Nadchodzi era brata-premiera

Bartosz Krzyżaniak, JK
opublikowano: 10-07-2006, 00:00

Nowy premier budzi obawy o politykę gospodarczą rządu. Jarosław Kaczyński zapewnia inwestorów, że ta się nie zmieni.

Dziś Kazimierz Marcinkiewicz poda rząd do dymisji. Jego następcą jest Jarosław Kaczyński. Podczas sobotniej konferencji prasowej szef PiS podziękował odchodzącemu premierowi, że „zgodził się na podjęcie tych trudnych dla niego decyzji i że podjął się walki o prezydenturę Warszawy”.

— To zwiększa szansę IV Rzeczypospolitej — uznał Jarosław Kaczyński.

Tak będzie lepiej

Kazimierz Marcinkiewicz zapewnił, że nie da się wbić klina między niego a prezesa Kaczyńskiego. Dodał, że polityka wymaga pracy zespołowej dla dobra kraju. Natomiast Jarosław Kaczyński stwierdził, że to naturalna sytuacja, gdy szef rządzącej partii staje na czele rządu. Kilka miesięcy wcześniej miał jednak zupełnie inne zdanie na ten temat. W sobotę przyznał, że nadal istnieje pewne ryzyko związane z tym, że premier i prezydent są braćmi.

— Doszliśmy jednak do wniosku, że wysuwanie innego kandydata będzie wyjściem gorszym niż wysunięcie mnie — wyjaśnił Jarosław Kaczyński.

O nic się nie bójcie

W sobotnim wywiadzie udzielonym TVP1 przyszły premier uspokajał rynki finansowe, że nie powinny obawiać się zmiany polityki gospodarczej rządu. Zapewniał o utrzymaniu 30-miliardowej kotwicy budżetowej i kontynuacji reformy finansów publicznych. Powiedział też, że „całe dzieło zapoczątkowane przez byłą minister finansów Zytę Gilowską” to jedna z najważniejszych spraw dla rządu. Przyszły premier zapowiedział też kontynuację walki z bezrobociem, a także kolejną zmianę na stanowisku ministra finansów. Do momentu zamykania tego numeru „PB” nie ujawnił jednak, kto zastąpi Pawła Wojciechowskiego. Zapewnił tylko, że będzie to osoba z kwalifikacjami, która uspokoi rynek i niczego złego finansom publicznym nie zrobi.

Nie pogada?

Czy Jarosław Kaczyński uspokoił przedsiębiorców i przedstawicieli rynków finansowych?

Reakcję rynków poznamy dzisiaj rano. Ekonomiści spodziewają się, że złoty i obligacje mogą stracić. Podobnie akcje spółek notowanych na GPW.

Przedsiębiorcy mogą się natomiast obawiać, że nowy premier bardziej od wspierania rozwoju gospodarki zainteresuje się szukaniem układów w biznesie, polityce czy w mediach. Sam przyznaje, że dla niego to ważniejsze niż na przykład wysokość podatków.

Katarzyna Urbańska, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, obawia się, że po zmianie premiera może dojść do dalszego osłabienia dialogu rządu z organizacjami przedsiębiorców.

— Za premiera Marcinkiewicza nie wyglądało to najlepiej, trudno się z nim współpracowało. Owszem, spotykał się z nami, obiecywał pewne rozwiązania, ale niewiele z tego wynikało. Władza może się jeszcze bardziej zamknąć na argumenty organizacji pozarządowych. Prawdopodobne jest nawet, że nowy premier w ogóle nie będzie chciał się spotykać ze środowiskami biznesowymi — uważa Katarzyna Urbańska.

Lepper ostrzy zęby

Bez wymiany informacji i opinii pojawia się ryzyko, że rząd zechce realizować koncepcje niekorzystne dla gospodarki.

— Już teraz mamy przykład z nowelizacją ustawy o swobodzie gospodarczej. Strona rządowa na siłę forsuje niektóre rozwiązania wbrew stanowisku przedstawicieli przedsiębiorców — dodaje ekspert PKPP.

Niepewność może też budzić postawa wicepremiera Andrzeja Leppera.

— Jeżeli nie usłyszymy jasnej deklaracji, że nowy premier będzie realizował politykę prospołeczną, to koalicja rządowa stanie pod znakiem zapytania — powiedział szef Samoobrony.

Opozycja odczytuje te słowa jednoznacznie.

— Andrzej Lepper powie teraz, że jeśli chcecie, żebym zaakceptował nowy rząd z Kaczyńskim na czele, to proszę więcej, więcej — uważa Donald Tusk, lider PO.

Sytuację z niespodziewaną zmianą premiera określił jako „kryzys, konflikt, tajemnicę i złą niespodziankę”.

Pożyjemy, zobaczymy

Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego, szefa Centrum im. Adama Smitha (CAS), jest zbyt wcześnie na komentarze — trzeba poczekać aż premier poda się do dymisji, a prezes PiS przedstawi nowy skład rządu i uzyska dla niego wotum zaufania.

— Po tym, co się dzieje w ostatnich miesiącach, widać, że 99 proc. to spekulacje, a 1 proc. to fakty. Gdy osiem miesięcy temu desygnowano Kazimierza Marcinkiewicza na premiera, komentatorzy też łapali się za głowę, pytając: „co teraz będzie?” Powtarzam to, co mówiłem wtedy: pożyjemy, zobaczymy. Dziś okazuje się, że premier był jedyną gwarancją gospodarczego rozsądku rządu. Twierdzę, że rynki przestały się interesować polskimi politykami. Poza spekulantami, bo ci są od tego, by spekulować — mówi Robert Gwiazdowski.

Przyznaje, że nie zna poglądów przyszłego premiera na gospodarkę.

— Nikt ich nie zna. Chcę jednak przypomnieć, że po nominacji premier Marcinkiewicz zmienił swoje poglądy, podobnie jak Zyta Gilowska, gdy została wicepremierem i ministrem finansów. Jeżeli prezes Kaczyński uzna, że może na gospodarce coś zyskać, to na pewno to zrobi — uważa Robert Gwiazdowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak, JK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nadchodzi era brata-premiera