo istotne. To właśnie w tej grupie towarów mamy najbardziej ujemne saldo w handlu z UE.

— Nasz eksport do Unii stanowi około jednej czwartej tego, co kraje „piętnastki” sprzedają w Polsce. Zapewnienia unijnych polityków o otwartości rynków rolnych UE zupełnie nie przystają do stanowiska prezentowanego w negocjacjach — mówił „PB” w styczniu Jerzy Plewa, podsekretarz stanu w resorcie rolnictwa.