Ceny polis dla firm wzrosną. Mogą być także problemy z uzyskaniem ubezpieczenia

Agnieszka MorawieckaAgnieszka Morawiecka
opublikowano: 2023-06-27 20:00

Reasekuratorzy przykręcają śrubę ubezpieczycielom, którzy muszą podnosić ceny, żeby wyjść na swoje. Brokerzy głowią się, jak wyjaśnić klientom, że będą musieli zapłacić za polisę dużo więcej i... cieszyć się, że w ogóle się ubezpieczyli.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego stawki reasekuratorów poszybowały
  • jakiego wzrostu cen ubezpieczeń należy spodziewać się w tym roku
  • dlaczego brokerzy będą teraz mieli więcej pracy
  • jak zmiany na rynku wpłyną na konsolidację branży brokerskiej w Polsce
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ceny ubezpieczeń dla firm w Polsce rosną już w dwucyfrowym tempie, a będą jeszcze wyższe. Trudniej będzie też ubezpieczyć majątek, bo reasekuratorzy mają mniejszy apetyt na ryzyko i stali się bardziej wybredni. Windują stawki i ograniczają zakres ochrony, bo ubyło im kapitału. To zaś wymusza na ubezpieczycielach podnoszenie cen polis.

- Zdarzają się przypadki, że klient przestaje być atrakcyjny z punktu widzenia ubezpieczyciela. Przez wiele lat dostawał kilka ofert, a teraz dostaje jedną. Ten brak wyboru jest dużym problemem – również mentalnym - i klienta trzeba na to przygotować – mówi Sławomir Kuffel, wiceprezes Mentora.

Reasekuratorzy narzucili bardziej rygorystyczne warunki - zmniejszyli limity i podnieśli stawki o 30-50 proc. Klientom mającym dobre wyniki i długotrwałe relacje z ubezpieczycielami udało się jednak zawrzeć umowy.

Czy to oznacza, że gorsi klienci będą odsyłani z kwitkiem? Zdaniem Marcina Kowalskiego, członka zarządu Polskiego Towarzystwa Reasekuracji, to może się zdarzać. Będzie dochodziło do selekcji już na etapie składania ofert. Część firm będzie musiała zapłacić wyższą stawkę i zaakceptować niższe limity ubezpieczenia.

- Rynek reasekuracyjny borykał się z problemem ogromnej konkurencji przez długie lata. Zawsze był rynkiem kupujących. To, co dzieje się w tym roku, nie ma precedensu - to pierwsza tak drastyczna zmiana podejścia w kwestii cen, pojemności, warunków i zakresu od ponad 30 lat – twierdzi Marcin Kowalski.

Zmiany na światowym rynku reasekuracji mają już wyraźne przełożenie na warunki dyktowane polskim firmom przez krajowych ubezpieczycieli. Nikt nie ma złudzeń: będzie drożej i trudniej. Nie bez powodu raport Howdena, międzynarodowego brokera ubezpieczeniowego i reasekuracyjnego, prezentujący prognozy na 2023 r. ma tytuł „Wielkie przegrupowanie”.

Znikający kapitał

Wstrząsy geopolityczne i makroekonomiczne, a przede wszystkim wysoka inflacja, mocno nadwątliły kapitały reasekuratorów. Swoje dołożył ubiegłoroczny huragan Ian. W efekcie na światowym rynku reasekuracyjnym na koniec grudnia 2022 r. zabrakło ponad 50 mld USD.

– Straty spowodowane przez huragan Ian, który przeszedł nad Florydą w ubiegłym roku, szacowane były na 50-70 mld USD. W dużym uproszczeniu jeden wielki huragan nie został pokryty. To olbrzymie pieniądze, które gdzieś odpłynęły – mówi Dominik Stachiewicz, członek zarządu Howden Donoria.

Z raportu Fitcha wynika, że kapitały własne reasekuratorów zmalały w ciągu roku o prawie 15 proc. — do 355 mld USD w 2022 r. To oznacza, że zmniejszyła się także tzw. pojemność dla ubezpieczycieli, czyli wartość, do której reasekurator przejmuje ryzyko bez negocjacj, w ramach umowy obligatoryjnej.

50 mld USD

Takiej kwoty zabrakło na światowym rynku reasekuracyjnym na koniec 2022 r. z powodu huraganu, który przeszedł nad Florydą.

Naczynia połączone

Reasekuratorzy, ubezpieczyciele, brokerzy i firmy – to system naczyń połączonych. Problemy jednych oznaczają kłopoty dla reszty. Ogromne zmiany na światowym rynku (od 2017 r. globalne stawki reasekuracyjne wzrosły o 160 proc.) zaowocowały dwucyfrowym wzrostem cen dla ubezpieczycieli w Polsce, a ruch w górę dopiero się zaczął. Może być szokowy.

- Pojemność jest nadal dostępna, ale warunki są zupełnie inne niż kilka lat temu. To, co dzieje się na rynku reasekuracyjnym, jest bezprecedensowe. Nie dziwię się, słysząc o trzycyfrowej zwyżce stawek za pojemność reasekuracyjną – mówi Marcin Kowalski.

Podkreśla, że cena to nie wszystko. Reasekuratorzy odsuwają się bowiem od ryzyka, a to oznacza, że większy ciężar spocznie na barkach zakładów ubezpieczeń. Możliwości jego udźwignięcia są jednak ograniczone.

50-70proc.

O tyle mogą realnie wzrosnąć ceny polis dla klientów biznesowych na polskim rynku.

Obrót o 180 stopni

Adam Roman, wiceprezes Ergo Hestii, twierdzi, że reasekuratorzy nie tylko nie chcą brać na siebie większego ryzyka, ale diametralnie zmienili też podejście do oceny poszczególnych branż.

- Parę lat temu pojemność dla projektów offshore, była trudno dostępna. Królowały: przemysł ciężki, aktywa węglowe, energetyka przesyłowa, petrochemia. Rosło cyberryzyko. Ten ówczesny obrazek jednak się zdezaktualizował - dziś sytuacja przedstawia się zupełnie odwrotnie – mówi Adam Roman

Ostatnie trzy, cztery lata przyniosły wzrost cen reasekuracji o 10 proc. w skali roku. Spowodowały to głównie liczne katastrofy i pandemia. Odnawianie umów na początku 2023 r. było jednak - zdaniem wiceprezesa Ergo Hestii - najtrudniejsze w ostatnim dwudziestoleciu. Wzrost stawek sięgnął nawet 40 proc.

- W Ergo Hestii zeszły rok zamknęliśmy wzrostem cen dla klientów o 20 proc., zwłaszcza dla sumy ubezpieczenia powyżej 50 mln zł, a obecnie borykamy się z podwyżkami stawek za reasekurację o 45 -50 proc. Jeśli nie będziemy proporcjonalnie podnosić cen, odbije się to na naszych wynikach. Kiedy jednak próbujemy przesunąć ten koszt w stronę klienta, klient się buntuje, co jest zrozumiałe – mówi Adam Roman.

Przewiduje realny wzrost cen polis o 50-70 proc.

Nadchodzi nieuniknione:
Nadchodzi nieuniknione:
Wzrost cen ubezpieczeń jest nieunikniony. Inaczej - przy obecnej inflacji i wzroście kosztów pojemności o 40 proc. - nie da się utrzymać rentowności - mówi Adam Roman, wiceprezes Ergo Hestii

Składana asekuracja

Klientom trudno pogodzić się z faktem, że sytuacja na rynku reasekuracyjnym i ubezpieczeniowym tak drastycznie się zmieniła. Coraz częściej duże firmy z trudnym ryzykiem będą otrzymywały tylko jedną ofertę z rynku. Nierzadko też będzie się zdarzało, że ryzyko nie zostanie pokryte w 100 proc.

- Jako brokerzy - nie tylko bezpośredni, ale też reasekuracyjni - będziemy poszukiwali nie ubezpieczyciela, ale panelu ubezpieczeniowego w odpowiedni sposób poszatkowanego. Będzie w nim lider, który weźmie na siebie 20-30 proc. ryzyka, koasekuratorzy i reasekuratorzy – mówi Dominik Stachiewicz.

Mariusz Muszyński, prezes PIB Group Poland WDB, podkreśla, że klient musi być świadom, że choć otrzymuje tylko jedną ofertę, składa się na nią kilka zakładów ubezpieczeń, które gwarantują pokrycie. Dlatego potrzebna jest bardzo bliska współpraca brokera z klientem.

Przyznaje, że PIB - jako część dużej grupy pośredników ubezpieczeniowych - jest w komfortowej sytuacji, bo ma zarówno nogę reasekuracyjną w Polsce (niedawno kupiło spółkę ReSolutions, która dołączyła do ECRB), jak też dostęp do reasekuracji przez brokera z grupy w Niemczech lub bezpośrednio w Londynie.

- Staramy się przygotować dla klientów, którzy mają większe ryzyko, alternatywną propozycję bezpośrednio z rynku lokalnego albo pozyskiwać pojemność reasekuracyjną za granicą – mówi Mariusz Muszyński.

Szansa na prestiż

Zdaniem szefa PIB zmiany, które na światowym rynku trwają od kilku lat, a w ubiegłym roku stały się mocno zauważalne także w Polsce, wymuszają profesjonalizację zawodu brokera oraz nowe inwestycje w ludzi i IT.

Londyński sznyt:
Londyński sznyt:
  • Na rynku londyńskim broker jest zawodem zaufania. U nas rynek jest bardzo młody, przez lata brokerzy konkurowali tym, kto dostarczy lepszą ochronę za mniejszą kwotę. Dziś niezbędna jest bliska współpraca z klientami przez 12 miesięcy, nie tylko przy odnowieniu polisy mówi Mariusz Muszyński, prezes PIB Group Poland WDB.
  • Marcin Biodrowski

    W jego ocenie nadawać ton będą te firmy brokerskie, które dużo inwestują w rozwój i szkolenie pracowników, rozwiązania IT oraz zagwarantują klientom bezpieczeństwo i odpowiedni serwis.

    Dominik Stachiewicz uważa, że przed rynkiem brokerskim trudne lata, ale można z nich wyciągnąć bardzo ważną lekcję.

    - Jeśli ich nie zmarnujemy, to wreszcie zbudujemy zawód brokera, który nie będzie tylko listonoszem przynoszącym polisy. To, że będzie trudniej przynieść tę jedną ofertę i jeszcze udowodnić klientowi, że się napracowaliśmy, żeby ją wyciągnąć spod ziemi, będzie budowało wartość zawodu – mówi Dominik Stachiewicz.

    Sławomir Kuffel podkreśla, że profesja brokera wymaga coraz większego zaangażowania i większej kreatywności.

    - W ślad za zaufaniem i długoletnimi niekiedy relacjami musi iść dobre rzemiosło oraz rynkowa i techniczna wiedza brokera – mówi wiceprezes Mentora.

    Konsolidacja rynku

    Rynek brokerski znalazł się w punkcie zwrotnym i niewątpliwie czeka go dalsza konsolidacja. Wejście międzynarodowych funduszy oznacza przyspieszenie tego procesu. Wygrają ci, którzy szybko dostosują się do nowych realiów.

    - Branża brokerów i pośredników musi się konsolidować, by mieć zasoby umożliwiające zaoferowanie dużej pojemności. Musi też być partnerem dla zakładów ubezpieczeń w dialogu i dyskusji o tym, jak ten program ubezpieczeń ma wyglądać – mówi Mariusz Muszyński.

    Trzy pytania do...
    Rynek ubezpieczeń mocno się usztywnił
    ...Jakuba Chojnackiego
    wiceprezesa i CFO firmy PORR

    Puls Biznesu: Czy obserwuje pan wzrost stawek i zmniejszanie limitów ubezpieczeń?

    Jakub Chojnacki, wiceprezes i CFO PORR: Rynek ubezpieczeniowy w ostatnich dwóch latach zaczął usztywniać się na ryzyko budowlane. Szczególnie widoczne jest to w projektach infrastrukturalnych, tunelowych oraz hydrotechnicznych. Ubezpieczyciele systematycznie podnosili stawki za ubezpieczenia CAR [budowlano-montażowe - red.], a jednocześnie próbowali ograniczać zakres i limity swojej odpowiedzialności. Jest to z jednej strony konsekwencją nasilenia się zjawisk naturalnych, które są przyczyną większych i częstszych szkód, np. zalania na projektach hydro czy podmycia skarp i wykopów na kontraktach drogowych, z drugiej zaś usztywnienia kontynentalnego i londyńskiego rynku reasekuracyjnego.

    W których segmentach działalności firmy zmiany są najbardziej widoczne?

    W budownictwie kubaturowym odnotowaliśmy najmniejsze zmiany cen i ograniczania zakresu pokrycia szkód. W budownictwie przemysłowym, ze względu na zróżnicowanie projektów, mamy znaczną rozpiętość cen, a zainteresowanie i możliwości ubezpieczycieli są duże. W projektach kolejowych i infrastrukturze drogowej koszt kreują głównie obiekty inżynieryjne. Większość ubezpieczycieli jest zainteresowana ofertowaniem, ale widać wzmożona liczbę ofert koasekuracyjnych, w których kilku ubezpieczycieli dzieli się ryzykiem. Stawki zależą od skomplikowania i wartości kontraktu. Jeśli chodzi o projekty hydrotechniczne, to rynek ubezpieczeń nadal pamięta okres czerwiec - październik 2020 r., który znacznie wpłynął na poziom szkodowości w zakładach ubezpieczeń. Obecnie ubezpieczyciele próbują wprowadzać limit odpowiedzialności na poziomie kilku milionów złotych za szkody spowodowane przez wodę, czyli główne ryzyko w kontrakcie. Niska jest także liczba podmiotów oferujących takie ubezpieczenia. Realnie możemy mówić o pięciu ubezpieczycielach chcących ubezpieczyć ryzyko w umowach hydrologicznych. Dla ubezpieczycieli zagranicznych konkurowanie ceną z lokalnymi towarzystwami stanowi problem, choć stawki w tym segmencie rynku są ponad trzy razy wyższe niż w pozostałych.

    Czy spodziewa się pan dalszego windowania cen przez ubezpieczycieli?

    PORR udało się w znacznej mierze uniknąć wzrostu cen dzięki zawartej w 2021 r. umowie generalnej, zakładającej niezmienność ceny i zakresu ubezpieczenia. Przewidujemy utrzymanie tendencji rynkowych, nie należy oczekiwać poluzowania podejścia ubezpieczycieli do ceny i zakresu ubezpieczenia. Wciąż będziemy mierzyli się także z rosnącą liczbą ofert koasekuracyjnych, a tym samym ograniczaniem konkurencyjności. Największym wyzwaniem, oprócz rosnących cen, będzie niewielka świadomość części zamawiających co do faktycznych możliwości rynku ubezpieczeniowego i zaistniałych w ostatnich latach zmian w podejściu do oceny ryzyka. Nierzadko mierzymy się też z próbą sprostania wymogom postawionym w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, które często są niemożliwe do spełnienia, nawet za znaczną, dodatkową składką.

    Katarzyna Kapczyńska

    Okiem ekonomisty
    Jak wstrząs podażowy podbił ceny ubezpieczeń
    Ignacy Morawski
    główny ekonomista Pulsu Biznesu

    Na rynku ubezpieczeń korporacyjnych z pewnym opóźnieniem w stosunku do rynków przemysłowych doszło do silnego wstrząsu podażowego i dużego wzrostu cen. Mechanizm jest podobny jak w innych sektorach – niższa podaż prowadzi do wzrostu cen.

    Inflacja ogółem w gospodarce zaczyna odpuszczać dzięki niższym cenom energii, są jednak dziedziny, do których największa fala inflacyjna dociera dopiero teraz. Tak jest w niektórych liniach ubezpieczeniowych, szczególnie w ubezpieczeniach dużych inwestycji infrastrukturalnych. Wynika to z narastającej dysproporcji między popytem a podażą na międzynarodowm reasekuracyjnym rynku kapitałowym, na którym polscy ubezpieczyciele pozyskują pojemność. Jak napisała kilka miesięcy temu firma Howden, jeden z największych na świecie brokerów reasekuracyjnych, wstrząs kapitałowy na rynkach reasekuracyjnych jest największy od kryzysu w 2008 r., co przekłada się na sytuację polskich firm.

    Od paru brokerów usłyszałem ostatnio: podwyżki cen są tak duże, że klienci wpadają w furię. Cóż, jest to w pewnym sensie oczekiwany mechanizm ekonomiczny – wysoka inflacja prowadzi do zaburzenia długookresowych relacji biznesowych, trudno jest zawierać długookresowe kontrakty. Na rynku ubezpieczeniowym widać wiele podręcznikowych zjawisk makroekonomicznych.

    Z danych Howdena i Ergo Hestii wynika, że ceny reasekuracji na świecie między 2022 a 2023 r. wzrosły o 30-40 proc., a w regionie Europy Środkowej o 20-50 proc.,w zależności od linii biznesowej.

    Wzrost cen na rynku reasekuracyjnym może eskalować w całym łańcuchu usług i ostatecznie klient końcowy będzie czasem płacił składki zdecydowanie wyższe niż dotychczas, w skrajnych przypadkach, w ubezpieczeniach budowlano-montażowych, nawet o kilkaset procent.

    Dlaczego? Z kilku powodów. Po pierwsze - wraz ze zmianą stawek dochodzi do aktualizacji wyceny ryzyka, szczególnie mniej standardowego lub trudnego. Marek Kowalski, dyrektor biura reasekuracji Ergo Hestii, tłumaczy, że polskie wyceny były przez wiele lat niższe od światowych i teraz dochodzi do ich zmiany. Po drugie - rosną sumy ubezpieczenia, czyli maksymalne kwoty odszkodowania. To samo w sobie oznacza wyższą składkę, a dodatkowo utrudnia pozyskanie pojemności przez ubezpieczyciela, co również przekłada się na cenę.

    I znów obserwujemy podręcznikowy mechanizm ekonomiczny. Ceny usług są zwykle sztywne, czyli zmieniają się rzadko i tylko w warunkach silnych wstrząsów. Najlepszym przykładem są ceny w restauracyjnych menu, które w normalnych czasach rewidowane są niezwykle rzadko. W ubezpieczeniach było podobnie – wycena ryzyka była stabilna mimo wielu zmian w strukturze kosztów. Gdy ceny ruszyły z powodu dużych zaburzeń podażowych, dostosowanie też jest duże.

    A o co chodzi z tym wstrząsem podażowym? Ubezpieczenie czegokolwiek wymaga kapitału, a ubezpieczanie dużych inwestycji wymaga kapitału, który można zdobyć tylko na rynku międzynarodowym. Krajowy ubezpieczyciel zdecydowaną większość pojemności musi uzyskać od reasekuratora. Tenże reasekurator finansuje pojemność albo kapitałem własnym należącym do jego akcjonariuszy, albo przez emisję różnych instrumentów finansowych, które nabywają fundusze inwestycyjne. Oba zasoby kapitału stały się dla reasekuratorów trudniej dostępne, a zwłaszcza drugi, z tzw. rynku retro. Wynika to m.in. z wysokich stóp procentowych, które sprawiają, że bardzo atrakcyjne dla funduszy inwestycyjnych stały się bezpieczne obligacje rządowe. Drugi powód to podwyższona szkodowość wywołana różnymi wstrząsami z ostatnich lat – pandemią, wojną, katastrofami naturalnymi.

    Ograniczoną podaż kapitału reasekuracyjnego dobrze widać w notowaniach giełdowych reasekuratorów. W wielu wypadkach mocno rosną - tak często dzieje się z wyceną spółek, które dysponują czymś, czego brakuje. W ciągu roku notowania MunichRe wzrosły o 50 proc., Hannover Rucka o 40 proc., Swiss Re o 20 proc. Indeks sektorowy Eurostoxx Insurance zyskał 20 proc., a ogólny indeks Eurostoxx 600 – 13 proc.

    Jak każdy wstrząs podażowy również ten w końcu minie. Sytuacja innych branż z ostatnich lat pokazała, że gwałtowne zmiany gospodarcze wywołują okresowo braki produktów i kapitału. Niedobór w końcu mija. Tylko wysokie ceny zostają.